Do dziś historia oblężenia sekty Davida Koresha w Waco służy za oręż skrajnej prawicy, a także samemu Trumpowi – mówi dziennikarz śledczy Jeff Guinn. W trwającym 51 dni oblężeniu i szturmie z 19 kwietnia 1993 r. zginęło 82 członków sekty. – Pomysł, by ich aresztować, był uzasadniony. Dawidianie mieli broń, wierzyli, że będą musieli zabić innych i sami zginąć. Do tego zachodziła obawa, że wykorzystują dzieci – tłumaczy Guinn. Błąd polegał na czymś innym.

Jeff Guinn: I żadna inna akcja nie odbiła się tak mocno na krajobrazie społeczno­‑politycznym Stanów Zjednoczonych. Do dziś, ponad 30 lat później, ta historia wciąż służy za oręż skrajnej prawicy. Używa jej też zresztą Donald Trump, który swoją kampanię prezydencką zaczął właśnie w Waco.

– Gałąź Dawidowa powstała w 1955 r. po rozpadzie innej grupy, która 130 lat wcześniej została wydalona z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Wierzyli oni, że biblijna Apokalipsa św. Jana zawiera najwyższą prawdę o świecie. Że Bóg zamierza zniszczyć grzeszny świat i stworzyć nowy dla tych, którzy żyli właściwie. Byli przekonani, że ześle proroka, który nauczy zwykłych grzeszników, jak należy żyć, by zostali ocalonymi, gdy przyjdzie koniec.

– Howell wychował się w trudnych warunkach. Jego matka urodziła go w wieku 13 lat. Miał wielu ojczymów – uzależnionych od alkoholu, narkotyków, stosujących przemoc. Szybko zrezygnował z chodzenia do szkoły. Był przekonany, że Bóg do niego przemawia. I był czarującym mówcą. Chociaż nie potrafił za dobrze czytać, miał zdolność zapamiętywania obszernych fragmentów Biblii. Mówił o nich tak, że słuchacze mieli poczucie, że nie tylko jest bardziej oświecony od nich, ale też że dzięki niemu w końcu rozumieją słowo Boże. W przejęciu władzy w ugrupowaniu pomógł mu też związek z jego poprzednią liderką, a także wyjazd do Izraela.

– Trzy rzeczy. Po pierwsze – twierdził, że porwało go do nieba siedmiu aniołów, którzy objawili mu prawdę. Prawdę, że jest reinkarnacją biblijnego króla Cyrusa, tego, który uwolnił Żydów z niewoli babilońskiej. W Starym Testamencie Cyrus to jedyny pogański mesjasz. Żydzi nazywali go Koresh – to hebrajskie imię Cyrusa.

Po powrocie Howell oznajmił, że jest duchem Cyrusa. Stał się Davidem Koreshem – imię od tronu Dawida, na którym zasiądzie Jezus, gdy powróci, a nazwisko od Cyrusa. Od tej pory to on był przywódcą Gałęzi Dawidowej. Dalej poszło już szybko: Apokalipsa św. Jana mówi, że Baranek otworzy siedem pieczęci Księgi i każde kolejne otwarcie przybliża nas do końca świata. Koresh oznajmił, że on jest tym Barankiem. To on miał otworzyć pieczęcie. A jego wyznawcy mieli być najbardziej wyjątkowymi chrześcijanami w historii. Po trzecie, według tej samej księgi, Babilon – czyli symbol zepsutego świata – zaatakuje Baranka i jego ludzi, a oni wszyscy zginą. Ale potem zostaną wskrzeszeni i poprowadzą armię Boga do zwycięstwa nad złem. To była obietnica. I oni w nią ­wierzyli.

– Wszyscy demagodzy, a pisałem wcześniej też o Charlesie Mansonie i Jimie Jonesie, działają według tego samego schematu. Najpierw mówią: „Jestem wybrany, tylko ja mogę was poprowadzić”. Potem izolują swoich ludzi od świata, żeby nie mieli kontaktu z bliskimi, którzy mogliby powiedzieć: „To szaleństwo”. I w końcu – zapowiadają cud, który muszą spełnić. Od momentu, gdy w 1985 r. Koresh powiedział swoim ludziom, że muszą przygotować się na walkę z Babilonem, oni wiedzieli, że coś musi się wydarzyć. I wszystko, co przyszło potem, było traktowane jako spełnienie jego ­proroctwa.

– Służby popełniły fatalny błąd. Nie dlatego, że chciały ich aresztować – bo to było uzasadnione. Dawidianie mieli broń, wierzyli, że będą musieli zabić innych i sami zginąć. Do tego zachodziła obawa, że dawidianie wykorzystują dzieci. Ale niewybaczalny błąd służb polegał na tym, że nie zadały sobie trudu, by zrozumieć, w co wierzyli członkowie Gałęzi Dawidowej. Wystarczyłoby kilka godzin researchu. Zamiast tego wrzucono ich do jednego worka z Mansonem czy innymi sektami. A tu nie chodziło o grupkę naćpanych nastolatków. Wśród dawidian byli prawnicy, nauczyciele – inteligentni ludzie, tylko głęboko wierzący w coś bardzo niebezpiecznego. Gdyby agenci zrozumieli, jak te wierzenia działają, wiedzieliby, że szturm na Mount Carmel tylko je potwierdzi. I dokładnie to się stało – wyznawcy Koresha zobaczyli w działaniach rządu spełnienie jego wizji. „Prorok miał rację, nadszedł Babilon” – pomyśleli.

– W Ameryce od zawsze istniały grupy, które wierzyły, że rząd nie działa w imieniu obywateli, tylko przeciwko nim. I niektóre organizacje bardzo skutecznie to wykorzystywały. Jedna z nich to NRA – Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie Ameryki. Jego liderzy przemawiali do ludzi, którzy czuli się wykluczeni: „Rząd chce wam odebrać prawo do posiadania broni”. NRA i Partia Republikańska traktowały ATF jak chłopców do bicia. W czasie prezydentury Ronalda Reagana pojawił się nawet pomysł, żeby agencję zlikwidować.

– Agenci FBI i ATF otoczyli wtedy dom mężczyzny w Idaho, bo handlował nielegalną bronią. Podczas oblężenia zginęli jego żona i nastoletni syn. NRA rozdmuchało to jako przykład: „Niewinny człowiek, a rząd go zamordował!” – pomijając przy tym, że łamał prawo.

To było ogromne PR-owe uderzenie w ATF. Rok później, w marcu 1993 r., agencja miała przed sobą posiedzenie budżetowe. Musieli się wykazać. Pokazać, że są skuteczni, profesjonalni, potrzebni. A więc – Waco. „Ci szaleńcy z nielegalną bronią? To idealna okazja”. Zadzwonili po media. Kazali kręcić akcję z helikoptera. Chcieli, żeby każdy zobaczył, jak świetnie sobie radzą. Tyle że wszystko poszło nie tak.

– Mamy rok 1993, CNN jako pierwsza stacja nadaje wiadomości 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Cały kraj żyje Waco. A że przez większość oblężenia nic się nie działo – dziennikarze zaczęli zapraszać ekspertów. I tych pro-, i antyrządowych, żeby zachować pluralizm. CNN chciało być tak obiektywne, jak się da, żeby przyciągać odbiorców z każdej strony. I nagle miliony Amerykanów, którzy wcześniej bali się rządu albo lubili broń, słyszeli codziennie głosy, które utwierdzały ich w tych przekonaniach. Rupert Murdoch zauważył potencjał. Wpadł na pomysł, żeby stworzyć stację, która przez całą dobę będzie mówić tylko z perspektywy konserwatywnej. I tak trzy lata później powstało Fox News. To był początek nowej epoki. Od tej pory każdy, kto miał wątpliwości wobec rządu, mógł włączyć telewizor i usłyszeć: „Masz rację. Rząd kłamie. Tylko my mówimy prawdę”.

– W Ameryce prawicowe bojówki istniały od czasów rewolucji, ale przez lata były marginalne. Sytuacja zaczęła się zmieniać w latach 60., 70. i 80., kiedy pojawiły się pierwsze regulacje dotyczące broni. NRA i Partia Republikańska zaczęły to wykorzystywać, zdobywając wpływy i pieniądze. Prezydent ­George Bush senior był dumnym członkiem NRA. A potem zrobił coś bardzo odważnego: wystąpił z organizacji. Uważał, że posiadanie broni tak, ale odpowiedzialne. I to był przełom – dla NRA był to sygnał: nawet ci, którzy deklarują poparcie, w końcu nas zdradzą. Niedługo potem wybory wygrał Bill Clinton. I to był dla nich kolejny impuls.

– O tym, że niektóre rodzaje broni – np. automatyczne – są niepotrzebne. Że nie trzeba strzelać stu pociskami na sekundę, żeby upolować jelenia. Albo że nie trzeba mieć karabinu maszynowego, by obronić dom. I wtedy nadeszło Waco. Koresh i jego ludzie nielegalnie przerabiali broń na automatyczną. A wielu Amerykanów pomyślało: „Przecież oni są tacy jak ja. Też chcą mieć broń. Też wierzą w Boga. Są po naszej stronie”.

Podczas prezydentury Clintona liczba bojówek rosła w zastraszającym tempie – z kilkudziesięciu do prawie 400. Coraz częściej miały wsparcie lokalnych władz – zwłaszcza w tzw. czerwonych stanach [gdzie tradycyjnie wygrywają republikanie – red.]. Rosło przekonanie, że „trzeba być gotowym”, kiedy „ten cholerny socjalistyczny rząd” spróbuje odebrać nam prawa. Będziemy walczyć. I nie damy się zabić jak w Waco.

– Dokładnie tak. A potem nastał George W. Bush. I przyszedł 11 września.

– Przestały skupiać się na „złym rządzie”, a zaczęły szukać zagrożenia z zewnątrz – celem stali się muzułmanie. Liczba bojówek nieco spadła. Aż prezydentem został Barack Obama.

– Nawet gorzej. Obama – z „podejrzanym” drugim imieniem Hussein – był dla nich dowodem, że rząd został przejęty przez „obcych”. Donald Trump, wcześniej uważany za dziwaka z telewizji, wyczuł nastroje i zaczął głosić teorie spiskowe: że Obama nie jest Amerykaninem, że sfałszowano akt urodzenia, że chce odebrać ludziom broń. W ciągu ośmiu lat prezydentury Obamy liczba dużych, dobrze zorganizowanych bojówek wzrosła do niemal 1200. I stawały się coraz bardziej widoczne. Potem przyszedł Trump. I cokolwiek by o nim mówić, głupi nie jest. Jest cyniczny i potrafi wykorzystać każdą okazję.

– Tak jak Manson, Koresh, Jim ­Jones – wszyscy potrzebują wroga. „Oni chcą nas zniszczyć, musimy się bronić”. U Trumpa to byli imigranci, liberalni demokraci. Gadał o murze na granicy z Meksykiem – murze, którego nie da się fizycznie zbudować na całej jej długości, ale jego wyborcy to kupili. Bojówki pojawiły się na granicy – z bronią i pytaniem: „Kogo mamy zastrzelić?”. Trump wymyślił też kolejnych wrogów: „deep state”, sędziów, urzędników – wszyscy, którzy mu się sprzeciwiają, stają się wrogami ludu.

– Kiedy pisałem książkę „War on the Border” (Wojna na granicy), rozmawiałem z funkcjonariuszami straży granicznej. Mówili mi: „W końcu wydarzy się tragedia”. Ostrzegali członków bojówek: „Nie możecie tu przyjeżdżać z bronią i strzelać. Jeśli kogoś zabijecie, to będzie morderstwo. Pójdziecie siedzieć”. A oni odpowiadali: „Nie, Trump nas ułaskawi”.

I teraz widzą, że miał rację. Ułaskawienia potwierdzają ich wiarę, że mogą robić, co chcą. A to prowadzi do nieuniknionej tragedii. Bo jeśli uzbrojona grupa ludzi szuka walki i uważa, że prawda to jest to, w co chcą wierzyć – wcześniej czy później ktoś zginie.

– Największa nadzieja leży w tym, że coraz więcej ludzi ma dość. Nawet ci, którzy głosowali na Trumpa, zaczynają rozumieć, że nie chodzi o „walkę o wolność”, tylko o chaos. W wyborach środka kadencji demokraci mają szansę odzyskać Senat i Izbę Reprezentantów. Może wtedy będzie spokojniej. Chociaż we mnie tej nadziei jest mało. Ba, przyznam, że ja się po prostu boję.

Jeff Guinn jest nagradzanym dziennikarzem śledczym i autorem bestsellerowych książek reporterskich, m.in. „Tragedia w Waco. David Koresh i tajemnica jego sekty”, „Manson. Ku zbrodni” czy „Co się stało w Jonestown. Sekta Jima Jonesa i największe zbiorowe samobójstwo”. Mieszka w Fort Worth w Teksasie

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version