To było granie, jak przystało na rywalizację dwóch – będących w wysokiej formie – tenisistek ze światowej czołówki. Z jednej strony Elina Switolina, czyli ukraińska rewelacja sezonu 2026. Choć bardzo doświadczona, to jednak zachwycająca przede wszystkim formą, zwłaszcza że mowa o zawodniczce, która wróciła kawałek czasu temu do grania po przerwie macierzyńskiej. I wyraźnie, właśnie tu i teraz, gra ponownie bardzo dobry tenis.


Z drugiej strony Iga Świątek. Królowa Paryża sprzed kilku lat. Specjalistka od gry na kortach ziemnych. I co najważniejsze, Polka powracająca do swojej pewnej, solidnej gry. Świątek pod batutą trenera Francisco Roiga.


A do tego na korcie łącznie pięć triumfów podczas imprezy WTA 1000 w Rzymie. Switolina wygrywała w turnieju w stolicy Włoch dwukrotnie oraz Polka – trzykrotna triumfatorka tych prestiżowych zmagań.

WTA 1000 Rzym: Kapitalna bitwa w meczu Igi Świątek z Eliną Switoliną


Obie tenisistki miały za sobą imponujące zwycięstwa w ćwierćfinałach włoskiej imprezy. Świątek odprawiła z kwitkiem Jessicę Pegulę, nie dając Amerykance najmniejszych szans. Wynik 6:1, 6:2 idealnie oddawał wydarzenia na korcie, dominacja Polki nie podlegała właściwie żadnej dyskusji.


Ukrainka wyszarpała za to awans Jelenie Rybakinie. Kazaszka bardzo dobrze otworzyła ćwierćfinał przeciwko Switolinie, ale ostatecznie ta bardziej doświadczona kolejny raz udowodniła, jak waleczną jest tenisistką. Na niekorzyść Ukrainki można było zapisać fakt, że mecz z Rybakiną trwał prawie 2,5 godziny. Świątek nie dość, że szybko odprawiła Pegulę, to jeszcze dokonała tego dobrych kilka godzin wcześniej od półfinałowej przeciwniczki.


Jak się jednak można było domyślać, Switolina w grze o finał nie miała zamiaru odpuszczać Polce, choć na centymetr.


Świątek od początku meczu musiała gonić wynik. Zaczęło się od 1:3 na niekorzyść Polki po nieco ponad kwadransie gry. Świątek wyrównała jednak na 3:3, do tego miała szansę na przełamanie (A:40), ale zamiast 4:3, Switolina wytrzymała presję rywalki i… sama przełamała na 3:5 z perspektywy polskiej zawodniczki.


Po 48 minutach Ukrainka wygrała seta 6:4. Świątek grała jednak zbyt nerwowo, popełniając tylko w pierwszym secie aż 24 niewymuszone błędy, przy 7 winnerach. Dla porównania, w tym bilansie Switolina miała 5 kończących uderzeń i 12 błędów.


Wizyta w szatni po pierwszej partii sprawiła, że Świątek wróciła na kort, jakby była zupełnie inną tenisistką. Trochę bardziej przypominającą tą z meczów przeciwko Naomi Osace czy ćwierćfinale z Pegulą. Szybkie 3:0 dla Polki z podwójnym przełamaniem, Switolina próbowała odpowiedzieć (break na 3:1), ale Świątek ostatecznie zdołała domknąć tę odsłonę na 6:2. Tym samym zrobiło się 1:1 w setach i wydawać by się mogło, że to Ukrainka powinna mieć więcej negatywnych myśli przed decydującą odsłoną.


Nic bardziej mylnego. Świątek od pierwszego gema nacisnęła przeciwniczkę, ale Ukrainka zdołała wyjść na 1:0. To o tyle istotne, że w drugim secie Switolina miała ogromne problemy ze swoim podaniem, seryjnie popełniając podwójne błędy serwisowe. Co gorsza, z polskiej perspektywy, w pewnym momencie zrobiło się aż 4:1 dla Switoliny.


Dodajmy, że w tzw. międzyczasie – wybiła północ w Rzymie – więc stało się jasne, że półfinał Switoliny ze Świątek, to perspektywa starcia dwudniowego, czwartkowo-piątkowego.


Mimo tak szalonej pory Polka nie zamierzała odpuszczać Switolinie. Było 4:2 dla Ukrainki, dłuższy gem serwisowy i spore kłopoty, z których jednak serwująca wyszła obronną ręką (5:2). Ostatecznie Ukrainka dopięła swego przy serwisie Polki. Z pewnością szkoda, bo Świątek w Rzymie prezentowała się solidnie. Ale to nie wystarczyło na Switolinę i wejście do finału.


Kobiecy finał turnieju w Rzymie zaplanowano na sobotę (tj. 16 maja). Wcześniej miejsce w takowym zapewniła sobie Amerykanka Coco Gauff, która wyeliminowała największą rewelację tegorocznych, rzymskich zmagań, Rumunkę Soranę Cirsteę.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version