To nie historia z małej miejscowości, w której proboszcz z wójtem ustalają, komu „załatwić”, chodnik, a komu dotację na dach. To Kraków — druga metropolia kraju. A jednak właśnie tu mechanizm „co łaska” działał jak w zegarku — opowiadają w „Rachunku sumieniu” dziennikarze Dawid Serafin i Paweł Czernich, autorzy książki „Co łaska. Ile politycy płacą za poparcie księży?”.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że z nami jesteś!
Foto: Newsweek
Kiedy w Krakowie kard. Stanisław Dziwisz budował Centrum Jana Pawła II, magistrat — rządzony przez Jacka Majchrowskiego — przekazywał kościelnym instytucjom kolejne działki z dużą bonifikatą. — Ziemię, wartą łącznie kilka milionów, kuria kupiła za kilkanaście, kilkaset tysięcy — opowiadali dziennikarze Paweł Czernich i Dawid Serafin w podcaście „Rachunek sumienia”.
I dodawali, że Dziwisz „zrobił deal życia”.
— W świetle prawa wszystko było legalne — podkreślają autorzy książki „Co łaska. Ile politycy płacą za poparcie księży?”.
Legalne — ale czy przyzwoite?
Krakowska arytmetyka łask
Kiedy kardynał Dziwisz wrócił z Watykanu, liczni wierni oczekiwali „hierarchy na miarę Jana Pawła II”. Szybko jednak okazało się, że jest przede wszystkim sprawnym kościelnym politykiem, który potrafi „zblatować” się nawet z niewierzącym prezydentem o PZPR-owskim rodowodzie — byle interes się domknął. — Dziwisz zachęcał ludzi do głosowania na Majchrowskiego, robił mu dobry PR — mówili goście „Rachunku sumienia”, podcastu prowadzonego przez Magdalenę Rigamonti i Tomasza Sekielskiego. Opowiadają też anegdotę — na jednej z uroczystości kardynał miał powiedzieć do prezydenta”. „Z tą ziemią ładnie żeśmy wykombinowali, nie?”. „Ty dobrze na tym wyszedłeś” — miał odpowiedzieć Majchrowski. „Sanktuarium stoi. Ja pola golfowego jeszcze nie mam” — dodał polityk.
— Chodziło o to, że prezydent Majchrowski obok sanktuarium Jana Pawła II chciał zbudować duże pole golfowe, które było jego marzeniem. Kardynał Dziwisz zrobił deal życia, dostał ziemię za bezcen, po czym wybudował Centrum Jana Pawła II z datków od spółek Skarbu Państwa, od burmistrzów i prezydentów — opowiadali autorzy „Co łaska”.
Mechanizm był prosty. Najpierw „rynkowa” zamiana pod Trasę Łagiewnicką — potem „bonifikaty”, aż wreszcie na finansowanie zrzuciły się spółki Skarbu Państwa i samorządy. — Te cegiełki do dziś w sanktuarium można odczytać — tłumaczyli Czernich i Serafin.
— Co Majchrowski miał z tego? Jak politycy opłacają się za poparcie księży? Czy to był właśnie taki deal? — zapytał Sekielski.
— Dziwisz w jakiś sposób zachęcał ludzi do głosowania na Majchrowskiego, robił mu dobry PR. Zresztą sam prezydent też to czuł tak — odpowiedzieli dziennikarze.
A kiedy zabrakło środków, wystarczyła krótka pielgrzymka Dziwisza do Radia Maryja, przymknięcie oka na wcześniejsze spory i ciepłe słowa pod adresem o. Rydzyka. — Dziwisz przez lata nie znosił Rydzyka. Wręcz zwalczał Radio Maryja. A kiedy budował Centrum Jana Pawła II, potrzebował pieniędzy, nie miał problemu z tym, żeby pojechać do Radia Maryja — powiedzieli dziennikarze.
Rigamonti przypomniała, że Marek Jędraszewski, który niedawno przestał być arcybiskupem w Krakowie, ma 150-metrowe mieszkanie. A Kardynał Dziwisz — trzy kamienice w tym mieście. — [Dziwisz] przeszedł na tak zwaną emeryturę kościelną, no i gdzieś musiał mieszkać prawda. Wyprowadził się z Pałacu Arcybiskupiego, zamieszkał na najstarszej ulicy w mieście, u stóp Wawelu, na ul. Kanonicznej. Każdy te kamienice liczy inaczej, bo niektórzy myślą, że to jest jedna kamienica, a inni, że to są trzy kamienice, bo one chyba formalnie mają właśnie trzy różne księgi wieczyste — tłumaczył Serafin.
Arcybiskup „Metropolityk”. Jak Kościół układa się z władzą
— W biznesie nie ma barw politycznych — stwierdzili dziennikarze. Przywołali wydarzenia w Gdańsku z czasów Pawła Adamowicza, gdy „przynajmniej kilka atrakcyjnych nieruchomości” przekazano Kościołowi za symboliczne opłaty. — Poza lokalnymi mediami nikt nie był zainteresowany opisywaniem tych transakcji — przypomnieli dziennikarze. Mediacyjną rolę od lat pełnił tam abp Tadeusz Gocłowski — „metropolityk”, jak złośliwie mawiano, wierzący, że „do tańca trzeba dwojga”, najlepiej PiS i Platformy. Gdy interesy się zgadzały — dogadywano się ponad podziałami.
Czernich zauważył, że arcybiskup Gocłowski miał zawsze słabość do polityków z Trójmiasta. A Rigamonti, że w 2005 roku Gocłowski odgrywał rolę mediatora między PiS-em a Platformą Obywatelską. — To było tuż po wyborach i do arcybiskupa pojechał Kaczyński z Marcinkiewiczem i Rokita z Tuskiem, żeby się spróbować dogadać — powiedziała Rigamonti.
— Owszem, ale ponieważ jestem starszy, to pamiętam jeszcze 1997 r. i AWS. Te wszystkie naparzanki, które się tam działy. Wszyscy kończyli u Gocłowskiego na dywaniku i tam mieli się dogadywać i sklejać ku chwale Rzeczpospolitej — przypomniał Sekielski.
We Wrocławiu było odwrotnie: to Kościół udzielił bonifikaty — przypominają rozmówcy, przywołując sprawę gruntów dla Mateusza Morawieckiego od kard. Gulbinowicza.
Potęga proboszcza
Im dalej od wielkich miast, tym bardziej miękki, ale skuteczny jest nacisk Kościoła. — Na Podlasiu, Podkarpaciu głos proboszcza bywa decydujący — powiedział Serafin. Przykład z Sejn: urażony proboszcz wywiesza baner mniej znanego kandydata. Efekt? Zwycięstwo różnicą 37 głosów. — To pokazuje siłę Kościoła — skomentowali dziennikarze.
Symboliczne sceny zdarzyły się w diecezji tarnowskiej, do której wybrał się Władysław Kosiniak-Kamysz, wówczas świeżo po rozwodzie. Jak dotąd zawsze był tam dobrze podejmowany. — Chciał wesprzeć któregoś z lokalnych kandydatów, bodajże w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Tylko się bardzo niefortunnie złożyło, bo to był ten okres, kiedy on wstąpił po raz kolejny w związek małżeński. Trafił na proboszcza, który ewidentnie sympatyzował ze stroną ówcześnie rządzącą — opowiedzieli dziennikarze.
I ten proboszcz go zaatakował. — Nietrudno było się nie domyśleć [o kogo chodziło], kiedy w pierwszej ławce siedzi Władysław Kosiniak-Kamysz, a ksiądz wyjeżdża z kazaniem i mówi, niemalże pokazując paluchem na tego gościa siedzącego w pierwszej ławie: „nie głosujcie na wilki w owczej skórze, bo oni tylko na pozór żyją zgodnie z kazaniami”.
Cena poparcia
— Ile politycy płacą za poparcie księży? — zapytali Rigamonti i Sekielski. — To wszystko zależy. Co łaska, ale nie mniej niż — odpowiedzieli goście.
— Czy według was, będzie jakiś moment, w którym Kościół się nasyci? Czy też to jest instytucja tak pazerna, że to będzie bez przerwy to samo? — zapytał Sekielski.
— Kościół się ani nie nasyci, ani też nie nastąpi żaden zauważalny kryzys Kościoła, który by wstrząsnął tą instytucją tak, że runęłaby w posadach — powiedział Serafin. — Dlaczego Kościół się nie nasyci? Bo jest korporacją i tak jak każda korporacja dba o to, żeby maksymalizować swoje zyski. Kryzysy, przynajmniej nad Wisłą, raczej mu nie grożą. Niektórzy zwiastowali koniec Kościoła po śmierci Jana Pawła II. Później wydawało się, że koniec Kościoła nastąpi po ujawnianiu kolejnych afer pedofilskich. Tymczasem Kościół ciągle istnieje, ma się dobrze i pomimo deklaracji w kampanii wyborczych Donalda Tuska, dosyć mocno antyklerykalnych, ciągle Kościół trzyma się dobrze, ciągle realizuje swoje interesy. Nie wyobrażam sobie, co takiego musiałoby się stać, żeby nastąpiła masowa zmiana świadomości, która spowodowałaby gremialne odwrócenie się Polaków od Kościoła — skończył Serafin.
Czym jest „Rachunek sumienia”?
Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.





