W wyniku irańskiego ataku rakietowego i dronowego na bazę Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej Amerykanie ponieśli poważne straty. Waszyngton próbuje jednak minimalizować ich skalę, twierdząc, że samoloty zostały jedynie uszkodzone. Polityka informacyjna Białego Domu w sprawie skutków działań Iranu coraz bardziej zaczyna przypominać narrację znaną z Kremla.

Atak z 27 marca okazał się dla USA ciosem nie tylko materialnym, lecz także wizerunkowym. Uderzenie dosięgło jednej z kluczowych baz Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych w regionie. Jeszcze niedawno stacjonowały tam bombowce B‑1B Lancer i myśliwce piątej generacji F‑22 Raptor, a na stałe mieści się tam dowództwo 378. Ekspedycyjnego Skrzydła Lotniczego. Co istotne, nie był to pierwszy taki incydent w ostatnich tygodniach.

Pierwszy atak nastąpił już 2 marca i wówczas obyło się bez strat. Tydzień później „The Wall Street Journal” poinformował, że w kolejnym uderzeniu uszkodzonych zostało pięć latających cystern. Mimo to Amerykanie nie zmienili rozmieszczenia samolotów ani nie wzmocnili obrony przeciwlotniczej bazy. Na skutki tej niefrasobliwości nie trzeba było długo czekać.

W kolejnym ataku zniszczony został samolot wczesnego ostrzegania E‑3C Sentry, a uszkodzeniu uległy także latające cysterny KC‑135 Stratotanker, kluczowe dla wsparcia logistycznego amerykańskiego lotnictwa. Początkowo Pentagon informował jedynie o uszkodzeniach maszyn. Jednak zdjęcia satelitarne i materiały opublikowane w mediach społecznościowych wskazują, że rzeczywista skala strat jest znacznie większa.

Wstępne analizy sugerują, że co najmniej jeden E‑3 został całkowicie zniszczony. Dwa lub trzy tankowce odniosły poważne uszkodzenia, a podobna liczba maszyn mogła zostać uszkodzona w mniejszym stopniu. Według dostępnych informacji w ataku rannych zostało kilkunastu amerykańskich żołnierzy, zarówno z personelu naziemnego, jak i lotniczego.

Utrata E‑3 Sentry to dla USA szczególnie dotkliwa strata. Jest to strategiczny samolot AWACS, oparty na platformie Boeinga 707, wyposażony w charakterystyczną obrotową antenę radarową. Maszyna pełni rolę powietrznego centrum dowodzenia, koordynuje działania własnych i sojuszniczych sił oraz stanowi ruchome centrum dowodzenia i kierowania walką powietrzną.

Jeden E3 może jednocześnie koordynować dziesiątki samolotów bojowych, monitorować przestrzeń powietrzną na setki kilometrów i przekazywać dane do systemów dowodzenia na ziemi. Problemem Amerykanów jest to, że ilość operacyjnych E3 Sentry jest ograniczona do 16 maszyn, z czego średnia roczna gotowość wynosi 56 proc., co oznacza, że zwykle do dyspozycji jest osiem maszyn.

Przed operacją Epic Fury na Bliski Wschód przerzucono sześć samolotów. Prawdopodobnie w rezerwie zostały Amerykanom zaledwie dwie lub trzy maszyny. A trzeba pamiętać, że samoloty muszą wykonywać zadania także w innych regionach świata.

Z kolei KC135 Stratotanker to podstawowy samolot tankowania w powietrzu w Siłach Powietrznych USA od lat 50. XX w. Na razie nie zapowiada się, aby KC-46 szybko go zastąpił. Umożliwia uzupełnianie paliwa dla myśliwców, bombowców i samolotów wsparcia na dużych dystansach, wydłużając czas ich obecności w strefie operacyjnej. KC135 jest kluczowy w utrzymaniu lotów bojowych w odległych teatrach działań, zwłaszcza w regionach takich jak Zatoka Perska, gdzie siły USA operują daleko od głównych baz.

Amerykanie bezpowrotnie stracili co najmniej jedną maszynę tego typu, a przynajmniej sześć kolejnych zostało uszkodzonych, w tym trzy poważnie. To spory problem, bo w regionie znajdowało się jedynie około 20 tankowców tej klasy.

Utrata E3 Sentry i części KC135 będzie miało spore konsekwencje dla zdolności operacyjnych USA w regionie. Przynajmniej w krótkiej perspektywie, póki Pentagon nie przerzuci w rejon Zatoki Perskiej kolejnych samolotów.

Bez AWACS zdolność do wykrywania irańskich rakiet balistycznych, dronów i samolotów znacznie spada. Operacje powietrzne stają się mniej skoordynowane, reakcja na zagrożenia wolniejsza, a bezpieczeństwo sił sojuszniczych w regionie ograniczone. Oznacza to również, że planowane misje ofensywne lub obronne wymagają większego zaangażowania innych środków rozpoznania i kierowania, co komplikuje operacje i zwiększa ryzyko strat.

Brak KC135 ogranicza z kolei możliwości utrzymania samolotów bojowych w powietrzu przez długi czas nad strefą działań. Misje myśliwców, bombowców i samolotów wsparcia logistycznego muszą być skracane lub wymagać zorganizowania dodatkowego tankowania.

Po tym ataku każda planowana operacja przeciwko Iranowi wymaga przemyślenia rozmieszczenia sił, zwiększenia środków rozpoznania i dodatkowej ochrony dla samolotów w strefie zagrożenia. Efekt jest taki, że Iran zyskuje znaczną przewagę taktyczną w krótkim okresie.

Sukces Teheranu wynika z kilku czynników. Po pierwsze, Amerykanie nie dostosowali obrony przeciwlotniczej do realnych zdolności Iranu. Po drugie, irańska struktura militarna jest dobrze zorganizowana i dowodzona, wyraźnie lepiej przygotowana do konfliktu niż wielu przeciwników USA od czasu operacji w Serbii w 1999 roku.

Waszyngton nie wyciągnął także wniosków z wojny na Ukrainie. Od początku 2024 roku Ukraińcy regularnie atakowali rosyjskie bazy lotnicze, m.in. Ołenja w obwodzie murmańskim, Diagilewo w Riazaniu oraz Engels‑2 pod Saratowem. Uderzenia te ujawniły niewydolność rosyjskiej obrony przeciwlotniczej i doprowadziły do paraliżu operowania strategicznego lotnictwa bombowego. Zniszczenie samolotów wczesnego ostrzegania A‑50 znacząco obniżyło rosyjską świadomość sytuacyjną w powietrzu.

Wówczas Kreml przekonywał, że doszło jedynie do uszkodzeń, a zdolności operacyjne zostały utrzymane. Dziś podobną narrację przyjmuje Biały Dom, robiąc dobrą minę do złej gry. Tymczasem tak głębokich i skutecznych uderzeń w zaplecze logistyczne Amerykanie nie doświadczyli od niepamiętnych czasów.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version