-
Pożar lasu może zostać wywołany przez różne, czasem trudne do przewidzenia czynniki, takie jak niedopałek papierosa, rozpalony grill lub szkło pozostawione w lesie.
-
Największy pożar Puszczy Noteckiej spowodowany został w 1992 roku przez iskry spod kół wagonu pociągu z powodu zablokowanych hamulców, co doprowadziło do rozprzestrzenienia się ognia na dużą skalę.
-
Po pożarze wymieniono nasadzenia w lesie, sadząc również drzewa liściaste, a szkody objęły nie tylko drzewostan, ale także populacje zwierząt, w tym wilków i saren.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Sąd Najwyższy w wyroku z 1997 roku opisywał: „Po odjeździe pociągu ze stacji Miały spod kół osi jednego z wagonów zaczęły się wydobywać iskry z powodu zablokowania hamulcami osi wagonu. Iskry te padały na rosnącą przy torze trawę, chwasty, powodując zapalenie na przestrzeni kilku kilometrów wzdłuż torowiska. Ogień przeniósł się na sąsiedni młody las, który się zapalił, ogień w postaci tzw. burzy ogniowej ponad wierzchołkami drzew rozprzestrzenił się na znaczne obszary lasu”. Tak spłonęła jedna z najważniejszych polskich puszcz.
Sąd Najwyższy to nie przejęzyczenie, bowiem sprawa pożaru Puszczy Noteckiej z sierpnia 1992 r. dotarła aż tam. Długo trwał proces poszukiwania sprawców, odtwarzania przebiegu zdarzeń, które doprowadziły do zagłady lasu, wreszcie wyciągania konsekwencji.
Potężne upały wysuszyły puszczę na wiór
Żar zaczął lać się z nieba jeszcze w czerwcu. I już wtedy, 2 czerwca doszło w Puszczy Noteckiej doszło do pożaru. Ogień objął zasięgiem 575 ha w nadleśnictwach Potrzebowice, Wronki i Krucz między Poznaniem, Piłą a Gorzowem. Sto jednostek straży pożarnej, sześć samolotów i jeden śmigłowiec opanowały go do wieczora, ale dogaszanie ognia w ściółce i złożach torfu trwało do końca czerwca. Później patrole przechadzały się po puszczy, by pilnować, aby do powtórki nie doszło. Nie były w stanie ustrzec jednak lasu przed tragedią z upalnego sierpnia 1992 r.
To był czas widocznych już zmian zachodzących w klimacie. Zniknęły mroźne zimy, typowe dla Polski jeszcze w latach osiemdziesiątych i kojarzące się chociażby ze stanem wojennym czy zimą stulecia w 1987 r. Teraz zimy były ciepłe, a latem upały zaczynały dorównywać tym znanym z obszaru śródziemnomorskiego. 9 sierpnia 1992 r. w Wielkopolsce mieliśmy ponad 36 stopni, nazajutrz podobnie. Media donosiły, że są to najwyższe temperatury o tej porze od 1811 r. Nie padało od 50 dni. Lasy wyschły na wiór.
To wtedy z Poznania w podróż do stacji Krzyż ruszył nagrzany pociąg. Upał był nie do zniesienia, pasażerowie zlani potem otwierali okna. Niedługo po opuszczeniu Poznania droga stała się bardzo malownicza, bo wiodła przez lasy, wśród drzew. Skład wjechał do Puszczy Noteckiej, porastającej całą północną Wielkopolskę, w dawnym województwie pilskim po jego granice z województwami szczecińskim, koszalińskim, gorzowskim (wedle podziału administracyjnego z tamtego czasu), czyli dzisiejszymi Zachodniopomorskiem i Lubuskiem. Chociaż jechało się lasem, bynajmniej nie robiło się chłodniej. Puszcza także była rozgrzana, sucha i zamarła w żarze.
O godz. 16.16 pociąg wjechał na stację Miały przy nadleśnictwie Potrzebowice, po czym ruszył w stronę Drawskiego Młyna. O godz. 16.27 nieco wyhamował. To był moment, w którym doszło do tragedii.
W lesie powstały burze ogniowe typowa raczej dla nalotów
Dalsze wydarzenia, jakie miały miejsce od chwili wciśnięcia hamulca o godzinie 16.27 opisał w sentencji wyroku 1997 roku Sąd Najwyższy. Opis brzmiał: „Bezpośrednio po odjeździe pociągu ze stacji Miały spod kół osi jednego z wagonów zaczęły się wydobywać iskry z powodu zablokowania hamulcami osi wagonu. Iskry te padały na rosnącą przy torze trawę, chwasty, powodując zapalenie na przestrzeni kilku kilometrów wzdłuż torowiska. Ogień przeniósł się na sąsiedni młody las, który się zapalił, ogień w postaci tzw. burzy ogniowej ponad wierzchołkami drzew rozprzestrzenił się na znaczne obszary lasu”.

Burza ogniowa zmiotła Puszczę Notecką. czegoś podobnego nie widzieli nawet najstarsi i najbardziej doświadczeni strażacy. Burza ogniowa opisana przez sąd znana była dotąd raczej z bombardowanych miast. Tutaj las płonął niczym podlany benzyną – tak działała susza, takie skutki miał brak wody.
Kataklizm szybko przekształcił się w tzw. pożar wierzchołkowy, czyli całościowy pożar lasu przemieszczający się wśród koron drzew, pomiędzy gałęziami. Jak podaje straż pożarna w definicji takiego zjawiska: „Podczas pożarów wierzchołkowych prądy powietrzne oraz wybuchy substancji eterycznych rozrzucają płonące żagwie na odległość nawet ponad 200 m”. A ponieważ Puszcza Notecka stworzona głównie z sosny, olejki eteryczne zawarte w igliwiu podpalały go coraz bardziej i bardziej. Rozżarzone drzewa eksplodowały niemal z hukiem. Miały, Mężyk, Bęglowo trzeba było ewakuować, a ludzie opisywali dantejskie sceny. Zwierzęta płonęły żywcem, a ocalałe uciekały ramię w ramię, pysk w pysk.
Zginęły wilki, spłonęły sarny, dziki i wiele małych zwierząt
W Puszczy Noteckiej żyła wtedy ostatnia wataha wilków w Wielkopolsce, tropiona zresztą zawzięcie przez ludzi. Wszystkich wilków było wtedy w Polsce może 200 sztuk. Ogień prawdopodobnie doprowadził do zagłady tej watahy i zabił ostatnie wilki w zachodniej Polsce. Musiało minąć wiele lat nim tu wróciły. Straty wśród saren były najwyższe, sięgnęły 40 sztuk. Strażacy i leśnicy znaleźli kilkanaście zwęglonych jeleni, danieli i dzików, ale nie było jasne, czy to wszystko. Część zwierząt po prostu zniknęła w pożodze, a strat wśród mniejszych ssaków, ptaków, bezkręgowców nie sposób wręcz oszacować.

Pożar był niemal nie do zatrzymania przez ludzi. Pomogła dopiero ulewa. Natura zlitowała się i za ciężkim upałem przyszły chmury i deszcz. On pomógł ugasić ogień.
Po długim i opisywanym mocno w prasie procesie w 1997 roku Sąd Najwyższy utrzymał wtedy wyrok nakazujący Zachodniej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych zapłacić 23 mln zł odszkodowania za niesprawne hamulce pociągu. Odbudowa lasu trwała kilka lat, a użyto do tego 80 mln sadzonek drzew, ale już nie takich jak poprzednio. Jednym z powodów szybkiego rozprzestrzeniania się ognia był fakt, że w zasadzie cała puszcza składała się z sośniny. Sosny stanowiły ponad 90 procent drzew tego sztucznego lasu. Nowe sadzonki należały już do rozmaitych gatunków, także liściastych. Pogorzeliska obsadzano także dębami, bukami, zwłaszcza brzozą, która przed pożarem stanowiła może 1 procent Puszczy Noteckiej. Teraz to prawie 20 procent














