„Kandydaci śmierci”, dokument w reżyserii Macieja Cuske, zwycięzcy polskiego konkursu na festiwalu filmowym Millenium Docs Against Gravity, i serial „Półbrat” Richarda Gadda, autora „Reniferka”, to najmocniejsze opowieści o męskości, jakie ostatnio widziałam. Te historie są jak awers i rewers. Czuła i zabawna opowieść o dojrzewaniu syna i jego przyjaciół kontra pełna przemocy opowieść o więzi i nienawiści przyszywanych braci.
Rodziny się nie wybiera, gorzej, często rodziną są ludzie, z którymi nie łączy nas krew, tylko skrzyżowanie losów. To właśnie przytrafia się bohaterom „Półbrata”. Szkocja, lata 80. XX w. Niall (Jamie Bell) wrażliwiec, zamknięty w sobie jest łatwym celem dla szkolnych dręczycieli. Jego matka żyje z przyjaciółką. To dodatkowy powód, by być na dnie szkolnej hierarchii. Wydaje się, że nie może być gorzej. A jednak. Z poprawczaka wraca do domu Ruben, syn kochanki matki. O trzy lata starszy od Nialla chuligan, który siłą toruje sobie drogę przez życie. Są jak Dr Jekyll i Mr Hyde, jak zauważa jeden z bohaterów, który dozna od braci miłości i przemocy. Oryginalny tytuł serialu brzmi „Half Man” i jest bardziej adekwatny do opowieści o chłopaku, którego najważniejszą cechą jest niedookreślona męskość. W tę niedookreśloność wślizguje się jego brat.
I choć role dobrego i złego są rozpisane, Richard Gadd nie byłby sobą, gdyby nie mylił tropów. Reżyser zagrał dorosłego Rubena. Uderza, jak bardzo fizycznie różni się od bohatera, którego wykreował w „Reniferku”. Teoretycznie to on rozdaje karty. Niall wzywa go za każdym razem, kiedy musi wejść w nową rolę społeczną, zbudować swoją pozycję. Gadd daje opiekę, ale na swoich warunkach. Funduje przemoc wszystkim, którzy tych warunków nie akceptują. Jest chodzącą furią. Niall wie, co przynosi brat, ale mimo to przywołuje go do swojego świata, fundując dramat jemu, sobie i swojej miłości.



