Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Zapadła decyzja ws. Panteonu Narodowego Ukrainy. Kluczowy krok Kijowa – Wprost

Zapadła decyzja ws. Panteonu Narodowego Ukrainy. Kluczowy krok Kijowa – Wprost

4 lipca, 2026
Plany rekrutacyjne firm. Co trzecia chce zatrudniać w wakacje – Biznes Wprost

Plany rekrutacyjne firm. Co trzecia chce zatrudniać w wakacje – Biznes Wprost

4 lipca, 2026
Kwiat tworzy różowe obłoki na żwirze. Ogrodnicy są zachwyceni odpornością

Kwiat tworzy różowe obłoki na żwirze. Ogrodnicy są zachwyceni odpornością

4 lipca, 2026
Tymbark. Żołnierz skakał po radiowozach i uszkodził komisariat policji

Tymbark. Żołnierz skakał po radiowozach i uszkodził komisariat policji

4 lipca, 2026
Wojna na Ukrainie. Rosja straciła myśliwiec na Krymie. Jest nagranie

Wojna na Ukrainie. Rosja straciła myśliwiec na Krymie. Jest nagranie

4 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Zapadła decyzja ws. Panteonu Narodowego Ukrainy. Kluczowy krok Kijowa – Wprost
  • Plany rekrutacyjne firm. Co trzecia chce zatrudniać w wakacje – Biznes Wprost
  • Kwiat tworzy różowe obłoki na żwirze. Ogrodnicy są zachwyceni odpornością
  • Tymbark. Żołnierz skakał po radiowozach i uszkodził komisariat policji
  • Wojna na Ukrainie. Rosja straciła myśliwiec na Krymie. Jest nagranie
  • 250 lat niepodległości USA. Nawrocki podziękował Trumpowi – Wprost
  • Butelkomaty w Lidlu z rekordowym wynikiem. Klienci oddali pół miliarda opakowań – Biznes Wprost
  • Poziom stresu obniża się po 20 minutach. Japończycy wiedzą od wieków
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Jefferson kontra Hamilton. Początki Stanów Zjednoczonych były pełne sprzeczności
Jefferson kontra Hamilton. Początki Stanów Zjednoczonych były pełne sprzeczności
Aktualności

Jefferson kontra Hamilton. Początki Stanów Zjednoczonych były pełne sprzeczności

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości2 lipca, 2026

Thomas Jefferson pięknie pisał, że wszyscy ludzie są stworzeni równymi, a jednocześnie posiadał ponad 600 niewolników, finansujących jego wystawne życie.

O jakiej Ameryce marzyli ojcowie założyciele? O spokojnym demokratycznym kraju ludzi wolnych od monarszego widzimisię czy o imperium? O republice niezależnych farmerów czy o silnym przemyśle? O szanowanym, ale słabym prezydencie czy o silnej władzy centralnej? I o jakim systemie ekonomicznym myśleli ojcowie założyciele, gdy podpisywali Deklarację niepodległości? Szkopuł w tym, że mieli rozmaite wizje przyszłego kształtu republiki, a łączyło ich jedno — pragnienie wyrwania się spod władzy Londynu. Ameryka rodziła się nie z konsensusu, ale ze sporu.

Thomas Jefferson (1743-1826), autor Deklaracji niepodległości, trzeci prezydent USA, i Aleksander Hamilton (1755/57-1804), późniejszy sekretarz skarbu, prezentowali dwie fundamentalnie różne wizje Ameryki. Pierwszy widział ją jako kraj wolnych farmerów, każdy na własnej ziemi, samowystarczalny, niezależny od wielkich miast, banków i fabryk. Rolnik był dla niego ucieleśnieniem cnoty obywatelskiej, bo tylko ten, kto sam żywi siebie, może być naprawdę wolny. Wielkie miasta były „wrzodami na ciele republiki”. Fabryki tworzyły zależności, a te korupcję, która niszczyła wolność. „Szczerze wierzę… że instytucje bankowe są bardziej niebezpieczne niż stałe armie” — pisał.

Drugi widział przyszłość Ameryki w przemyśle, handlu, silnym banku centralnym, aktywnej polityce gospodarczej państwa. Nie wstydził się słowa „potęga”. Jego „Report on Manufactures” z 1791 r. był pierwszym w historii programem protekcjonizmu przemysłowego — i przez dwa wieki stanowił inspirację dla każdego kraju, który chciał się industrializować, włącznie z Niemcami i Japonią.

Hamilton chciał banku centralnego (Rezerwa Federalna, Wall Street, globalny dolar — to wszystko jest jego dziedzictwem), Jefferson uważał taką instytucję za niekonstytucyjną i niebezpieczną — koncentrowała władzę w rękach nielicznych. Ten spór nie rozstrzygnął się nigdy. Ameryka Jeffersona i Ameryka Hamiltona istnieją jednocześnie do dziś — i napięcie między nimi jest wciąż motorem amerykańskiej polityki.

Kopia Deklaracji niepodległości z medalionami trzynastu pierwotnych stanów oraz portretami Johna Hancocka, George’a Washingtona i Thomasa Jeffersona

Foto: Photo12/Universal Images Group via Getty Images

Człowiek ponad podziałami

George Washington (1732-1799) stał osobno. Często przedstawia się go jako praktyka bez ideologii — człowieka czynu, nie myśli. To uproszczenie. Washington marzył o kraju, który przetrwa — i rozumiał, że przetrwanie wymaga siły. To oznaczało, po pierwsze, armię zawodową. Pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych przez całą wojnę o niepodległość walczył z Kongresem, który nie chciał finansować stałego wojska. Uważał milicję stanową za mit — widział, jak się rozbiega pod pierwszym ostrzałem. Chciał profesjonalnego wojska na wzór europejski. To nie jest wizja spokojnej republiki farmerskiej.

Po drugie — drogi i kanały. Washington był obsesyjnie zainteresowany połączeniem wybrzeża z zapleczem kontynentu. Inwestował prywatnie w projekt kanału na rzece Potomac. Rozumiał, że kraj bez infrastruktury transportowej rozpadnie się na regionalne oligarchie. To była wizja gospodarcza i imperialna.

Po trzecie — neutralność jako strategia, nie jako wartość. Ameryka była za słaba, żeby angażować się w europejskie konflikty. Gdy będzie silna — sugerował — może działać inaczej.

Po czwarte — ekspansja na zachód. Washington był spekulantem ziemskim na wielką skalę. Posiadał dziesiątki tysięcy akrów za Appalachami, na ziemiach, które formalnie należały do Indian lub były przedmiotem sporu z Wielką Brytanią. Nie był sentymentalny w tej kwestii. Rozumiał ekspansję terytorialną jako naturalny proces.

Wiedział, że republika jest eksperymentem, który może się nie udać — i że jego osobisty autorytet jest jedynym klejem, który trzyma wszystko razem. To go jednocześnie przerażało i fascynowało. Jego pożegnalne przemówienie z 1796 r. jest dokumentem niezwykłym — przestrzegał przed partiami politycznymi jako źródłem podziałów, przed stałymi sojuszami z obcymi mocarstwami, przed regionalizmem, który rozerwałby kraj. Czytane dziś brzmi jak diagnoza wszystkich chorób, które Amerykę dotknęły później. Zresztą dwukadencyjność prezydentury była jego własnym wyborem, nie wymogiem prawa. Trzecia kadencja była w jego zasięgu — odmówił. To był jego największy dar dla republiki.

Kto pisał Deklarację niepodległości?

Deklaracja niepodległości była dokumentem politycznym, a nie końcem wojny z Anglią. Symbolicznie zmieniła dużo, praktycznie — nic od razu. Dopiero pokój paryski z 1783 r. oficjalnie kończący walki mówił, że Wielka Brytania uznaje Stany Zjednoczone za suwerenne państwo i granice od Atlantyku do Missisipi, co dawało USA powierzchnię 2,3-2,4 mln km kw. Londyn zobowiązywał się wycofać wojska (choć niektóre forty przy Wielkich Jeziorach utrzymał przez kilka lat). Tereny na zachód od Missisipi nadal częściowo były „dzikie”, rywalizowali o nie Indianie i osadnicy.

Po 1783 r. lojaliści, zwolennicy związku z Anglią (15-20 proc. białej populacji), znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Wielu straciło majątki, było prześladowanych, 60-80 tys. ludzi wyemigrowało do Kanady, Wielkiej Brytanii, na Bahamy. To jedna z największych fal uchodźców politycznych w historii Ameryki Północnej, o której rzadko się mówi.

Społeczeństwo amerykańskie w roku ogłoszenia Deklaracji niepodległości było zróżnicowane i hierarchiczne, choć inaczej niż w Europie — bez formalnej arystokracji. Na szczycie stali plantatorzy, wielcy kupcy i prawnicy (około 5 proc. populacji). To oni pisali deklarację. Właśnie ta grupa — Washington, Jefferson, Adams, Madison, Franklin — stworzyła podwaliny nowego państwa. Posiadali ziemię, kapitał i wykształcenie. Na południu dominowali właściciele wielkich plantacji, na północy — zamożni kupcy i finansiści. Wolni drobni farmerzy i rzemieślnicy (40–50 proc.) stanowili trzon społeczeństwa kolonialnego. Byli właścicielami niewielkich gospodarstw, cieszyli się niezależnością i, jeśli spełniali cenzus majątkowy, mieli prawo głosu (to ich idealizował Jefferson jako fundament demokratycznej republiki). Osobną grupą byli słudzy kontraktowi (indentured servants), imigranci z Europy, którzy opłacili przeprawę przez Atlantyk pracą przez 4-7 lat. Po odbyciu kontraktu stawali się wolnymi ludźmi, choć zazwyczaj bez ziemi i majątku.

Kobiety pozbawione były praw politycznych i większości praw cywilnych. Zamężna kobieta traciła zdolność prawną na rzecz męża. Wyjątki zdarzały się wśród wdów prowadzących własne interesy. A na samym dole byli niewolnicy, pozbawieni jakichkolwiek praw.

Kto ma prawo głosu?

W 1776 r. prawo głosu miała niewielka część populacji USA. Wynikało to z ostrych ograniczeń majątkowych, płciowych i rasowych. Prawo wyborcze regulowały poszczególne kolonie (a od 1776 r. — stany), nie było jednego standardu. Kluczowy był cenzus majątkowy. Typowe wymogi: posiadanie ziemi o określonej wartości lub powierzchni (np. 50 akrów w wielu koloniach) albo majątek o wartości 40-100 funtów (kolonialna waluta) lub płacenie określonego poziomu podatków.

Po uchwaleniu Deklaracji niepodległości stany zaczęły uchwalać konstytucje i organizować wybory. Pierwsze federalne po uchwaleniu konstytucji w 1787 r. wskazywały przedstawicieli do Kongresu. Uprawnionych było 10-15 proc. społeczeństwa. Przełom nastąpił dopiero w epoce prezydentury Andrew Jacksona (1767-1845), kiedy zniesiono większość cenzusów majątkowych dla białych mężczyzn.

Elity obawiały się, że biedni wyborcy będą głosować za redystrybucją majątku i anulowaniem długów. Cenzus majątkowy działał jak filtr stabilności i niezależności w myśl teorii, że tylko „niezależny ekonomicznie” człowiek głosuje odpowiedzialnie, co w praktyce sprawiało, że władza pozostawała w rękach klasy posiadającej.

 Mapa polityczna Stanów Zjednoczonych z 1789 r.

Mapa polityczna Stanów Zjednoczonych z 1789 r.

Foto: fot. Universal History Archive/Universal Images Group via Getty Images

Rdzenni kontra przyjezdni

Co wiemy o mieszkańcach 13 stanów, które podpisały się pod dokumentem? Mniej więcej 500 tys. — ok. 20 proc. całej populacji — stanowili zniewoleni Afrykanie (urodzeni w Afryce) i Afroamerykanie (urodzeni już w Ameryce). Na południu (Wirginia, Karolina Południowa) odsetek ten sięgał nawet 40-60 proc. lokalnej ludności. Niewolnictwo było prawnie usankcjonowane we wszystkich koloniach, choć na północy miało znacznie mniejszą skalę. Skład narodowościowy (bez uwzględniania Indian): Anglicy i Walijczycy (ok. 50 proc.), Afrykanie zniewoleni i wolni (ok. 20 proc.), Szkoci i Irlandczycy niekatolicy (ok. 10 proc.), Niemcy (ok. 7 proc.), Holendrzy (ok. 3 proc.), Irlandczycy katolicy (ok. 2 proc.). Pozostali (Francuzi hugenoci, Szwedzi, Żydzi, inni) to 8 proc.

Łączna liczba rdzennych mieszkańców na wschód od Missisipi w 1776 r. szacowana jest na 150-200 tys. — po dziesiątkach lat epidemii, które dramatycznie przerzedziły populacje. Najważniejsze struktury polityczne to Konfederacja Irokezów — sześć narodów na północy: Mohawkowie, Oneidowie, Onondagowie, Kajugowie, Senekowie i Tuskarora — jeden z najbardziej zaawansowanych politycznie sojuszy na kontynencie. Na południu dominowali Czirokezi, Czikasawowie, Czaktawowie i Krikowie. Na pograniczu środkowym — Delawarowie (Lenape), Szaunisi, Algonkinowie.

Ekspansja, niestety

Czy ekspansja była wpisana w kod genetyczny Ameryki? Przekonanie, że jej przeznaczeniem jest rozciągać się od oceanu do oceanu, pojawiło się dopiero w latach 40. XIX w. Ale ziarno było zasiane wcześniej. Benjamin Franklin (1705-1790) mówił, że Ameryka będzie z czasem najpotężniejszym imperium w historii — i mówił to z entuzjazmem, nie z obawą. Hamilton planował gospodarkę zdolną do globalnej konkurencji. Pisał o Ameryce jako przyszłym imperium handlowym. Marzył o marynarce wojennej zdolnej konkurować z Brytanią, o przemyśle, który wyprzedzi Europę, o dolarze, który stanie się walutą światowego handlu.

Jefferson z kolei marzył o imperium wolności rozciągającym się na całą Amerykę Północną, a może i Południową. Nie przez podbój militarny, lecz przez ekspansję wolnych farmerów. Formalne powody wypowiedzenia wojny Anglii w 1812 r. były defensywne: Brytyjczycy wcielali siłą amerykańskich marynarzy do Royal Navy i blokowali amerykański handel z napoleońską Francją. W tym sensie „druga wojna o niepodległość” jest terminem uzasadnionym. Ale za tą defensywną retoryką kryły się ofensywne ambicje — chrapka na Kanadę. Spiker Izby Reprezentantów Henry Clay, lider frakcji War Hawks, powiedział wprost, że milicja Kentucky sama wystarczy do podboju Kanady. Był to jeden z najbardziej błędnych szacunków militarnych w historii Ameryki, ale ujawniał prawdziwe intencje. Wynik był upokarzający. Brytyjczycy spalili Waszyngton w 1814 r. włącznie z Białym Domem i Kapitolem. Kanady nie zdobyto. Traktat pokojowy w Gandawie przywrócił status quo ante — granice pozostały niezmienione.

James Madison (1751-1836), czwarty prezydent Stanów Zjednoczonych, sprawujący urząd w latach 1809-1817, z większym powodzeniem użył floty, którą zbudował Jefferson. Ale powstała nie dla obrony wybrzeża, lecz dla ochrony handlu na Atlantyku i Morzu Śródziemnym. Jefferson wysłał ją przeciw piratom berberyjskim w 1801 r. — była to pierwsza zagraniczna interwencja militarna USA, którym już było daleko od spokojnej republiki farmerskiej.

4 lipca 1821 r. John Quincy Adams, wówczas sekretarz stanu w administracji prezydenta Jamesa Monroe, w przemówieniu na Kapitolu krytykującym autokrację i kolonializm użył słów, które stały się przedmiotem niekończących się kontrowersji, do dziś ilustrujących sedno dylematów amerykańskiej polityki zagranicznej. Będąc świadomym, że Stany Zjednoczone — czy tego chciały, czy nie — stanowiły wówczas egzystencjalne zagrożenie dla autorytarnych reżimów, Adams powiedział, że „Ameryka nie rusza w świat w poszukiwaniu potworów, by je zniszczyć” (goes not abroad in search of monsters to destroy). Było to ostrzeżenie przed angażowaniem się USA w konflikty europejskie i podkreślenie, że Ameryka powinna być przykładem wolności, a nie jej „eksporterem siłą”.

Jego szef w orędziu do Kongresu w grudniu 1823 r. przedstawił „doktrynę Monroe”, która w największym skrócie mówi, że Europa ma trzymać się z dala od obu Ameryk, a USA nie będą mieszać się w sprawy Starego Kontynentu — ale będą pilnować swojej półkuli. Ameryka rodziła się z napięcia między deklarowanymi wartościami a rzeczywistymi ambicjami. To napięcie nie jest hipokryzją — to nieodłączna cecha republiki, która chciała być jednocześnie wyjątkowa moralnie i potężna politycznie.

Armia czy milicja

W pierwszym półwieczu istnienia USA (około 1775-1825) amerykańska armia była tworem eksperymentalnym. Liderzy kraju balansowali między nieufnością wobec stałej armii a potrzebą obrony państwa.

Deklaracja niepodległości Stanów Zjednoczonych była aktem odwagi, ale też aktem desperacji, bo armia, która miała tę niepodległość wywalczyć, ledwo stała na nogach. Po ogłoszeniu Deklaracji niepodległości sytuacja militarna szybko się pogorszyła. Washington poniósł klęskę w bitwie na Long Island i stracił Nowy Jork. Wprawdzie na przełomie 1776 i 1777 r. zahamował brytyjską inicjatywę, a zwycięstwo w bitwie pod Saratogą wydawało się strategicznym przełomem, bo przekonało Francję do wsparcia Amerykanów, ale wygrane Brytyjczyków pod Brandywine i Germantown zmusiły naczelnego wodza do odwrotu.

Jesienią 1777 r. armia po przegranych bitwach i oddaniu Filadelfii Brytyjczykom lizała rany w Valley Forge w naprędce skleconych budach, w mrozie, głodzie, bez butów i bagnetów, dziesiątkowana ospą i innymi chorobami. I wtedy opatrzność zesłała jej w podarku weterana armii pruskiej, uchodzącej wówczas za jedną z najlepszych w Europie. Fryderyk Wilhelm von Steuben, zwolniony ze służby w randze kapitana wojsk Fryderyka Wielkiego i zadłużony po uszy, szukał pracy w dowolnej armii. Trafił do Paryża, gdzie los zetknął go z jednym z ojców założycieli, Benjaminem Franklinem, który zabiegał o wsparcie Francji dla rewolucji amerykańskiej. Ten mocno „podrasował” CV Steubena i w liście do George’a Washingtona przedstawił kapitana bankruta jako generała-porucznika, wieloletniego towarzysza broni samego Fryderyka Wielkiego, człowieka, który żyje z dochodów licznych majątków.

Pruski wojak zaczął od podstaw: musztra, strzelanie i taktyka piechoty, marsze i poruszanie się w szyku, wspólne komendy. W kilka miesięcy zrobił z niezdyscyplinowanego zbioru ochotników realną siłę bojową. Wprowadził systematyczny program szkoleń. Napisał pierwszy oficjalny podręcznik armii USA używany przez oficerów przez kolejne dekady. Uczył dowódców zarządzania jednostkami, wprowadził jednolity kodeks dyscypliny, co ułatwiało dowodzenie w walce. Armia kontynentalna zaczęła realnie konkurować z regularnymi armiami europejskimi.

Tak więc o ile Jefferson preferował małą armię i silną milicję obywatelską oraz redukował wydatki wojskowe, po objęciu władzy (1801-1809) konieczność prowadzenia wojny z Wielką Brytanią zmusiła go do zmiany poglądów. Wkrótce Ameryka miała już małą, ale coraz bardziej profesjonalną stałą armię, silną milicję (później National Guard) i głęboką nieufność wobec militaryzmu, która odróżnia ją od Europy.

Prezydent: monarcha w miniaturze czy urzędnik?

Twórcy konstytucji bali się zarówno tyranii, jak i chaosu (zbyt słabej władzy wykonawczej). Dlatego James Madison i inni zaprojektowali system checks and balances. Prezydent miał być silniejszy niż gubernatorzy stanów, ale znacznie słabszy niż monarcha, kompetencje były ograniczone: weto, dowództwo nad armią, polityka zagraniczna — lecz pod kontrolą Kongresu. W praktyce znaczenie urzędu prezydenta wzrosło znacznie bardziej, niż wielu założycieli przewidywało.

Dwóch prezydentów niepokoiło coś innego: pokusa budowania kultu jednostki. Byli to John Adams (1735-1826) i jego syn John Quincy Adams (1767-1848). Obaj mieli ogromne osiągnięcia, byli odważni i błyskotliwi. Ale jako jedyni spośród pierwszych siedmiu prezydentów USA nie zostali wybrani na drugą kadencję, bo brzydzili się autoreklamą, owijaniem prawdy w bawełnę. Zdawali sobie sprawę, jak wizerunek przesłania często istotę polityki, a popularne osobowości uwodzą wyborców. Doświadczali przewrotnej dumy z tego, że nie zabiegali o przychylność opinii publicznej drogą manipulacji. Obaj dostrzegali wady wbudowane w dwupartyjny system władzy, które okazały się fatalne dla Unii w 1860 r. i które do dziś są utrapieniem życia politycznego. Niepokoił ich wzrost tej lub innej formy arystokracji w Ameryce — czy to finansowej oligarchii, czy grupy plantatorów i posiadaczy niewolników. Ich bezwarunkowe odrzucenie kultu jednostki umniejszyło ich w zbiorowej wyobraźni narodu. Byli świadomi, że demokracja polegała na reprezentacji, a ta wymaga pewnej teatralności lub — jak to ujął John Adams — „blasku”. Ubolewał nad faktem, że kandydaci musieli się promować i „sprawiać, by tłum gapił się z otwartymi ustami”.

Kto wywarł największy wpływ na kształt USA w pierwszych latach? Zwolennicy Jeffersona zdominowali politykę, ale gospodarka rozwijała się hamiltonowskim torem (przemysł na północy, banki, koleje). To sekretarz skarbu był najbardziej nowoczesnym myślicielem spośród nich wszystkich. Rozumiał gospodarkę kapitalistyczną, geopolitykę siły, pojmował, że ideały bez instytucji są bezwartościowe. „Federalist Papers”, które pisał razem z Madisonem i Jayem, są do dziś cytowane przez Sąd Najwyższy, co jest niezwykłe dla tekstów publicystycznych sprzed 235 lat. Madison był natomiast głównym architektem konstytucji — „Father of the Constitution” to jego przydomek — i jednocześnie wielkim przeciwnikiem Hamiltona w kwestiach gospodarczych. Ale gdy sam został prezydentem, wypowiedział wojnę Anglii w imię postulatów swego wroga. Władza zmienia ludzi albo ujawnia to, co było ukryte.

Thomas Jefferson pisał, że wszyscy ludzie są stworzeni równymi, a jednocześnie posiadał ponad 600 niewolników, którzy finansowali jego wystawne życie. Nie był w tym wyjątkiem wśród ojców założycieli z południa. Jego wyjątkowość polega na tym, że pisał o wolności piękniej niż inni. Tadeusz Kościuszko, wyjeżdżając w 1784 r. z Ameryki, zapisał cały swój majątek — żołd za lata służby w wojnie o niepodległość — na wykup i edukację czarnoskórych niewolników. Wykonawcą testamentu ustanowił Jeffersona. Ten nigdy tego zobowiązania nie dopełnił. Powód, nigdy niewypowiedziany wprost, był prosty: jego własne długi były tak ogromne, że po jego śmierci niewolnicy musieli zostać sprzedani na licytacji dla spłaty wierzycieli. To kolejny dowód na tezę, że początki Stanów Zjednoczonych były pełne sprzeczności.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
2

11.06.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

„Pocisk manewrujący dla ubogich”. Oto broń Iranu, która postawiła Trumpa na baczność

„Pocisk manewrujący dla ubogich”. Oto broń Iranu, która postawiła Trumpa na baczność

Brytyjski ekspert o Polsce: macie dziś większy potencjał niż kiedykolwiek, a zarazem gracie poniżej swoich możliwości

Brytyjski ekspert o Polsce: macie dziś większy potencjał niż kiedykolwiek, a zarazem gracie poniżej swoich możliwości

Agnieszka wzięła ślub z Markiem, choć go nie kochała. Uważa, że to wina rodziców

Agnieszka wzięła ślub z Markiem, choć go nie kochała. Uważa, że to wina rodziców

„Oddałabym prawo głosu” – deklaruje 19-latka. Ten trend staje się coraz bardziej niebezpieczny

„Oddałabym prawo głosu” – deklaruje 19-latka. Ten trend staje się coraz bardziej niebezpieczny

Katarzyna Kasia o pomocy Ukraińcom: co nas obchodzi los realnych, jeszcze żywych ludzi?

Katarzyna Kasia o pomocy Ukraińcom: co nas obchodzi los realnych, jeszcze żywych ludzi?

Ameryka wciąż kocha Kennedy’ego. I nie wierzy, że zabójca działał sam

Ameryka wciąż kocha Kennedy’ego. I nie wierzy, że zabójca działał sam

Jak zabezpieczyć dom z myślą o psie? Dziesięć rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę

Jak zabezpieczyć dom z myślą o psie? Dziesięć rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę

Stankiewicz: prezydent Nawrocki podejrzewa, że został zatruty. W spisku brały udział białogłowy

Stankiewicz: prezydent Nawrocki podejrzewa, że został zatruty. W spisku brały udział białogłowy

„Wymarłe miasta”. Sztuka zawitała do obszaru z największym bezrobociem w Niemczech. Goszczą ją puste kościoły

„Wymarłe miasta”. Sztuka zawitała do obszaru z największym bezrobociem w Niemczech. Goszczą ją puste kościoły

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Plany rekrutacyjne firm. Co trzecia chce zatrudniać w wakacje – Biznes Wprost

Plany rekrutacyjne firm. Co trzecia chce zatrudniać w wakacje – Biznes Wprost

4 lipca, 2026
Kwiat tworzy różowe obłoki na żwirze. Ogrodnicy są zachwyceni odpornością

Kwiat tworzy różowe obłoki na żwirze. Ogrodnicy są zachwyceni odpornością

4 lipca, 2026
Tymbark. Żołnierz skakał po radiowozach i uszkodził komisariat policji

Tymbark. Żołnierz skakał po radiowozach i uszkodził komisariat policji

4 lipca, 2026
Wojna na Ukrainie. Rosja straciła myśliwiec na Krymie. Jest nagranie

Wojna na Ukrainie. Rosja straciła myśliwiec na Krymie. Jest nagranie

4 lipca, 2026

Najnowsze Wiadomości

250 lat niepodległości USA. Nawrocki podziękował Trumpowi – Wprost

250 lat niepodległości USA. Nawrocki podziękował Trumpowi – Wprost

4 lipca, 2026
Butelkomaty w Lidlu z rekordowym wynikiem. Klienci oddali pół miliarda opakowań – Biznes Wprost

Butelkomaty w Lidlu z rekordowym wynikiem. Klienci oddali pół miliarda opakowań – Biznes Wprost

4 lipca, 2026
Poziom stresu obniża się po 20 minutach. Japończycy wiedzą od wieków

Poziom stresu obniża się po 20 minutach. Japończycy wiedzą od wieków

4 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.