To konflikt natury egzystencjalnej. Ciężko liderom „Torcidy”, „Sharks” czy „Psycho Fans” myśleć ciepło o dawnym koledze z ustawek, gdy będą siedzieć, bo kolega zawetował kodeks.

Są dwa możliwe uzasadnienia konfliktu prezydenta z liderami świata kibolskiego. Jedno jest takie, że prezydent na naszych oczach przechodzi przemianę. Że jest jak dobry ksiądz Robak, który porzucił grzechy Jacka Soplicy. Jak patriota Babinicz, któren wyrósł z hulaki Kmicica. Jak Konrad Wallenrod, który działając pod przykryciem, unicestwia zło. Skoro prezydent zawetował przepisy mające ułatwić jego kumplom z półświatka kiwanie prokuratury, to mógł się kierować imperatywem moralnym godnym bohatera romantycznego. Dobrze, żartuję — imperatywu nie ma, za diabła.

Pozostaje zatem wersja druga.

Nawrocki i jego ludzie kompletnie nie zdawali sobie sprawy, czym dla liderów świata kibolskiego, którzy są na bakier z prawem, jest Kodeks postępowania karnego. A jest to konstytucja każdego podejrzanego i oskarżonego.

Przygotowana przez rząd nowelizacja KPK miała być odejściem od zamordyzmu wprowadzonego przez Zbigniewa Ziobrę. W ustawie zapisano m.in. zmianę zasad przyznawania statusu „świadków koronnych”, a to dzięki takim skruszonym gangsterom prokuratura rozbija kibolskie gangi. Poza tym nowe przepisy wprowadzały zakaz wykorzystywania tzw. owoców zatrutego drzewa, czyli dowodów zdobytych przez policję lub prokuraturę niezgodnie z prawem, chodzi np. o materiały pozyskane podczas nielegalnego przeszukania czy inwigilacji bez zgody sądu. Nowelizacja wprowadzała też ograniczenie aresztu do 12 miesięcy, a zatem to byłby koniec aresztów wydobywczych, obliczonych na złamanie osadzonego.

Normalnie kibolski kodeks marzenie. A Nawrocki go zawetował. No i zawyły stadiony w całej Polsce. W skoordynowanej akcji na meczach w Gliwicach, Lublinie, Krakowie, Poznaniu, a nawet w Gdańsku, na stadionie ukochanej Lechii prezydenta, pojawiły się podobne transparenty: „K. Nawrocki — niekończące się areszty, nielegalne dowody, 60-tkom [chodzi o świadków koronnych — red.] podajesz rękę”, „K. Nawrocki — po cichu ustawę wetujesz, wieloletnie areszty bez dowodów akceptujesz”. „Prezydencie zapomniałeś, dzięki kogo głosom wygrałeś”. Najdalej poszli sympatycy pierwszoligowego ŁKS Łódź: „Je*** cię ku***”.

Wojna jest przypadkowym efektem zaniedbań Nawrockiego i jego ministrów, ale to nie znaczy, że nie jest poważna. Wręcz przeciwnie. Z jednej strony kibole poczuli się upokorzeni i odtrąceni przez Nawrockiego, który nie znalazł czasu, żeby się z nimi spotkać przed ogłoszeniem weta. Z drugiej — Nawrocki nie ma prostych możliwości usatysfakcjonowania kiboli. Pałac prezydencki liczy, że prędzej czy później wściekłość liderów kibolskiego półświatka minie. Być może, ale miłość nie wróci. Konflikt ma niebywale poważne przyczyny. Dotyczy w istocie tego, czy liderzy światka kibolskiego będą mieć zarzuty, czy nie, czy trafią do aresztu i na jak długo. To konflikt — nie wahajmy się użyć tego określenia — natury egzystencjalnej. Ciężko będzie liderom „Torcidy”, „Sharks” czy „Psycho Fans” myśleć ciepło o swym dawnym koledze z ustawek, gdy będą siedzieć, bo kolega zawetował kodeks.

Nawrocki nie zrozumiał szansy, jaką przypadkiem dał mu rząd. Gabinet Tuska mozolnie rozlicza się z czasami PiS — tak mozolnie, że zniechęcił część własnych wyborców do głosowania w wyborach prezydenckich. Próba odkręcenia przepisów z czasów Ziobry, które wzmacniały prokuraturę względem zatrzymanych, zajęła dobre 2,5 roku. Tak zrodziła się właśnie nowelizacja KPK. Nawrocki mógł ją podpisać i kibole byliby mu dozgonnie wdzięczni. Jemu, nie Tuskowi, Bodnarowi czy Żurkowi.

Prezydent nie może ostentacyjnie ułaskawiać swych kolegów kiboli i kryminalistów. Taka przynajmniej padła obietnica: żadnych takich ułaskawień w pierwszej kadencji. A zatem jedyną przysługą, jaką mógł im wyświadczyć, była zmiana prawa, która utrudniała ich ściganie i ułatwiała im obronę. No i nie wyświadczył.

W prawie karnym jest tak, że jeśli w śledztwie przepisy się zmieniają na bardziej łagodne, to podejrzany ma prawo z nich skorzystać. W tym sensie na nowelizacji mogli zyskać dobrzy znajomi pana prezydenta: „Wielki Bu” i „Olo”, którzy są dziś na utrzymaniu aresztów. Nie skorzystają, ale powinni mieć pretensje tylko do siebie. Nie zrozumieli przesłania doktora Nawrockiego, który im robił wykłady o Sergiuszu Piaseckim — przedwojennym przestępcy, który przeszedł przemianę i dlatego wyszedł wcześniej zza krat. Słowem — skoro „Bu” i „Olo” nie przeszli przemiany, to posiedzą. I nie mają co liczyć na żaden kodeks. Kurczę, więc może prezydent to jednak Robak, Babinicz i Wallenrod?

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version