Podczas swojego wystąpienia na konferencji CPAC — corocznej imprezie gromadzącej konserwatywnych aktywistów, tym razem organizowanej w Teksasie — Karol Nawrocki nie szczędził pochwał pod adresem Donalda Trumpa. Nazwał go „największym przyjacielem Polski”, autorem jednej z najlepszych mów wygłoszonych w naszym kraju przez zagranicznego przywódcę — chodziło o przemówienie na placu Krasińskich w Warszawie w 2017 roku — a także „wielkim wojownikiem”. Ten ostatni komplement brzmi jednak co najmniej dwuznacznie, zwłaszcza w kontekście niezbyt przemyślanej wojny z Iranem.

Pochlebstwa wobec Trumpa stały się dziś niestety obowiązkowym elementem relacji z amerykańskim prezydentem i można zrozumieć, dlaczego jego polski odpowiednik tak bardzo starał się je formułować. Problem w tym, że Trump konferencję w Teksasie zignorował, a cała demonstracja wdzięczności i podziwu ze strony Nawrockiego może ostatecznie niewiele pomóc w dotarciu do Amerykanów z przekazem, na którym Polsce rzeczywiście powinno zależeć.

A trzeba oddać Nawrockiemu, że taki przekaz znalazł się w jego wystąpieniu. Polski prezydent przypomniał zgromadzonym na CPAC konserwatywnym aktywistom, że putinowska Federacja Rosyjska jest agresywnym, rewizjonistycznym mocarstwem, zagrażającym wolności regionu, dążącym do podporządkowania sobie mniejszych narodów i ponoszącym wyłączną odpowiedzialność za toczącą się w Europie wojnę napastniczą. Przestrzegał również przed uleganiem rosyjskiemu kłamstwu, przedstawiającemu Moskwę jako „obrońcę tradycyjnych wartości” — podkreślając, że prawdziwy konserwatyzm oznacza szacunek dla granic oraz podmiotowości innych państw.

Nawrocki akcentował także znaczenie polsko‑amerykańskiego sojuszu. Przypominał jego historyczne fundamenty — od udziału Kościuszki i Pułaskiego w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych po obecność polskich żołnierzy w Iraku i Afganistanie — i kreślił wizję dalszej współpracy w przyszłości.

Dobrze, że te słowa padły właśnie w Teksasie. Pytanie jednak, na ile okażą się one przekonujące dla zaplecza Donalda Trumpa. Kilka godzin przed wystąpieniem Nawrockiego korespondent Polskiego Radia w USA Marek Wałkuski opublikował w serwisie X nagranie ze swoich rozmów z uczestnikami CPAC, w których przekonywali oni, że NATO nie służy Stanom Zjednoczonym i powinno zostać rozwiązane, a porozumienie z Rosją Władimira Putina jest jak najbardziej możliwe.

NATO w ostatnich tygodniach nieustannie atakował też prezydent Trump, zarzucając krajom sojuszu, że nie pomogły Stanom w wojnie w Iranie — choć jednocześnie wielokrotnie zapewniał, że Stany tę wojnę już wygrały i nie potrzebują niczyjej pomocy – i grożąc, że w przyszłości to Stany mogą nie pomóc swoim sojusznikom. Przekonanie, że Stany „za darmo” zapewniają Europie ochronę, a same niewiele z tego mają jest bardzo silne u Trumpa i wśród wielu jego zwolenników. Pojedynczymi mowami wygłoszonymi do konserwatywnego amerykańskiego aktywu Nawrocki raczej wiele w tym względzie nie zmieni.

Przemawiający przez Nawrockim Tomasz Sakiewicz przywołał Ronald Reagana i dziękował mu za to, że przyczynił się do odzyskania przez Polskę wolności. Problem w tym, że MAGA nie jest partią Reagana — ani w polityce wewnętrznej ani zagranicznej. Nie zacznie prowadzić reaganowskiej polityki wobec Rosji niezależnie od tego, jak bardzo Telewizja Republika czy zaplecze prezydenta będą próbowali zaklinać rzeczywistość i przekonywać, że Trump jest najbardziej antyrosyjskim z amerykańskich przywódców w historii.

Wymowne też było, że Matt Schlapp — prezes organizującej CPAC American Conservative Union — przedstawił Nawrockiego nie jako sojusznika w ramach NATO, ale polityka, który „powiedział nie” Brukseli, ONZ, Światowej Organizacji Handlu i globalistom — a więc sojusznika Trumpa w burzeniu międzynarodowego ładu opartego na regułach. Poza nadmiarem władzy „Brukseli” większość jego filarów nigdy nie budziła specjalnych emocji na polskiej prawicy, Nawrocki z całą pewnością nie prowadził kampanii w kontrze do WHO czy ONZ. Można odnieść wrażenie, że Schlapp i nie bardzo ma pojęcie jakie jest realne stanowisko polskiej prawicy i że wpisuje je w fantazje swojej bazy.

Z drugiej strony można wysunąć argument, że jak oburzające z polskiej perspektywy nie byłyby poglądy części bazy Trumpa na temat Rosji czy NATO, to zadaniem polskich polityków jest dbać o nasz sojusz ze Stanami i tłumaczyć naszym sojusznikom nasz punkt widzenia. Pytanie tylko czy takie forum jak CPAC jest do tego dobrym miejscem.

Prezydent nie pojechał rozmawiać ze swoim odpowiednikiem — ten ostatecznie nie zaszczycił imprezy w Teksasie swoją obecnością — ani nawet z przedstawicielami oficjalnych amerykańskich instytucji, wystąpił na ściśle partyjnej imprezie, reprezentującej najbardziej trumpowski nurt Partii Republikańskiej.

Można mieć wątpliwości czy głowa państwa powinna aż tak jednoznacznie przyklejać się do jednego nurtu jednej partii w sojuszniczym mocarstwie, czy zamiast tego nie powinna raczej budować relacji ze wszystkimi politycznymi siłami za oceanem. Tym bardziej, że akcje trumpizmu stoją dziś wyjątkowo nisko — co było widać także na tegorocznym CPAC.

Rok temu impreza była wielkim triumfem ruchu MAGA. W tym atmosfera była dużo bardziej schyłkowa. Na wielu wydarzeniach sala świeciła pustkami — tłumy zgromadził tylko pretendent do irańskiego tronu, Cyrus Reza Pahlavi. W kuluarach republikańscy aktywiści mówili dziennikarzom, że w listopadzie w wyborach połówkowych partię czeka pogrom.

Nawet jeśli prezydent Nawrocki dzięki wizycie w Dallas podbuduje swoją pozycję w międzynarodówce MAGA, to nie wiadomo na ile się to przełoży na konkretne korzyści dla Polski. A nie można wykluczyć, że Trump i czołowi przedstawiciele amerykańskiej administracji zajęci wojną, beznadziejnymi sondażami i szeregiem innych problemów w ogóle nie bardzo zarejestrują tego, co w Teksasie mówił polski prezydent.

Oczywiście, wyjazd do Dallas był też podróżą na potrzeby krajowej polityki. Nawrocki od początku buduje swoją pozycję na polskiej prawicy na swojej pozycji w globalnym ruchu MAGA i bliskości z Trumpem. Zdjęcia z Teksasu miały pokazać prawicowym wyborcom, że polski prezydent jest tam, gdzie tworzy się światowa konserwatywna polityka.

Problem w tym, że na imprezie zabrakło Trumpa, który nadałby jej zupełnie inną rangę. Pod nieobecność prezydenta Nawrocki poleciał za ocean by wygłosić przemówienie do grupy nieznanych szerzej nad Wisłą konserwatywnych aktywistów — poza najwierniejszymi widzami Telewizji Republika nie zrobi to wielkiego wrażenia na konserwatywnych masach.

A im większy chaos przynosić będzie polityka Trumpa — zwłaszcza jeśli także w Polsce odczujemy skutki szoku energetycznego spowodowanego przez wojnę w Iranie — to pochlebstwa prezydenta wobec jego amerykańskiego odpowiednika mogą się jeszcze bardzo źle zestarzeć.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version