Prezydent Karol Nawrocki chce spacyfikować opór w wymiarze sprawiedliwości. Ze współpracownikami przygotowuje istną sądową inkwizycję.
Awantura między rządem a prezydentem o program zbrojeniowy SAFE jest w dużej mierze grą pozorów — obie strony próbują się nawzajem obwiniać o przyszłą słabość polskiej armii, żeby dziś na tym zarobić parę politycznych punktów. Pewne jest jedno. Prędzej czy później jakieś miliardy na zbrojenia, mniejsze czy większe, denominowane w złotówkach czy w euro, się znajdą.
W tle toczy się znacznie bardziej realna wojna między obozem władzy a prezydentem i PiS — to ostateczne starcie o kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości. Jeśli prawica je wygra, to będzie mogła zrobić w sądach naprawdę wszystko. Także to, czego do tej pory zrobić się nie ważyła.
Kluczowe jest to, że ze stanowiska I prezesa SN rezygnuje Małgorzata Manowska. Za pierwszych rządów PiS była wiceministrem sprawiedliwości u Zbigniewa Ziobry, podobnie jak Andrzej Duda. Gdy Duda został prezydentem, to dał jej władzę nad Sądem Najwyższym, a ona odwdzięczała się, nieformalnie doradzając mu — czy też nim sterując — w kwestiach związanych z wymiarem sprawiedliwości. Manowska teoretycznie mogła się starać o drugą kadencję, ale musiałby się na to zgodzić Karol Nawrocki. Wygląda na to, że nawet Manowska uznała, że nie jest w stanie zrealizować brutalnych marzeń pana prezydenta.
Powiedzieć, że w wymiarze sprawiedliwości jest chaos, to nic nie powiedzieć. W maju kończy się kadencja Krajowej Rady Sądownictwa, która wybiera kandydatów na sędziów. Za swych rządów PiS przejęło nad nią kontrolę. Wcześniej sędziów do KRS wskazywało środowisko sędziowskie, po zmianach PiS — są wybierani przez Sejm. Obecna władza — podobnie jak wielu sędziów — uznaje upolitycznioną KRS za niezgodną z konstytucją. Zwą ją neo-KRS, a wyłonionych przez nią i powołanych przez prezydenta sędziów — neosędziami. Koalicja chciała zmienić zasady wyboru KRS, ale Nawrocki zawetował przepisy, które umożliwiały powszechne wybory kandydatów do KRS przez całe środowisko sędziowskie.
W tej sytuacji obóz władzy przeprowadził przez Sejm uchwałę, wedle której wybory i tak zostaną zorganizowane, a koalicja zatwierdzi kandydatów środowiska sędziowskiego. Wykorzysta do tego wspomniane przepisy z czasów PiS, czyli wybierze ich w głosowaniu sejmowym. W tej sytuacji PiS postanowiło… zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego swe własne przepisy o KRS. Wszystko po to, aby zablokować zmiany. Jak znam wodzireja Trybunału Bogdana Święczkowskiego, także byłego terminatora u Ziobry, to wyrok nie będzie niespodzianką. Co w tej sytuacji? Nadal będzie działać neo-KRS kontrolowana przez PiS, z koleżanką szkolną Ziobry na czele. To zagwarantuje PiS dalszą kontrolę nad systemem — czy też neosystemem — selekcji sędziów. A to dopiero początek pisowskiego gambitu. Na odchodne Manowska chce doprowadzić do tego, by SN wydał uchwałę legalizującą wszystkie decyzje neosędziów. Niezależność polityczną neosędziów kwestionują europejskie trybunały, więc swą pożegnalną decyzją Manowska chce odrzucić ich wyroki. Sama Manowska i wszyscy startujący na nowego prezesa SN to neosędziowie.
Wybory kandydatów na nowego prezesa zbojkotowali tzw. starzy sędziowie, wybrani przed dojściem PiS do władzy. Nie byli jednak w stanie zatrzymać procedury.
Finalnie do Nawrockiego trafiło pięć nazwisk kandydatów na I prezesa. Nieoficjalnie wiadomo, że prawe serce pana prezydenta skłania się ku Mariuszowi Załuckiemu, który do Sądu Najwyższego trafił w 2022 r. Załucki jest w SN zastępcą rzecznika dyscyplinarnego. Karze prawników, którzy kwestionują status neosędziów i nie uznają ich wyroków. Postawił też zarzuty dyscyplinarne neosędziemu Grzegorzowi Żmijowi, który powstrzymuje się od orzekania, bo uznaje, że złamałby orzeczenia europejskich sądów.
Załucki zarzuca starym sędziom „terroryzm” i żałuje, że PiS w ramach kompromisu z Brukselą zlikwidowało Izbę Dyscyplinarną SN, która składała się z przebranych w togi sędziowskie dawnych prokuratorów od Ziobry i miała dojeżdżać prawników krytycznych wobec PiS.
Załucki mówi głośno to, co gra w duszy Nawrockiemu, który chce spacyfikować opór w wymiarze sprawiedliwości. Prezydent właśnie wysłał do Sejmu ustawę napisaną przez sowicie wynagradzanego za rządów PiS adwokata z Ordo Iuris Bartosza Lewandowskiego — dziś mecenasa zbiegłego na Węgry Ziobry.
Wedle ustawy sędzia kierujący się linią europejskich sądów z automatu wyleci z zawodu i może trafić za kraty na 10 lat. Trójca Nawrocki-Załucki-Lewandowski przygotowuje istną sądową inkwizycję i gotuje szafoty. Nie ma się co dziwić, że w tej sytuacji Manowska salwuje się ucieczką.

