Ciąg „zupełnie przypadkowych i zupełnie ze sobą niezwiązanych” zdarzeń układa się w spójną opowieść o politycznej strategii PSL — twierdzą autorzy „Stanu Wyjątkowego”. Punktem wyjścia jest odejście Sławomira Cenckiewicza z Biura Bezpieczeństwa Narodowego i wpływ tej decyzji na relacje między Kancelarią Prezydenta, MON oraz rządem.

— Jest, drodzy Państwo, taki zbiór zdarzeń zupełnie przypadkowych i zupełnie ze sobą niezwiązanych. Otóż […] odszedł Sławomir Cenckiewicz, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. I oczywiście on odszedł w wyniku konfliktów wewnętrznych w Kancelarii Prezydenta. Ale ja tu czuję ludową rękę w tej dymisji, bo było kilka takich sytuacji, w których Cenckiewicz sypał piach w tryby współpracy między Karolem Nawrockim a Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem — zdradza Andrzej Stankiewicz.

Przypomina m.in. sytuację z Komitetu Rządowego Bezpieczeństwa, gdy zapadła decyzja o przekazaniu Ukrainie samolotów MiG-29. — Rząd z udziałem przedstawiciela prezydenta, wiceszefa BBN-u, podjął decyzję o przekazaniu MiG-ów Ukrainie, a ten zastępca nie mógł powiedzieć o tym Cenckiewiczowi, bo on nie ma dostępu do tajemnic. A jednocześnie Cenckiewicz zabronił mówić mu o tym przedstawicielom Kancelarii Prezydenta. W związku z tym Nawrocki wyskoczył i powiedział, że on nic o tym nie wie. A wtedy Kosiniak oznajmił, że to są kłamstwa, bo Kancelaria Prezydenta została poinformowana, bo były wiceszef BBN-u był na tym spotkaniu — relacjonuje Stankiewicz.

Kolejnym punktem zapalnym miała być próba zorganizowania przez prezydenta odprawy generalskiej. Jak twierdzi Stankiewicz, Kosiniak-Kamysz „dostał furii”, bo uznał to za „wchodzenie mu z butami” w jego działkę.

Według autorów „Stanu Wyjątkowego” odejście Cenckiewicza wyraźnie poprawiło atmosferę współpracy między Pałacem Prezydenckim a MON-em. Kosiniak-Kamysz miał „wyrazić radość, że nie ma już Cenckiewicza”. Rozwścieczyło to byłego szefa BBN-u — postanowił zaatakować ministra obrony w serii wpisów na X.

„Większego szkodnika jak Władysław Kosiniak-Kamysz w MON-ie nie było (pewnie poza tym całym Stanisławem Dobrzańskim z PSL — zresztą agentem bezpieki PRL) — Stróżyk, Dusza, Pacek, Lichocki czy Klin to symbole Pana rządów!” — pisał Cenckiewicz, wymieniając wysokiej rangi funkcjonariuszy służb, z którymi współpracuje MON. Zarzucił też Kosiniakowi-Kamyszowi nieudolność przy przygotowaniu Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, pisząc, że „wszystkie dokumenty strategiczne i obronne są przestarzałe”.

— Profesorze, ja powiem tak, z pełną miłością do pana: puknij się pan w łeb, jak pan takie rzeczy piszesz. Jeżeli pan pisze w otwartym tekście, że Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, którą przygotował minister obrony narodowej, jest o kant d*** potłuc, to trzeba było takie rzeczy mówić, kiedy pan kierował tym, czym pan kierował. Dzisiaj publiczne pisanie takich rzeczy jest po prostu skrajnym idiotyzmem — komentuje Stankiewicz.

— Kompletnie politycznie tego nie rozumiem, po co Cenckiewicz robi takie rzeczy — dodaje.

— Myślę, że w ogóle nie powinniśmy tego rozpatrywać w kategoriach politycznych. Moim zdaniem to jest już w kategoriach osobistych urazów — odpowiada Dominika Długosz.

Prowadzący konkludują, że odejście szefa BBN-u wyraźnie poprawiło relacje między prezydentem a rządem. Pierwsze oznaki tego było widać jeszcze przed ogłoszeniem decyzji Cenckiewicza. Dziennikarze relacjonowali, że Karol Nawrocki i Donald Tusk „wyglądali jak dwaj dobrzy kumple” w trakcie ćwiczeń wojskowych dla prezydenta, premiera i ministrów.

— Część moich rozmówców sugerowała, że to, że pan prezydent z panem premierem tak dobrze ze sobą współgrają na tych ćwiczeniach, to efekt tego, że nie było tam Cenckiewicza — mówi Długosz.

— Drodzy Państwo, czytajmy te zupełnie niezwiązane ze sobą sygnały. Cenckiewicz atakuje Kosiniaka, który był z całej tej ekipy rządowej najbardziej przychylny wobec Nawrockiego (…). To pokazuje, gdzie jest zadra i że on uważa, że naciski Kosiniaka przyczyniły się do jego dymisji. Jednocześnie pan prezydent ogłasza, że będzie mianował na stopnie generalskie i nawet jednego admirała nominuje. Czyli personalne wnioski Kosiniaka idą — wskazuje Stankiewicz.

Dodaje, że kolejnym elementem tej układanki jest poparcie PSL-u dla kandydatury Mateusza Szpytmy na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Długosz przypomina, że to nie jest pierwszy raz, gdy ludowcy odgrywają kluczową rolę w tym procesie.

— Dokładnie tak samo Karol Nawrocki został prezesem IPN-u. Z poparciem ludowców, bo ludowcy poszli wtedy z PiS-em na deal, że w zamian za to, że PiS poprze ich kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich pana profesora Wiącka, oni poprą ich kandydata na prezesa IPN-u Karola Nawrockiego. I tak Karol Nawrocki został prezesem IPN-u, bo PiS nie miało wtedy tyle siły, żeby samodzielnie go wybrać — mówi dziennikarka.

Nazywa strategię PSL-u „graniem na wszystkich fortepianach naraz”. — Tutaj deal z prezydentem, tutaj generałowie za prezesa IPN-u, tutaj poprawienie stosunków za Cenckiewicza. I tak to się plecie — wylicza.

Stankiewicz dodaje, że nawet jeśli PSL wie, iż Szpytma „i tak nie zostanie wybrany, bo nie klepnie go Senat”, to polityczny rachunek może się opłacać. — Na koniec PSL i chłopi wyjdą na tych, którzy grali z panem prezydentem (…) Dokładnie tak to się robi. Ten nie zostanie wybrany, Tusk się nie wścieknie, a PSL-owcy po prostu jadą środkiem polskiej drogi. Dziękuję, do widzenia — podsumowuje Długosz.

„Stan wyjątkowy” to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek dyskutują o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i „Newsweeka” zapewniają słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulis polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.

Poniżej lista wszystkich dotychczasowych odcinków podcastu:

HtmlCode

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version