— Prezydent Karol Nawrocki czasami nas samych zaskakuje swoimi decyzjami, ale nie tym razem — słyszymy w Pałacu Prezydenckim, gdy pada pytanie o to, jaka będzie decyzja głowy państwa w sprawie ustawy o statusie osoby najbliższej.
Proces decyzyjny w Pałacu Prezydenckim ma swój schemat. Został on jednak w tym przypadku złamany.
Dlaczego? — Szefernaker zapowiadał weto do ustawy o osobie najbliższej. Nie wiem, co by się musiało stać, aby tego weta ostatecznie nie było — mówi współpracownik prezydenta. O tym, że głowa państwa zawetuje ustawę, informowało radio Eska. Ta decyzja od dawna jest oczywista.
Zwyczajowo proces decyzyjny wygląda następująco: gdy uchwalona przez Sejm ustawa trafia na biurko prezydenta, dokument otrzymują wszyscy ministrowie i doradcy Kancelarii Prezydenta, których zakres obowiązków obejmuje daną tematykę. Każdy z nich przygotowuje opinię, wskazując argumenty zarówno za podpisaniem ustawy, jak i przeciwko niej. Następnie cały pakiet analiz trafia do prezydenta.
Karol Nawrocki zapoznaje się z tymi opiniami, po czym bierze udział w posiedzeniu kierownictwa Kancelarii Prezydenta. W spotkaniu uczestniczą przede wszystkim ministrowie KPRP — zwykle około dziesięciu osób, niekiedy nieco więcej. Tego typu narady odbywają się zazwyczaj raz w tygodniu. Podczas spotkania omawiane są najważniejsze kwestie związane z ustawą i przedstawiane różne stanowiska.
Po tej dyskusji prezydent podejmuje decyzję: może ustawę podpisać, zawetować albo skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego. Niezależnie od formalnych posiedzeń pozostaje też w stałym kontakcie z najbliższymi współpracownikami z kierownictwa KPRP, m.in. Pawłem Szefernakerem, Zbigniewem Boguckim, Marcinem Przydaczem i Jarosławem Dębowskim.
W przypadku ustawy o statusie osoby najbliższej i wspólnym pożyciu proces wyglądał jednak inaczej. Co nietypowe, stanowisko prezydenta było sygnalizowane jeszcze zanim ustawa formalnie trafiła na jego biurko. Sam Karol Nawrocki już wcześniej wypowiadał się o tych rozwiązaniach z dużym sceptycyzmem. A w maju — ponad miesiąc temu — na wspólnej konferencji prasowej szef Gabinetu Prezydenta RP minister Paweł Szefernaker oraz doradca Prezydenta RP Barbara Socha przedstawili stanowisko w sprawie rządowej ustawy o statusie osoby najbliższej.
Szefernaker twierdził, że ustawa praktycznie wprowadza związki partnerskie w Polsce. — Nie ma i nie będzie zgody pana prezydenta na wprowadzenie, na legalizację związków partnerskich — podkreślał wówczas minister. — Jest to ustawa, która de facto zmienia ponad dwieście innych ustaw, czyli zmienia cały system prawa w Polsce, dostosowując ten system do zrównania małżeństwa i małżonka ze związkiem partnerskim i z partnerem — dodawał.
Według ministra wprowadzenie związków partnerskich to „pierwszy krok”, a drugim krokiem będzie transkrypcja zagranicznych małżeństw jednopłciowych. — A następnie prowadzi to do kolejnych kroków: do przysposobienia i adopcji dzieci — powiedział wówczas szef gabinetu prezydenta.
Tytułem wyjaśnienia: transkrypcje zagranicznych aktów małżeństwa są już dokonywane przez urzędy stanu cywilnego, bo nakazał to Europejski Trybunał Praw Człowieka oraz krajowy Naczelny Sąd Administracyjny.
Ustawa dotyka bardzo wrażliwej sfery. Ludzkiej i ideologicznej. Dla wyborców twardo prawicowych, mocno związanych z Kościołem Katolickim podpis byłby zupełnie niezrozumiały. Wedle sondażu agencji SW Research — czego nie można pominąć — dla Kampanii Przeciw Homofobii za ustawą jest 47,8 proc. pytanych, przeciwnego zdania jest 14,3 proc., a 24,1 proc. nie słyszało o ustawie, z kolei 13,8 proc. nie ma zdania.
W innym badaniu — IBRiS dla Polsatu — 53 proc. było za podpisem, 37 proc. przeciwko, a opcję „trudno powiedzieć” wybrało 9,6 proc. respondentów.

