Po pięknym zrywie roku 2022, po festiwalu altruizmu, empatii i solidarności zaczęły w Polsce narastać nastroje antyukraińskie. Można powiedzieć, że dzisiaj znalazły oficjalne ugruntowanie w wygaszeniu prawa do pomocy Ukrainkom i Ukraińcom.
W nocy ze środy na czwartek Rosja znowu przypuściła zmasowany atak na Kijów. W stolicy Ukrainy zginęło co najmniej 13 osób, a 86 zostało rannych. Pociski zostały zrzucone przede wszystkim na dzielnice mieszkalne — kamienice, bloki, hotel. Ratownicy walczą z czasem, próbując wydobywać ludzi spod ruin.
Takie informacje docierają do nas codziennie. Każdego dnia oglądam zdjęcia zamordowanych ludzi i zburzonych domów. Od ponad czterech lat putinowskie wojsko zabija naszych sąsiadów. A oni są dzielni, nieugięci. Tworzą nowe technologie, nie poddają się, każdego dnia nieskończenie wiele razy powtarzają gest Dawida pokonującego Goliata. Czy bylibyśmy na ich miejscu zmęczeni? Czy umielibyśmy zachować jedność? Gdzie szukalibyśmy wzmocnień dla naszego patriotyzmu? Obyśmy nigdy nie musieli tego sprawdzać.
Po pięknym zrywie roku 2022, po festiwalu altruizmu, empatii i solidarności, zaczęły w Polsce narastać nastroje antyukraińskie. Dzisiaj można powiedzieć, że znalazły oficjalne ugruntowanie w wygaszeniu prawa do pomocy Ukrainkom i Ukraińcom. Po wecie Karola Nawrockiego rząd, mimo zapowiedzi, nie tylko nie wdrożył zapowiadanego „planu B”, ale przyjął przygotowaną przez wiceministra Macieja Duszczyka Ustawę o wygaszaniu rozwiązań wynikających z ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, w efekcie czego z dnia na dzień ludzie stracili dach nad głową, możliwość kontynuowania leczenia, prawo do świadczeń na dzieci. Te historie łamią serce i nie mieszczą się w głowie.
Od 1 lipca zmieniły się warunki kwalifikowania osób mogących mieszkać w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. Jak podaje OKO.press, z listy „grup wrażliwych” wypadły wszystkie dzieci powyżej jednego roku życia, samotne matki trojga i więcej dzieci, emeryci z polską emeryturą, pracujący emeryci oraz tacy, którzy mają w Polsce pracującą rodzinę (dla tych ostatnich wyrok został odroczony o miesiąc, ponieważ urzędy potrzebują czasu, żeby sprawdzić, „czy zstępni są zdolni do alimentacji”).
W rozmowie z OKO.press Joanna Jesis-Polewska, szefowa spółki Bazar, prowadząca w Gorzowie od 2022 r. dwa ośrodki zbiorowego zakwaterowania, mówi, że na mocy tej ustawy „wygaszającej” w kierowanych przez nią domach prawo do zakwaterowania straci większość ze 100 osób, które tam mieszkają. Jesis-Polewska: „Bezpieczne są kobiety w ciąży i połogu. Ale tu są też absurdy. W ciąży jest nasza Julka, w Ukrainie nauczycielka matematyki, która nam pomaga w prowadzeniu OZZ. Jak już opowiadałam OKO.press, Julia ma z mężem aż szóstkę dzieci, w wieku od dwóch do dziewięciu lat. Prawo do pobytu w OZZ zachowa od 1 lipca jedynie Julka i jej nowe dzieciątko, kiedy się urodzi, przez rok. Mąż i szóstka dzieci powinni się zabierać. Kolejny dramat. Mamy matkę z dzieciątkiem. Mogą zostać w OZZ do czasu, gdy maluch nie skończy dwunastego miesiąca życia, ale ona ma jeszcze trójkę starszych dzieci, które tracą prawo do pobytu. Ma się z nimi rozstać?”.
Tych historii jest więcej, każda straszna, bo przeraża bezdusznością. Sytuacja w Gorzowie jest o tyle wyjątkowa, że budynki ośrodków należą do spółki Bazar, więc decyzją dyrektorki ludzie jeszcze trochę będą mogli w nich zostać. Co potem? Nie wiadomo. Mimo niemal ośmiu tysięcy podpisów pod petycją przeciw decyzji o wyrzucaniu na bruk ukraińskich dzieci rząd nie zareagował. Znajdą ją Państwo tu: https://www.naszademokracja.pl/petitions/nie-wyrzucajcie-ukrainskich-dzieci-apel-o-korekte-polityki-wobec-uchodzcow — mimo wszystko wierzę, że każdy podpis ma znaczenie.
Siostra Małgorzata Chmielewska we wstrząsającym liście zadaje pytanie o to, kto zasługuje na miano bliźniego. Takiego do kochania jak siebie samego. I okazuje się, że w naszym kraju lista jest drastycznie ograniczona zasadą „niepolskonormatywności”. „Republika biedaków zaczyna pękać w szwach. Oprócz oczywistych potrzeb starszych, schorowanych lub też młodszych, równie potrzebujących ludzi bezdomnych urodzonych przez polskie matki w kraju nad Wisłą, kraj ów po przyjęciu setek tysięcy ofiar wojny w Ukrainie doszedł do wniosku, że się zmęczył, że stary, schorowany pan Sasza czy pani Lena, co uniknęli śmierci z rąk Putina, mogą sobie spokojnie umierać bez leków, wsparcia, na ulicy pięknej Polski. Jak wiadomo, bliźnim jest dla nas tylko obywatel Polski i to pod warunkiem, że pochodzenie słowiańskie ma od pokoleń i skórę białą, a włosy blond” — pisze siostra Małgorzata.
Ale jasne: co nas obchodzi los realnych, jeszcze żywych ludzi, którym moglibyśmy pomóc? Historyczne fantazmaty są o wiele łatwiejsze w obsłudze.

