Na razie nie będzie kolejnych wyborów. Jeśli jednak okaże się, że nadal nie ma szans na pokój, sytuacja może się zmienić. A wtedy Wołodymyr Zełenski przegra.

Czy Wołodymyr Zełenski zaczyna tracić panowanie nad sytuacją w kraju, a jego koniec jest bliski? Wyborcze wyzwanie rzucone przez byłego wiernego sojusznika i wybuchające jeden po drugim skandale korupcyjne w jego najbliższym otoczeniu sprawiają, że od rozpoczęcia tej wojny prezydent jeszcze nigdy nie miał tak słabej pozycji. Może to dać Kremlowi wielką okazję do przejęcia inicjatywy. „Gdyby na czele Ukrainy stanął ktoś, z kim Zachód nie będzie w stanie w pełni współpracować, byłby to niemal najgorszy możliwy scenariusz dla tej wojny” — mówi Ed Arnold, analityk z brytyjskiego think tanku Rusi.

Ukraińcy są na polskim garnuszku? Te wyliczenia rozwiewają wątpliwości

W czerwcu ukraińscy dziennikarze opublikowali wyniki sensacyjnego śledztwa. Zarzuty dotyczyły nadużyć w jednostce, która cieszyła się szczególnym wsparciem głównego dowódcy armii Ołeksandra Syrskiego. Chodziło o liczne przypadki przemocy i zabójstwa pozasądowe. Wojskowa prokuratura wszczęła formalne śledztwo, jednak oburzenie opinii publicznej narastało. Wielu obserwatorów i zwykłych obywateli uważało, że za całą sytuację odpowiedzialność ponosi Syrski, ze względu na swoje podejście do wojny w stylu sowieckim i bardzo wysoką tolerancją na straty zwany Rzeźnikiem. Jednak prezydent zamiast pozbawić dowództwa Syrskiego, podjął inną decyzję — o dymisji Mychajły Fedorowa, niezwykle popularnego ministra obrony, autora nowej strategii wojny dronowej, która sprawiła, że Rosja straciła inicjatywę w tej wojnie, a jej ofensywa stanęła w miejscu. Tym samym, zdaniem wielu Ukraińców, Zełenski stanął po stronie przeciwników reform w siłach zbrojnych. „Zełenski zawsze chce być w centrum uwagi i usuwa osoby ze stanowisk, dzięki którym stają się popularne. Tak postąpił w przypadku Fedorowa” — twierdzi Ołeksij Honczarenko, opozycyjny deputowany.

Decyzja o zdymisjonowaniu Fedorowa wywołała burzę, której niewielu w otoczeniu prezydenta się spodziewało. Tysiące ludzi wyszły na ulice Kijowa i innych miast.

18 sierpnia, miesiąc po swojej dymisji, Fedorow opublikował w internecie liczące około 10 minut przemówienie. Była to nie tylko prośba o przywrócenie go na ministerialny fotel. Były szef resortu obrony zażądał, by Zełenski ogłosił wybory prezydenckie. „Jeśli wojna będzie się przedłużać, czy Rosja może faktycznie uzyskać prawo do decydowania, kiedy Ukraińcy będą mogli ponownie wybrać swoje władze? Demokracja nie może stać się zakładnikiem Rosji” — mówił Fedorow. Było to bezpośrednie wyzwanie rzucone prezydentowi, z którym Fedorow nigdy wcześniej nie wchodził w konflikt.

Dymisja uwypukliła schemat charakterystyczny dla Zełenskiego: tendencję do zwalniania swoich najzdolniejszych ludzi, by potem obserwować, jak stają się jeszcze potężniejszymi rywalami politycznymi. Podobnie postąpił z generałem Walerijem Załużnym. Były głównodowodzący sił zbrojnych został podobnie jak Fedorow odwołany ze stanowiska i wysłany do Londynu na ambasadora, co powszechnie postrzegano jako próbę wyeliminowania potencjalnego rywala w walce o prezydenturę. Załużny cieszy się dzisiaj największym zaufaniem w Ukrainie. „Ukrainska Pravda” twierdzi, że w czasie niedawnej wizyty w Kijowie generał miał poinformować Zełenskiego, że wystartuje przeciwko niemu w wyborach.

W przeprowadzonym niedawno sondażu prezydenckim Zełenski uzyskał 22,3 proc., Załużny — 21,4 proc., a Fedorow — 13,1 proc. Z tego samego sondażu wynika, że w drugiej turze wyborów obecny prezydent zostałby pokonany zarówno przez Fedorowa, jak i Załużnego.

Dane te mają na razie charakter czysto spekulacyjny: przeprowadzenie wyborów w czasie stanu wojennego jest nie tylko niezgodne z konstytucją. Ich przeprowadzenie byłoby praktycznie niemożliwe, ponieważ wielu Ukraińców walczy na froncie lub przebywa na emigracji.

A na dodatek Ukraińcy ich nie chcą. Zaledwie 15 proc. uważa dziś, że wybory powinny zostać przeprowadzone, gdy trwa wojna.

Sytuacja może się jednak zmienić. „Kluczowe pytanie brzmi: w jakim kontekście? W najbliższym czasie nie odbędą się żadne wybory i Fedorow o tym świetnie wie. Jeśli jednak do początku przyszłego roku okaże się, że nie ma perspektyw na pokój, temat wyborów w czasie wojny stanie się przedmiotem realnej dyskusji” — zauważa Wołodymyr Fesenko, analityk polityczny z Kijowa.

Z kolei były wysoki urzędnik ukraińskich służb bezpieczeństwa sugeruje, że jeśli wojna nadal będzie trwać, punkt zwrotny nastąpi dopiero za trzy lata. W tym momencie Zełenski będzie zbliżał się do 10 lat sprawowania władzy — co odpowiada maksymalnej liczbie dwóch pełnych kadencji prezydenckich dozwolonych w czasie pokoju. „Opinia publiczna może wtedy zadać pytanie, na jaki rodzaj wojny został zaprojektowany konstytucyjny zakaz wyborów? Na wojnę trwającą pięć lat, dziesięć? A jeśli będzie się toczyć przez dekady, oznacza to, że prezydentura Zełenskiego też musi trwać dziesiątki lat?” — pyta były funkcjonariusz specsłużb.

„Protesty po dymisji Fedorowa stanowią nowy etap w relacjach Zełenskiego z elektoratem. W odróżnieniu od wszystkich poprzednich protestów, które miały miejsce od rozpoczęcia pełnej inwazji, Ukraińcy bezpośrednio zakwestionowali sposób, w jaki prezydent prowadzi wojnę. W dużej mierze pozostawali zjednoczeni w poparciu dla prezydenta w obliczu presji zewnętrznej, choćby po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu w 2025 r. Niemniej jednak prezydent niejednokrotnie pokazał, że nie rozumie zwykłych Ukraińców. Już rok temu jego próba ograniczenia roli ukraińskich organów antykorupcyjnych znacznie osłabiła zaufanie. A decyzja o zwolnieniu Fedorowa tylko utwierdziła społeczeństwo w tym przekonaniu. Dla Zełenskiego szkody polityczne są nieodwracalne” — twierdzi ukraińska dziennikarka Natalia Gumenyuk.

Krótkie przemówienie Fedorowa z 18 sierpnia zawierało ostry atak na sposób sprawowania władzy przez Zełenskiego. Było to całkowicie jasne, choć nazwisko prezydenta nie padło: „Stary system zbyt często działa według własnych zasad. Chroni sam siebie. Boi się zmian”.

Jakby na potwierdzenie tych słów kilka godzin potem agencje antykorupcyjne — Nabu, Krajowe Biuro Antykorupcyjne, oraz Sapo, Biuro Prokuratora Antykorupcyjnego — ogłosiły, że prowadzą dochodzenie w sprawie wysokich urzędników z otoczenia Zełenskiego. Przeszukano m.in. dom Iryny Mudry, zastępczyni szefa kancelarii prezydenta. Śledczy twierdzą, że ludzie z kancelarii prezydenta włamali się do cyfrowego rejestru państwowego, aby przejąć własność kilku spółek, a następnie wykorzystali je do zebrania pieniędzy (około 3,4 mln dol.) na kaucję dla Hermana Haluszenki, byłego ministra sprawiedliwości, oskarżonego w innej sprawie dotyczącej korupcji.

Kiedy śledczy opublikowali partię nagrań z podsłuchów, największe zdziwienie wywołała bezczelność ludzi z kancelarii prezydenta. „Twierdzi, że zwalczanie korupcji to złe podejście. Zamiast tego trzeba ją usystematyzować i kontrolować” — twierdzi na nagraniu Mudra, odnosząc się do nieznanego mężczyzny, najprawdopodobniej swego zwierzchnika. Mudra ma dwóch szefów — prezydenta Zełenskiego i jego szefa sztabu, Kyryła Budanowa.

Ostatni rok był czasem wielkich skandali korupcyjnych na najwyższych szczeblach władzy.

„Nie jest to kilka niepowiązanych ze sobą kryzysów. Stanowią one potwierdzenie tezy, że korupcja doprowadziła do systemowego kryzysu rządów” — pisała Tetiana Maliarenko, profesor katedry Jeana Monneta Narodowej Akademii Prawa w Odessie.

W listopadzie 2025 r. afera korupcyjna w sektorze energetycznym (sprzeniewierzono ok. 100 mln dol.) dotarła do najbliższego otoczenia Zełenskiego, zmuszając do odejścia ministrów sprawiedliwości i energii. Na taśmach ze śledztwa można usłyszeć np., jak wysocy urzędnicy dyskutują o tym, że nie należy budować zabezpieczeń dla infrastruktury energetycznej. Twierdzili, że to strata pieniędzy.

Również w wyniku skandalu korupcyjnego zrezygnował długoletni szef kancelarii prezydenta Andrij Jermak. „Jego odwołanie pokazało, że problemem systemowym nie był Jermak, lecz Zełenski. To prezydent stworzył ten system, a Jermak działał w ramach przyznanych mu uprawnień. Zełenski obdarzył Jermaka ogromną władzą” — mówi Tetiana Szewczuk, ekspertka z Centrum Działań Antykorupcyjnych. Jermak dysponował taką władzą, że według wielu obserwatorów dorównywała ona władzy samego prezydenta. Ich współpraca sięga czasów, gdy firma Jermaka świadczyła usługi prawne na rzecz Kwartału 95, grupy kabaretowej założonej m.in. przez Zełenskego.

„Spędzali razem prawie cały czas. Jermak był obecny na niemal każdym spotkaniu, na które udawał się Zełenski. Razem ćwiczyli, razem pili, razem obchodzili wszystkie święta. Jermak miał wszystkie kody i hasła do życia Zełenskiego… Wiedzą o sobie wszystko” — opowiadał były wysoki rangą członek obozu władzy.

5 sierpnia 2026 r. Olha Stefanishyna, była wicepremier ds. integracji europejskiej i euroatlantyckiej, była minister sprawiedliwości oraz była ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych, została oskarżona o bezprawne wzbogacenie się i złożenie fałszywych oświadczeń majątkowych. Trwa też śledztwo dotyczące okresu, w którym nadzorowała ukraińską agencję ds. zarządzania aktywami: gdzie kontrakty miały trafiać do firm powiązanych z jej byłym mężem.

„Korupcja na Ukrainie nie sprowadza się już tylko do tego czy innego skandalu lub konkretnego ministra. Jest to wzorzec zachowań elit, który przetrwał wszystkie rządy od czasu uzyskania niepodległości. A obecnie podważa ona wojnę o przetrwanie narodu” — podkreśla Maliarenko.

W większości badań opinii publicznej przeprowadzonych od 2023 r. korupcja niezmiennie plasuje się wśród dwóch największych zagrożeń dla kraju, zazwyczaj tuż za wojną z Rosją. W badaniu opublikowanym 6 sierpnia 49 proc. respondentów wskazało wysoki poziom korupcji w rządzie jako czynnik wyrządzający największą szkodę ogólnej sytuacji kraju, 44,6 proc. wybrało powtarzające się ataki dronów i rakiet na infrastrukturę energetyczną, miejską i cywilną.

Ukraińcy nie postrzegają korupcji jako drugorzędnego problemu, którym należy się zająć po zwycięstwie; traktują ją jako podstawowe zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Są też przekonani, że w czasie wojny korupcja znacznie wzrosła — w 2025 r. uważało tak blisko 80 proc. I tylko co dwudziesty był innego zdania.

Jeśli Kijów nie upora się z korupcją, może nie otrzymać setek miliardów potrzebnych do odbudowy kraju po wojnie. „Będzie więcej wahania przed przeznaczeniem dużych środków” — powiedział Arvid Tuerkner, dyrektor zarządzający ds. Ukrainy w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, jednym z największych podmiotów finansujących Kijów.

Korupcja w rządzie, spadek poziomu życia, niepowstrzymane ataki rosyjskich dronów oraz rakiet sprawiają, że większość Ukraińców uważa, że kraj zmierza w złym kierunku. „Ludzie są zmęczeni, 80 proc. swoich dochodów wydają na jedzenie” — mówił Ihor Lachenkov, komentator polityczny, którego kanał na Telegramie ma ponad 1,5 mln obserwujących. A na dodatek wiele wskazuje na to, że będzie tylko gorzej. Choćby dlatego, że Ukraina staje się coraz bardziej bezbronna wobec rosyjskich rakiet balistycznych.

Z powodu wojny w Iranie brakuje Patriotów, najnowocześniejszych na świecie systemów przechwytujących. Skuteczność Ukraińców w unieszkodliwianiu rosyjskich pocisków balistycznych spadła z ponad 70 proc. w marcu do niemal zera w sierpniu. Liczba ofiar cywilnych nigdy nie była tak wysoka. Wiadomo, że zima będzie skrajnie ciężka, ponieważ infrastruktura energetyczna i grzewcza nie ma żadnej obrony przed atakami. A Rosja zrobi wszystko, aby życie Ukraińców stało się jeszcze gorsze.

Jednocześnie sam Zełenski jest coraz słabszy. Stopniowo stracił zdolność do przeforsowywania ustaw w parlamencie. Od początku wojny 54 posłów zrezygnowało z mandatu, a 11 zmarło. Spośród nich 28 to posłowie z partii Zełenskiego Sługa Ludu. Musi dogadywać się z opozycją przy kolejnych głosowaniach: ustawa po ustawie.

Na razie prezydent nie utraci władzy. Nie ma powodu twierdzić, że kolejny skandal go zatopi. Choćby dlatego, że większość Ukraińców nadal wierzy, że Zełenski jakoś doprowadzi wojnę do końca. Ale co będzie potem, to już zupełnie inna kwestia. We wrześniu 2025 r. zapytano Ukraińców, czego oczekiwaliby od Zełenskiego po zakończeniu wojny. Tylko jedna czwarta respondentów stwierdziła, że życzy sobie, aby nadal był prezydentem. Dziś byłoby to zapewne jeszcze mniej.

Jarosław Żeleźniak, poseł z opozycyjnej partii Holos i znany krytyk Zełenskiego, stwierdził, że sytuacja w końcu obróci się przeciwko prezydentowi: zachowa władzę tak długo, jak długo będzie trwała wojna. A potem przegra.

„Niezależnie od tego, kim będą konkurenci — Załużny, Budanov, Fedorow czy ktokolwiek inny — będziemy mieli wtedy sytuację podobną do tej z 2019 r., kiedy to w II turze mógł wygrać każdy, pomijając urzędującego prezydenta. Jest to bardzo podobna historia do tej z Churchillem, kiedy to człowiek, który wygrał wojnę, został odwołany w pierwszych wyborach po jej zakończeniu. Ludzie po prostu chcą zmian” — mówi Żeleźniak.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version