Chiński przywódca Xi Jinping udał się do Korei Północnej zaledwie kilka tygodni po swoich spotkaniach z prezydentem USA Donaldem Trumpem i prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Mimo że sam raczej rzadko podróżuje. To pokazuje, jak rośnie pozycja przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una.
Wizyta Xi Jinpinga daje Pekinowi okazję do ponownego zaznaczenia swojego wpływu na Pjongjang. I to w sytuacji, gdy Kim Dzong Un zacieśnia relacje z Moskwą i rozwija arsenał nuklearny, a jednocześnie utknął w martwym punkcie w kontaktach dyplomatycznych z Waszyngtonem.
Oficjalny cel wizyty ma jednak bardziej przyziemny wymiar. Xi spotyka się z Kimem, by uczcić 65. rocznicę traktatu, który do dziś pozostaje jedynym formalnym paktem obronnym Chin.
Kontekst tego porozumienia z 1961 r. — przez dekady będącego jedynym sojuszem Pjongjangu — uległ jednak zasadniczej zmianie.
Xi Jinping podnosi rangę Kim Dzong Una
W czerwcu 2024 r. Kim zawarł z Władimirem Putinem porozumienie o wzajemnych gwarancjach bezpieczeństwa, udzielając przy tym bezpośredniego wsparcia Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie. To pierwsza tak znacząca zagraniczna aktywność wojskowa Korei Północnej od czasu wojny koreańskiej w latach 50., gdy północnokoreańskie oddziały walczyły u boku Chin i Związku Radzieckiego przeciwko Korei Południowej wspieranej przez siły ONZ pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych.
Wzmocniony rosnącym uznaniem dla statusu nuklearnego Korei Północnej pakt między Pjongjangiem a Moskwą dał Kimowi dodatkowe instrumenty w jego precyzyjnej grze polegającej na balansowaniu między wielkimi mocarstwami. Strategii, która dziś wyraźnie ujawnia się podczas spotkania z Xi.
— Dla Koreańczyków z Północy wizyta Xi Jinpinga ma ogromne znaczenie, bo pokazuje, że tak ważny globalny przywódca, który z reguły rzadko podróżuje, jest gotów przyjechać do Pjongjangu — mówi „Newsweekowi” Joseph Torigian, profesor American University w Waszyngtonie.
— Takie wizyty pomagają tworzyć wrażenie, że Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna nie jest pariasem i podnoszą rangę Kima — dodał Torigian.
Chiny prbują zachować spokój
Ale wizyta jest także szansą dla Chin na podkreślenie swojego zaangażowania na Półwyspie Koreańskim w chwili, gdy Kim coraz wyraźniej zbliża się do Rosji, a jednocześnie odchodzi od dawnej wizji zjednoczenia z Koreą Południową.
— Chiny chcą utrzymać swoje wpływy, nawet jeśli Korea Północna zacieśnia relacje z Federacją Rosyjską — wyjaśnia Torigian. — Pekin stara się zrozumieć strategiczne plany Pjongjangu i nie chce, by działania Korei Północnej doprowadziły do sytuacji, która jeszcze bardziej zacieśni współpracę USA, Japonii i Korei Południowej.
Chiny już teraz zmagają się ze skutkami ubocznymi wojny USA i Izraela z Iranem — konflikt ten od lutego zakłócił kluczowe dostawy ropy oraz gazu przez cieśninę Ormuz i wywindował ceny energii na całym świecie. Trwająca już piąty rok wojna w Ukrainie również wystawiła na próbę chińsko-rosyjskie „partnerstwo bez granic”.
Korea Północna z kolei potrafiła odnieść pewne korzyści z tego międzynarodowego chaosu.
— W tej chwili Korea Północna wydaje się usatysfakcjonowana rozwojem sytuacji. W zeszłym roku Kim był podejmowany z honorami w Pekinie podczas wielkiej parady wojskowej, gdzie sfotografowano go ramię w ramię z Władimirem Putinem i Xi Jinpingiem — zwraca uwagę Torigian. — Ponieważ dla Rosji wojna w Ukrainie pozostaje absolutnym priorytetem, Kim uzyskał z tej relacji wymierne korzyści materialne, a równoczesne zacieśnianie relacji z Chinami zmusza Pekin do coraz większego wysiłku, by nie utracić wpływu na Pjongjang.
— Największą niewiadomą pozostaje to, czy Koreańczycy z Północy pozostaną zadowoleni z obecnej sytuacji, czy też w pewnym momencie wrócą do bardziej ryzykownej strategii testów rakietowych i nuklearnych, by jeszcze bardziej rozwinąć swoje możliwości i zwrócić na siebie uwagę Ameryki — mówi Torigian.
Shen Shiwei, analityk i założyciel newslettera China Briefing, który wielokrotnie odwiedzał obydwie Koree, wskazuje, że kluczowym interesem Xi podczas tej wizyty jest stabilność regionu.
— W warunkach narastającej niepewności w międzynarodowym porządku Pekin postrzega stabilność na Półwyspie Koreańskim jako kluczowe dobro publiczne dla całego regionu — zauważa Shen w rozmowie z „Newsweekiem”. — Każdy konflikt lub poważna destabilizacja w tym obszarze miałaby daleko idące konsekwencje dla Azji Północno‑Wschodniej i nie tylko.
— Dlatego utrzymywanie ścisłej komunikacji ze wszystkimi stronami, w tym z Koreą Północną, pozostaje jednym z filarów chińskiej strategii dyplomatycznej — dodaje. — Cel jest jasny: zapobiegać eskalacji napięć, zachować pokój i stabilność oraz dopilnować, by spory były rozwiązywane drogą dyplomatyczną, a nie poprzez konflikt.
Chiny, Korea, USA i kwestia nuklearna
Jeszcze bardziej złożona pozostaje kwestia północnokoreańskiego arsenału nuklearnego. Oficjalnie Chiny nadal opowiadają się za denuklearyzacją Półwyspu Koreańskiego, jednak od 2022 r. — wraz z Rosją — zaczęły blokować w Radzie Bezpieczeństwa ONZ rezolucje popierane przez USA, które miały nałożyć na Pjongjang kolejne sankcje za rozwój programu nuklearnego.
Interwencje USA również zaostrzyły stanowisko Korei Północnej. Iran, choć dysponuje zaawansowanymi technologiami wzbogacania uranu, nigdy nie wyprodukował broni nuklearnej, podczas gdy Pjongjang konsekwentnie rozwijał takie ambicje, uzyskując w ten sposób cenną tarczę odstraszającą wrogie państwa.
Kim Jo Dzong, siostra Kima, która kieruje Departamentem Spraw Ogólnych w Komitecie Centralnym rządzącej Partii Pracy Korei, na krótko przed wizytą Xi i w odpowiedzi na wcześniejsze wezwania Departamentu Stanu USA do denuklearyzacji Korei Płn., potwierdziła, że jej kraj nie zamierza zrezygnować z potencjału nuklearnego.
„Kurs ciągłego wzmacniania odstraszania nuklearnego dla samoobrony, który jasno określił przywódca państwa Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, jest nieodwracalnym, ostatecznym wnioskiem, który będzie realizowany bezwarunkowo” — napisała Kim Jo Dzong w oświadczeniu. — „To jasny sygnał dla świata, że nigdy nie pójdziemy na kompromis w kwestii obrony narodowej oraz suwerenności”.
„Status Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej jako państwa nuklearnego to linia, od której nie ma odwrotu”. — podkreśliła — „To twarda rzeczywistość, niezależnie od tego, czy ktoś ją uznaje, czy nie”.
Shen Shiwei zwraca uwagę, że stanowisko Pekinu pozostaje niezmienne — Chiny opowiadają się za „denuklearyzacją całego półwyspu, czyli sytuacją, w której żadna ze stron nie posiada broni jądrowej, a żadna broń nuklearna nie jest rozwijana, rozmieszczana ani sprowadzana na półwysep”.
Jednocześnie przyznaje, że obecna sytuacja jest „wyjątkowo złożona” — co wynika zarówno z długotrwałego poczucia zagrożenia w Pjongjangu, jak i z niespełnionych zobowiązań wynikających z wcześniejszych porozumień dyplomatycznych oraz niekonsekwentnej polityki kolejnych administracji Stanów Zjednoczonych.
— Ten schemat doprowadził do trwałej luki w wiarygodności gwarancji bezpieczeństwa — ocenia Shen. — Pjongjang wielokrotnie wyrażał sceptycyzm wobec trwałości zabezpieczeń oferowanych w trakcie negocjacji. Wydarzenia w innych konfliktach, jak wojna USA z Iranem, jeszcze wzmocniły te obawy, potęgując przekonanie, że rezygnacja z możliwości nuklearnych nie oznacza automatycznie trwałego bezpieczeństwa czy stabilnej ochrony.
— W efekcie regionalna dynamika przesunęła się w kierunku zarządzania ryzykiem, a nie szybkiej denuklearyzacji — dodaje analityk. — Nawet Korea Południowa obecnie kładzie nacisk na działania odstraszające i zapobieganie kryzysom, co odzwierciedla trudności w osiągnięciu natychmiastowej denuklearyzacji w obecnych warunkach.
Donald Trump — jedyny prezydent USA, który w trakcie swojej kadencji spotkał się z przywódcą Korei Północnej w ramach prób dialogu — w ostatnim czasie wypowiadał się o sytuacji na Półwyspie Koreańskim stosunkowo rzadko, koncentrując się na innych kierunkach polityki zagranicznej.
Gdy już wspominał o Kim Dzong Unie, na przykład podczas niedawnego spotkania z dziennikarzami na pokładzie Air Force One, podkreślał „bardzo dobre relacje” z północnokoreańskim liderem i sugerował, że między obiema stronami wciąż utrzymywany jest kontakt.
Trump z uznaniem wypowiadał się także o swoich osobistych stosunkach z Xi, a ich ostatni szczyt przebiegał w duchu współpracy USA i Chin. Chociaż oficjalne komunikaty nie wspominały bezpośrednio o Półwyspie Koreańskim, region ten pozostaje obszarem, w którym Xi może odegrać rolę mediatora w kontaktach pomiędzy Waszyngtonem a Pjongjangiem.
— Kwestia nuklearna na Półwyspie Koreańskim to przede wszystkim sprawa między Koreą Północną a Stanami Zjednoczonymi — mówi Shen. — Jednakże Chiny, jako bliski sąsiad o głębokich historycznych, gospodarczych oraz bezpieczeństwa powiązaniach z półwyspem są niezbędnym ogniwem w poszukiwaniu trwałego rozwiązania.
— Chiny konsekwentnie opowiadają się za dialogiem, wzajemnym dostosowaniem stanowisk i politycznym rozwiązaniem, które uwzględni uzasadnione obawy wszystkich stron — dodaje analityk. — W tym kontekście relacje Pekinu z Pjongjangiem stanowią ważny kanał komunikacji i zarządzania kryzysowego, pomagając uniknąć błędnych kalkulacji i eskalacji oraz wspierając pokój i stabilność w regionie.
Xi Jinping, Kim Dzong Un i nowa era
Coraz aktywniejsze zaangażowanie Xi na scenie międzynarodowej już umocniło status Chin jako globalnego mocarstwa.
— W ciągu ostatnich trzech tygodni chiński przywódca wyraźnie ustawił się w roli, która przez ostatnie dekady częściej przypadała amerykańskim prezydentom — rozgrywającego na arenie światowej — podkreśla w rozmowie z „Newsweekiem” Allen Carlson, profesor na Uniwersytecie Cornella.
— W historii Chin istnieje tradycja postrzegania kraju jako centrum świata — tłumaczy Carlson. — Oczywiście byłoby przesadą mówić, że wkroczyliśmy w nową erę sinocentryzmu, ale wszystkie jego elementy są już na miejscu.
Szczyt Xi-Kim będzie kolejnym dowodem na kształtowanie się tej nowej rzeczywistości, w której Kim może odegrać istotną rolę.
— Dzięki swojemu arsenałowi nuklearnemu i wojowniczej retoryce Kim grozi Korei Południowej i podsyca widmo destabilizacji we wschodniej Azji, a nawet poza nią. Ale tak naprawdę nie ma żadnych innych atutów — ocenia Carlson. — Korea Północna potrzebuje więc wsparcia — nieważne, czy przyjdzie ono z Moskwy, czy z Pekinu.
— W zamian za to Kim może zapewnić Rosjanom obejście międzynarodowych sankcji — uważa. — Dla Chin może z kolei przesuwać region Półwyspu Koreańskiego w stronę stabilizacji (na czym Pekinowi zależy) i wzmacniać rosnącą reputację Xi jako głównego rozgrywającego w kształtującym się nowym porządku światowym.
To jednak wymaga skutecznego zarządzania głębokimi różnicami, które od lat istnieją w relacjach obu państw, a które to niegdyś Mao Zedonga opisał jako „bliskie jak wargi i zęby”.
— Wszystko to nie jest widoczne na powierzchni relacji i jest przykryte językiem sojuszy obronnych oraz wspólnych deklaracji, ale takie zapewnienia (czy uroczyste spotkania) nie rozwiązują tych problemów — zaznacza Carlson. — Mało prawdopodobne, by zostały one rozstrzygnięte podczas najbliższej wizyty Xi w Korei Północnej.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

