Po co Mateuszowi Morawieckiemu Janina Goss? Była przyjaciółką Jarosława Kaczyńskiego, wcześniej się w nim kochała, ale ją odtrącił. Jest też symbolem starego PiS-u — milionerką, która żałowała na partię 5 zł składki.
Nawet szofer Goss jest milionerem. W oświadczeniu majątkowym brakuje mu miejsca, by wpisać wszystkie swoje domy, mieszkania i samochody. Najnowszym nabytkiem jest niemiecka limuzyna — Mercedes klasy E. To tym samochodem Krzysztof Ciebiada — formalnie zaledwie radny w powiecie pabianickim — przywiózł i odebrał Goss z grilla u Mateusza Morawieckiego. „Tekla” lub czulej „pani Janeczka” ma już 83 lata, ale jej serce rwie się do polityki. Rwie się też do zemsty na byłym już przyjacielu — Jarosławie Kaczyńskim.
To historia zawiedzionej przyjaźni czy — jak szepcze się w obozie PiS — nawet niespełnionej miłości Janiny Goss do prezesa PiS. Ale to też historia wspólnej długiej drogi w polityce i pielgrzymek po radach nadzorczych. Jarosław Kaczyński kiedyś nawet powiedział — co wcale nie było żartem — że gdyby PiS się rozsypał, to w partii zostałby tylko on, proporczyk PiS i właśnie Goss. Była najwierniejszą z wiernych. Była damą partii i jej szarą eminencją.
Ale Kaczyński się mylił. Dziś pani Janeczki w PiS już nie ma — prezes sam zdecydował, aby ją wyrzucić. A ona popędziła do najnowszego wroga Kaczyńskiego — Mateusza Morawieckiego. A ten, gdy ją zobaczył na zorganizowanym przez siebie grillu, serdecznie się przywitał, ściskając dłonie.
Janina Goss w 2007 r. Została wtedy przewodniczącą Rady Nadzorczej TVP
Foto: PAP/Jacek Turczyk
Może znać tajemnice Kaczyńskiego
Goss to postać legendarna. Łączniczka Morawieckiego ze starym PiS-em. Zna ludzi w strukturach partii. Może też znać tajemnice Kaczyńskiego.
Ludzie Morawieckiego zaprosili na grilla i Janinę Goss, i Sylwię Sobolewską (co ważne: żonę byłego sekretarza generalnego PiS Krzysztofa Sobolewskiego, dziś będącego w niełasce). Nasi rozmówcy przekonują, że to zapewne dlatego, by pomogli — Goss, a w przyszłości może i „Sobol” — powyrywać ludzi z PiS i przeciągnąć ich na stronę Rozwoju Plus. Bo nikt tak dobrze nie zna ludzi partii w terenie jak sekretarz generalny (nawet jeśli już były) tejże partii. Sam Kaczyński — jak wynika z naszych informacji — nie był zaskoczony wizytą Goss u Morawieckiego.
A jeszcze parę lat temu byłoby to nie do pomyślenia, aby zrobiła coś wbrew prezesowi.
Trzęsły się przed nią zarządy spółek
Goss poznała się z Jarosławem Kaczyńskim w głębokich latach 90. Pracowała jako radczyni prawna w „Społem”. Miała posady w Samorządowym Kolegium Odwoławczym, Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska i Banku Gospodarki Żywnościowej. Ot, kariera jakich tysiące. Dopiero za rządów PiS, będąc już od 2003 r. na emeryturze, jej CV zaczęło pęcznieć.
Goss weszła do rad nadzorczych: TVP, PGE, Polskiego Radia, BOŚ, a ukoronowaniem był fotel w PKN Orlen. Do narodowego czempiona nie bardzo chciała iść, ale gdy prezes poprosił, to się złamała.
Zarządy spółek trzęsły się przed nią. Samochody na życzenie przyjeżdżały do niej z papierami. Do siedziby paliwowego giganta wchodziła w futrze po kostki. Dbano tam pieczołowicie, by na posiedzeniach rady było ciepełko, bo pani Janeczka tak lubi. Ściągała futro uszyte ze zwłok norek, siadała i grillowała Daniela Obajtka i innych członków zarządu. Drżeli, bo przychodziła jako wysłanniczka samego Jarosława.
A formalnie była zaledwie skarbniczką PiS w Łodzi. W partii krążą opowieści, jak twardo traktowała jej członków i zbierała od nich składki. Siadała za stołem i każdy musiał zapłacić. A jeśli nie, to nie miała litości: nawet prof. Piotrowi Glińskiemu odmawiała wstępu do pokoi partii na ważne spotkanie, bo zalegał ze składką. Wszyscy wiedzieli, że „żelazna dama w bamboszach” ma realną władzę w łódzkim PiS i doskonałe kontakty z Jarosławem. A kto z panią Janeczką wojuje, od miecza Kaczyńskiego zginie.
W jego łaski wkupywała się dekadami. Zamawiała i przynosiła mu obiadki. Serwowała napary ziołowe, które sama pichciła. Woziła suszone kasztany. Stała się przyjaciółką domu. A gdy matka braci Kaczyńskich — Jadwiga — była już ciężko chora i wymagała drogiej opieki, to pani Janeczka pożyczyła Jarosławowi 200 tys. zł. Prezes PiS długo krył, od kogo ma te pieniądze, ale w końcu przed komisją etyki w Sejmie powiedział: od Goss.
To już jednak historia.
Nóż w sercu Goss
Kaczyński wściekł się na Goss potwornie. Bo jako wiceprezeska spółki Srebrna miała znaleźć siedzibę dla kameralnego muzeum prezydenta Lacha Kaczyńskiego, a tego nie dowiozła. Bo PiS-em w Łodzi rządziła tak bezpardonowo i forsowała swoich — jak się mówi w PiS — „chłopców” — że partia straciła władzę w województwie łódzkim.
Prezes PiS w rozmowie, której przebieg znamy, wygarnął wszystko Goss. Rzucił jej, że byłaby nikim, gdyby nie on, bo to jemu zawdzięcza wielkie zarobki w państwowym biznesie. Wyrzucił ją z zarządu spółki Srebrna, zdegradował do szeregowej członkini-emerytki w PiS. Z nożem wbitym w serce przez niegdysiejszą miłość, Goss przestała płacić za członkostwo, choć wcześniej to ona wyciskała z ludzi te pieniądze. Nie chciała się ukorzyć, choć chodziło o 5 zł miesięcznie emeryckiej składki na rzecz partii.
Kaczyński namaścił w Łodzi na jej następczynię posłankę Agnieszkę Wojciechowską van Heukelom (niegdyś w Kukiz’15). A ta w końcu wyprosiła u prezesa PiS zgodę na wyrzucenie Goss z partii.
Dziś Goss ma wokół siebie nieformalną służbę. Jej kierowcą jest wspomniany Ciebiada, który w PiS ma opinię politycznego ciamajdy, ale jednocześnie jest bogatym biznesmenem. Działał od lat wraz z żoną w branży krawieckiej, w której zbił majątek. Aż zabrakło mu miejsca na druku oświadczenia majątkowego, aby wymienić wszystkie nieruchomości. Ma domy o powierzchni: 200 m kw., 80 m kw., 170 m kw., 170 m kw. Stoją na działkach, których powierzchni nie podał. Mieszkania: 49 m kw., 38 m kw., 49 m kw., 37 m kw., 55 m kw. A także gospodarstwo rolne warte 250 tys. zł.
Domy i mieszkania wyceniał na 600 albo 800 tys. zł — z jednym wyjątkiem, który oszacował na 2 mln zł. Ma też budynek pod działalność gospodarczą — również wart 2 mln zł oraz dwie działki rekreacyjne za 150 i 300 tys. zł. Wartości zegarka nie wpisał, ale po znanej marce można domyślać się, że to ok. 50 tys. zł.
Samochody? Siedem sztuk. Najnowszym nabytkiem wozi między Łodzią a Warszawą panią Janeczkę. I tak od lat. Znalazł w niej swoją protektorkę.
W polityce Ciebiada nie błysnął — przez kilka miesięcy był posłem, gdy zajął miejsce kolegi, który opuścił ławy sejmowe. Dziś jest radnym w powiecie pabianickim. O ile Goss bije prosto między oczy i potrafi nawrzeszczeć, to sama nigdy nie miała ambicji politycznych. Co innego szofer. Choć zachowuje się przy niej jak gołąbek, to aż kipiał ambicją. — Polityka to pomoc drugiemu człowiekowi. Myślę, że przede wszystkim to wspieranie słabszych. Jest ona dla ludzi, którzy mają silne charaktery. Ja się w niej zakochałem. Dostrzegam w niej drugiego człowieka. Jeżeli przestajemy go widzieć, to nie nadajemy się do niej — mówił w swojej kampanii w 2019 r. do Sejmu.
Mandatu nie zdobył. Za to pracę w PGE już tak. Do PiS wciąż należy, choć po grillu u Morawieckiego jest już na wylocie.

