Superbohater w stylu „Zielonej Latarni”, hokeista, dowódca okrętu wojennego — takim wizerunkiem siebie Donald Trump już nas raczył. Teraz doszedł do tego kowboj z opakowań Marlboro. Ucieczka od oceny przed zbliżającymi się wyborami śródokresowymi jest w jego przypadku zrozumiała. Ale istnieje ryzyko, że wyborcy postanowią ocenić go za jego prawdziwe dokonania.
Donald Trump wjeżdża na konwencję Partii Republikańskiej w Dallas niczym kowboj. Obrazek ten pokazuje, jaka jest stawka — czy prezydent zdoła przekonać swoich zwolenników, by oceniali jego drugą kadencję przez pryzmat tego heroicznego wizerunku, który pomógł mu wygrać wybory, a nie wyłącznie na podstawie dotychczasowych efektów jego rządów?
Tak dosłownej metafory jeszcze nie było. Partia Republikańska za 16 dol. sprzedaje osłonki na puszki z wizerunkiem prezydenta na koniu i w białym kapeluszu Stetsona. U góry znajduje się napis „Dallas”, a grafika nawiązuje do starej stylistyki papierosów Marlboro. Trump tymczasem instruuje zwolenników, by podeszli do listopadowych wyborów, jakby na liście kandydatów było jego własne nazwisko:
— Udawajcie, proszę, że to ja jestem na karcie do głosowania. Kowboj Trump na ratunek.
Zestawienie wizerunku kowboja z tym apelem pozwala zrozumieć coraz bardziej fantazyjny polityczny wizerunek Trumpa. Choć może wydawać się kiczowaty, może też spełniać praktyczną funkcję dla prezydenta stojącego przed jednym z najstarszych problemów amerykańskiej polityki — rządzenie sprawia, że polityczne obietnice z czasem ustępują miejsca wymiernym efektom rządów.
Trump. Od prezydenta do bohatera
To dla Trumpa chleb powszedni — jest prezydentem, który nigdy nie polegał na zwyczajnym wizerunku politycznym, tak zresztą było, zanim trafił do Białego Domu. Już przed wejściem do polityki jego publiczny wizerunek był częściowo wykreowany przez telewizję, a podczas swojej drugiej kadencji w Białym Domu poszedł jeszcze o krok dalej.
W ostatni długi weekend z okazji święta pracy Biały Dom opublikował serię memów pokazujących Trumpa jako:
- superbohatera w stylu Zielonej Latarni budującego mur na granicy i fabryki;
- hokeistę górującego nad kanadyjskim premierem Markiem Carneyem
- czy dowódcę na pokładzie okrętu wojennego atakującego flotę wroga.
Wcześniejsze obrazki przedstawiały już Trumpa u boku historycznych postaci na koniach, a inne obsadzały go w rolach religijnych czy wojskowych. To, co się zmieniło, to ich rola.
Kandydat może prosić wyborców, by wyobrazili sobie to, co osiągnie. Urzędujący prezydent musi jednak zmierzyć się z tym, jak wyborcy oceniają to, co faktycznie zrobił. Trump wchodzi w sezon wyborczy z konkretnym bilansem: ceny, cła, produkcja, konflikty za granicą i inne efekty prawie dwóch lat urzędowania. Dystans między fantastycznym internetowym wizerunkiem Trumpa a realnymi wyzwaniami jego administracji staje się coraz bardziej widoczny, im bliżej listopadowych wyborów śródokresowych.
To sprawia, że superbohater, dowódca, a teraz kowboj pełni funkcję polityczną wykraczającą poza zwykły wizerunek. Każda taka kreacja pozwala Trumpowi wrócić do formy trudnej do zmierzenia ekonomicznym wskaźnikiem czy rachunkiem za zakupy. To silny człowiek, który buduje! Wygrywa! Walczy! Dominuje! Wcześniej Trump bohater był przede wszystkim obietnicą tego, czym może być jego prezydentura. Dzisiaj istnieje obok faktycznych, ocenianych dwóch kadencji.
Im bardziej skomplikowany staje się jego bilans, tym bardziej opłaca mu się ponownie przedstawiać się jako postać, a nie urzędujący prezydent, przenosząc się tym samym z obszaru rozliczeń z powrotem do świata aspiracji.
Trump ucieka z pułapki prezydenckiej
Prezydenci USA mają powód, by szukać ucieczki od typowej oceny przed wyborami śródokresowymi. Od 1938 r. partia, z której wywodzi się lokator Białego Domu, traciła mandaty w Izbie Reprezentantów w 20 z 22 takich głosowań, a skala tych strat jest ściśle powiązana z poziomem poparcia dla głowy państwa.
Można zrozumieć Trumpa — w końcu zna ten problem z własnego doświadczenia. W 2018 r. demokraci zdobyli 41 miejsc w Izbie Reprezentantów, przejmując kontrolę podczas jego pierwszej kadencji. Jego odpowiedź na 2026 r. wydaje się jednak dość niecodzienna. Zamiast dystansować republikanów w Kongresie od niepopularnego prezydenta, Trump stara się uczynić siebie jeszcze bardziej centralną postacią. To on wymyślił konwencję w Dallas, był mocno zaangażowany w jej organizację i miał wystąpić w oba wieczory.
Wizerunek Marlboro Mana idealnie wpisuje się w tę strategię. Kowboja ocenia się po twardości i pewności siebie, prezydenta — po efektach rządzenia. Im bardziej Trump zdoła połączyć te dwie tożsamości, tym bardziej głosowanie w wyborach śródokresowych może stać się wyrazem lojalności wobec politycznego bohatera, a nie prostą oceną jego osiągnięć.
Każdy mit ma swoje granice
Może nie warto się nad tym wszystkim za bardzo zastanawiać. Być może kowboj Trump to po prostu sposób na frekwencję.
Trump zawsze potrafił wzbudzać emocje za pomocą widowiska, by utrzymać zaangażowanie swoich zwolenników. Konwencja w Dallas opiera się na tym samym założeniu — sprawić, by wybory śródokresowe jak najbardziej przypominały kolejne wybory Trumpa.
Problem w tym, że Trump może zmobilizować obie strony, a to byłby wyraźny kres strategii Marlboro Mana. Symbolika może podgrzać lojalność, ale nie wyczyści bilansu rządzenia. Jeśli wyborcy podejdą do listopadowych wyborów jako zwolennicy lub przeciwnicy urzędującego prezydenta, umieszczenie go w centrum może pomóc republikanom odtworzyć entuzjazm z wyborów prezydenckich. Jeśli jednak niezdecydowani skupią się na gospodarce i efektach rządzenia, kowboj będzie musiał konkurować z prezydentem.
Marlboro Man sprzedawał wizję Dzikiego Zachodu. Trump musi sprawdzić, czy ta wizja jeszcze się sprzeda, gdy wyborcy mają za sobą już prawie dwa lata z prezydentem.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

