PiS w sposobie zarządzania przypomina partię bolszewicką. Jest wąska grupka ludzi wokół szefa, z którymi on się kontaktuje. Tak jak wokół Stalina — opisuje jeden z polityków partii.
Zjeżdżają się limuzynami na otoczony starymi biurowcami szpetny parking. Parkują obok samochodu, którym jeździ z szoferem ich prezes. Jedni przemykają bocznym wejściem od strony parkingu z wylanej smoły i asfaltu. Inni — nie unikając dziennikarzy — od frontu.
Gdy wiadomo wcześniej, że prezes zwołał PKP (to skrót od prezydium Komitetu Politycznego PiS), a w partii wrze, to dziennikarze już koczują przy siedzibie partii na Nowogrodzkiej. Czekają na mniej więcej dwudziestkę przybocznych prezesa, którzy dostali SMS-y z zaproszeniami.
Rada Krajowa PiS
Foto: Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.pl
Kiedyś i teraz
Przed laty zaczynało się od legendarnej w partii Barbary Skrzypek — dyrektorki biura prezydialnego PiS. Dziś pani Basia już nie żyje — zmarła w zeszłym roku w wieku 66 lat. Kaczyński był z nią bardzo zżyty. Jak mówią w PiS, śmierć Skrzypek — zmarła na zawał serca trzy dni po przesłuchaniu przez prokurator Ewę Wrzosek w sprawie spółki Srebrna — to jedna ze spraw, których Kaczyński nie odpuści, jeśli wróci do władzy. Wedle opinii biegłych zawał serca nie był związany z wcześniejszym przesłuchaniem.
— Kiedyś osobiście dzwoniła pani Basia — wspominają w PiS. Dziś z Nowogrodzkiej przychodzą SMS-y do grupki członków PKP. To znak, że się jeszcze w partii jakoś liczą.
PKP zawsze odbywa się w tym samym miejscu: w salce konferencyjnej — tuż za wielką salą widowiskową na Nowogrodzkiej, w której odbywają się wieczory wyborcze i konferencje prasowe PiS.
KC PiS
Przecieki ze spotkań trafiają szybko najpierw do mediów, tak szeregowi członkowie partii dowiadują się, o co się pożarli wiceprezesi i jakie decyzje podjął prezes.
— PiS w sposobie zarządzania przypomina partię bolszewicką. Jest komitet centralny. Jest wąska grupka ludzi wokół szefa, z którymi on się kontaktuje. Tak jak wokół Stalina — opisuje jeden z polityków PiS.
To porównanie nie jest przypadkowe. Prezes PiS sam sypie anegdotami z życia Józefa Stalina, Włodzimierza Lenina i Mao Tse-tunga. Publicznie i w czasie spotkań. Jego ulubiona dykteryjka ze Stalinem, którą powtarzał po wielekroć, jest taka: do wodza przyszedł ze skargą poeta Surkow, działacz Związku Pisarzy ZSRR. — Literaci to straszna swołocz. Ten pederasta, tamten pijak, inny złodziej. A Stalin na to: — Na dzień dzisiejszy nie mogę wam zapewnić innych pisarzy.
Prezesa bardzo bawią te anegdoty. Człowiek z PiS: — W partii są dworskie zwyczaje. Jak ktoś nie dostanie SMS-a, to nawet nie wie, że jest spotkanie.
Inny: — Jesteś w niełasce, nie dostajesz SMS-a.
Trzy kręgi i cztery oczy
Wokół prezesa jest parę kręgów. One się rozrastają, aż konieczny jest kolejny — węższy.
Pierwszy krąg: Komitet Polityczny PiS. To krąg formalny, który przyklepuje decyzje prezesa uchwałami. Zbiera się co najwyżej parę razy w roku. Liczy ponad 50 osób. Na ostatnim posiedzeniu tego gremium (2 czerwca) nikt nie poruszył żadnej trudnej kwestii — nie było mowy o stowarzyszeniach w partii i o walce frakcji. Komitet jedynie przyklepał kilka uchwał, które formalnie trzeba było podjąć — choćby sprawozdanie finansowe i zatwierdzenie kandydata na prezydenta Krakowa. Komitet jest ciałem, z którego w PiS się wręcz żartuje. Na jednym z posiedzeń — dawnym co prawda, ale pamiętanym — przyklepano najpierw decyzję Kaczyńskiego o powołaniu rzecznika prasowego Marcina Mastalerka, a za chwilę przyklepano decyzję Kaczyńskiego o odwołaniu Mastalerka.
Wspomina jeden z rozmówców: — Jako duże ciało komitet był nieszczelny. Jeszcze w trakcie posiedzenia Ryszard Czarnecki wychodził z telefonem i dzwonił do TVN. Widzieliśmy na pasku TVN24, że już coś wypłynęło ze spotkania, które jeszcze trwało.
Drugi krąg: prezydium Komitetu Politycznego PiS, czyli PKP. To krąg nieformalny. Ten dziś jest najsławniejszy, ale jego formuła się wypala, a Mateusz Morawiecki ignoruje te spotkania, nad czym Kaczyński publicznie boleje. Wspomina polityk PiS: — Kiedyś Morawiecki siadał tuż obok prezesa. Teraz go w ogóle nie ma.
Trzeci krąg: wąskie PKP — bliższy krąg nieformalny. To — jak śmieją się w partii ci, którzy w ogóle wiedzą o jego istnieniu — „prezydium prezydium”. Grupa pięciu-sześciu osób z wierchuszki partii. Spotyka się rzadko i w zmiennym składzie, ale trzon to: oczywiście Kaczyński, a obok niego Piotr Gliński, Mateusz Morawiecki, Patryk Jaki, Tobiasz Bocheński, Jacek Sasin.
I krąg najbliższy: rozmowy w cztery oczy bądź przy kolacjach w dwie-trzy osoby. A to z Morawieckim, a to z Czarnkiem, a to z nimi oboma, przy asyście europosła Adam Bielana, w willi kuzyna Kaczyńskiego Jana Marii Tomaszewskiego na Saskiej Kępie bądź w gabinecie prezesa na Nowogrodzkiej.
Spotkania w najwęższym gronie to próby poklejenia tego, co wybuchło na spotkaniach PKP.
Morawiecki kontra Szydło
PKP narodziło się po tym, jak w 2015 r. PiS przejęło władzę. Wykluło się z Komitetu, który był już wtedy zbyt wielki, by wykuwać strategię partii.
Człowiek z długim stażem w PiS: — Beata Szydło jako premier była obchodzona w rządzie. Ona coś mówiła na posiedzeniu rządu, potem coś innego ustalała z ministrami. Ale to i tak było bez znaczenia, bo ci ministrowie potem chodzili do prezesa, żeby ustalać, co mają zrobić.
Szydło chciała mieć wpływ na swój rząd, a PKP dawało jej taką nadzieję. Raz lub dwa razy na miesiąc spotykało się wąskie grono wiceprezesów i marszałków z PiS. Prezes PiS coraz bardziej jednak gardził talentami politycznymi Szydło. Uznawał rząd za coraz bardziej niewydolny. PKP stało się forum zwalczania przez Morawieckiego rządu Szydło i udowadniania prezesowi, że powinien ją zdymisjonować, bo blokuje jego projekty gospodarcze. Pod koniec rządu Szydło zbierała cięgi już od niemal całego składu PKP.
Ten obrazek — całe PKP przeciwko komuś — wróci później, ale obiektem krytyki będzie już sam Morawiecki.
PKP odbywały się nawet w pandemii. Morawiecki miał też gorącą linię z prezesem partii. Dopiero na PKP w 2022 r. otarł się o dymisję.
Człowiek z PiS: — Tak do 2021 r. na PKP to głównie rozmawiało się o sprawach, a nie o ludziach. W 2022 r. zaczęły się ataki na Morawieckiego. Witek, Sasin, Macierewicz atakowali go bezpardonowo. Przekonywali, że Morawiecki jest już obciążeniem rządu.
Słynne PKP z 2022 r. omal nie doprowadziło do zmiany premiera. Wtedy po raz pierwszy Kaczyński poważnie przymierzył się do odwołania Morawieckiego z funkcji premiera. Ofertę przejęcia stanowiska dostała Elżbieta Witek — już zaczynała meblować rząd, ale prezes się cofnął.
Ciszej, by się nie wykrwawić
Z czasem PKP się rozrasta do około dwudziestki, bo Kaczyński doprasza kolejne osoby. Kogo? To np. europoseł Adam Bielan, Zbigniew Hoffmann (stary wiarus prezesa), Elżbieta Witek (była marszałek Sejmu), prof. Zbigniew Rau, Marek Pęk, Jacek Sasin. Niektórzy nie mają formalnego tytułu, ale to nie przeszkoda.
Klęska 2023 r. była szokiem. Wspomina człowiek z PiS: — Po wyborach PKP zaczęło się rzadziej spotykać. Przez trzy miesiące nie było żadnego zebrania.
Inny z PiS: — Część zakonu PC [wieloletnich druhów prezesa od czasów Porozumienia Centrum — red.] chciała rozliczeń. Ziobryści też chcieli rozliczać Morawieckiego po utracie władzy, ale Jarosław nie chciał żadnej rewolucji w partii. Kaczyński wiedział, że Morawieckiego będą bronić tylko Gliński z Terleckim — mówi człowiek z PiS.
Prezes nie chciał tworzyć areny do wykrwawiania się po utracie władzy, więc nie zwoływał PKP.
W końcu Kaczyński zaczął poszukiwania kandydata na prezydenta — na PKP ścierały się koncepcje wystawienia Karola Nawrockiego, Przemysława Czarnka i Tobiasza Bocheńskiego. To oddaliło wizję rozdarcia partii po klęsce 2023 r.
Jak podpadł Terlecki
PKP jako arena starć wróciło wraz z wojną domową w PiS — między frakcją Morawieckiego (zwaną w PiS „harcerzami”) a aliansem Czarnek-Bocheński-Jaki-Sasin (zwanymi „maślarzami”).
Stronę Morawieckiego najmocniej na tych spotkaniach trzymał zawsze Ryszard Terlecki, były szef klubu PiS, wicemarszałek i jeden z najbliższych współpracowników prezesa. Ale dwa razy mu podpadł w niewybaczalny sposób. Pierwszy — w czasie kampanii Nawrockiego poradził Kaczyńskiemu, by ten zrezygnował z fotela prezesa PiS, bo tylko w ten sposób może uratować kampanię prezydencką. Prezes PiS był o to wściekły. Drugi raz — w czasie kolacji w Krakowie w miesięcznicę pogrzebu Lecha Kaczyńskiego wynikła taka wymiana zdań. Terlecki: — Musi nastąpić zmiana pokoleniowa w PiS. Kaczyński: — Zmiana z tobą na czele. Terlecki: — Ja jestem na to gotowy, ale czy ty jesteś gotowy? Kaczyński: — Myślę o tym, ale ty nie myśl, że twój faworyt, Mateusz Morawiecki, przejmie mi PiS.
Po tym spięciu zrobiło się już tak nieprzyjemnie, że Kaczyński ze współpracownikami wyszedł z tej kolacji.
Terlecki jest na wylocie z PKP, a potem z Sejmu (prezes PiS już mu nie da biorącego miejsca na liście PiS w 2027 r., a to dla Terleckiego oznacza utratę mandatu).
Monologi i kłótnie
Cios w PKP zadał Morawiecki. Po tym, jak był gremialnie batożony na tych spotkaniach, zrezygnował z przychodzenia. Polityk z kręgu byłego premiera: — Początkowo były porządne dyskusje. Teraz to strata czasu. Nie ma sensu siedzieć w jednym pokoju z Anną Krupką czy Tobiaszem Bocheńskim.
Były premier na ostatnim PKP, na którym był, rzucił w kierunku „maślarzy”: „Z wami nie rozmawiam”. Po czym wyszedł na wywiad do Telewizji Republika.
— Morawiecki to pierwszy polityk PiS, który się z PKP wypisał. Jego rezygnacja zrobiła duże wrażenie w partii — mówi poseł PiS. To był pokaz siły, ale też poczucia wyższości. Siły, bo Morawiecki rozmawia z prezesem w węższych gronach lub w cztery oczy. A wyższości — bo stawia się ponad innymi w PKP. — Wy, idioci, sobie gadajcie, a ja jestem lepszy — opisuje zirytowany działacz PiS postawę ekspremiera.
Rola PKP dziś topnieje. — Znaczenie PKP jest mniejsze niż kiedyś, bo znaczenie prezesa spada. Kiedyś PKP się zbierało, by wysłuchać prezesa, i wszyscy się go słuchali — ministrowie, premierzy. Teraz PKP się zmieniło w monologi Kaczyńskiego, które są efektem jego frustracji, i kłótnie dwóch frakcji — mówi człowiek z PiS. Ostatnia była — tak ją opisują ludzie z jądra PiS — „karczemna awantura”. Teraz kłótni nie ma, bo bez Morawieckiego nie ma z kim się awanturować.
Inny zwraca uwagę, że na PKP brakuje coraz częściej jednego z wiceprezesów. Człowiek z PiS: — Proszę zwrócić uwagę, że tam już prawie nie przychodzi Joachim Brudziński. Jak ten organizm działał, to wszyscy rzucali wszystko, żeby tylko być. To się skończyło.
Brudziński jest bardzo wpływowym wiceprezesem, dziś europosłem. Znany jest z tego, że potrafi wygarnąć w żołnierski sposób i nie boi się mówić prezesowi, że ten się myli. Dla innych PKP jest wciąż ważne — do bólu. Niedawno zmarła matka Jacka Sasina — tego samego dnia było też PKP, a Sasin mimo osobistej straty był tego dnia na spotkaniu.
PKP do zmiany
W otoczeniu Morawieckiego można usłyszeć, że może on wrócić na PKP, ale to gremium musi się zmienić. Inni mówią, że jakiekolwiek spotkania w szerokim gronie nie mają sensu. — O wszystkim decyduje prezes, więc po co tam chodzić? — przekonuje jeden z rozmówców.
Człowiek z PiS, daleki od ekspremiera: — Prawie całe PKP chciało Przemka Czarnka na kandydata na prezydenta. Kaczyński potem zdecydował, że jednak Nawrocki. To kto decyduje?
I to prezes ma teraz zdecydować, kto będzie zasiadał w PKP. Na wyjazdowym spotkaniu klubu PiS — najostrzejszym w historii tej partii — w Sękocinie padła zapowiedź Kaczyńskiego, że Komitet Polityczny i PKP mają się zmienić. Chciała tego frakcja Morawieckiego.
Człowiek Morawieckiego: — Za dużo jest reprezentantów starej gwardii na PKP. Mają być nowe osoby, młodsi ludzie, ale nazwisk jeszcze nie ma. Jarosław chciał, żeby było więcej o strategii partii, a mniej personalnych potyczek.
Człowiek z otoczenia Kaczyńskiego: — Znając prezesa, to nie tylko Terlecki na stałe wyleci, ale prezes zrobi cięcia z obu stron i przytnie też „maślarzy”.

