— To, że prawego człowieka i dziennikarza niezależnej gazety wymieniono na przestępców, pokazuje prawdziwe oblicze tego reżimu. Nie miejmy złudzeń — to bandyci, a bandyci nigdy nie mają dobrych intencji — mówi o uwolnieniu Andrzeja Poczobuta z białoruskiego więzienia laureat Pokojowej Nagrody Nobla Aleś Bialacki, który podobnie jak Poczobut był więziony przez reżim Aleksandra Łukaszenki.
Newsweek: Jak przyjął pan wiadomość o uwolnieniu Andrzeja Poczobuta
- Uważa, że uwolnienie Poczobuta to taktyczny ruch Łukaszenki, a nie sygnał zbliżenia do Zachodu lub Polski
- Zdaniem Bialackiego powrót Poczobuta na Białoruś grozi kolejnym aresztowaniem i jest niebezpieczny
- Podkreśla, że sytuacja opozycji na Białorusi się nie poprawiła i wciąż więzieni są tam nowi polityczni przeciwnicy reżimu
Aleś Bialacki*: Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Andrzeja znam od ponad 15 lat. Poznałem go latem 2011 r. podczas jego pierwszego procesu w Grodnie, w którym był oskarżony o zniesławienie i znieważenie Łukaszenki. Przed procesem siedział w szizo [skrót od „sztrafnyj izolator”, karna izolatka red.], bardzo go wtedy wspieraliśmy. Na tamten proces przyjechałem do Grodna z Mińska.
Tym razem dzieliliśmy ten sam los, choć ja wyszedłem na wolność kilka miesięcy wcześniej. Cieszę się z tego, że i on wyszedł, bo siedział w naprawdę ciężkich warunkach. Jestem niezwykle rad, że wytrzymał. Widziałem jego zdjęcie zrobione niedługo po uwolnieniu. Lekko się na nim uśmiecha, to znaczy, że wszystko jest w normie. Andrzej to twardy człowiek, świetny dziennikarz i działacz polityczny.
Same okoliczności jego uwolnienia są przykre i znamienne. To, że prawego człowieka i dziennikarza niezależnej gazety wymieniono na przestępców — białoruskich czy rosyjskich szpiegów, bo wszystkiego jeszcze nie wiemy — pokazuje prawdziwe oblicze tego reżimu. Nie miejmy złudzeń — to bandyci, a bandyci nigdy nie mają dobrych intencji.
Bialacki: Uwolnienie Poczobuta to robota KGB
Optymiści łudzą się, że wypuszczenie na wolność Poczobuta może być sygnałem, że Łukaszenka chce się nieco zbliżyć do Zachodu. Pan też tak uważa?
— A gdzie tam! Do jakiego Zachodu! To taktyczny ruch Łukaszenki — on wszystko kalkuluje. Poprawił już relacje z Amerykanami. I dlatego specjalny wysłannik Trumpa na Białoruś John Coale pośredniczył w uwolnieniu Andrzeja. Jeśli chodzi o relacje z Polską, niewiele się zmieni. Łukaszenka uważa was za wrogi kraj.
Po prostu „przehandlował” pięciu więźniów na pięciu swoich?
— Cała ta wymiana to robota KGB, w Mińsku nikt tego nawet nie kryje. Nie dopatrywałbym się jakiegoś drugiego, politycznego dna. Nie ma co liczyć na to, że relacje Białorusi z Polską teraz się poprawią. A co do relacji Łukaszenki z Tuskiem, pamiętajmy, że Łukaszenka kiedyś wyrzucił go z Grodna [Tusk pojechał do Grodna w 2005 r. jako wicemarszałek Sejmu i kandydat na prezydenta RP, było to w czasie nasilonych represji reżimu wobec Związku Polaków na Białorusi — red.].
Bialacki: Andrzej Poczobut potrzbuje dwóch, trzech miesięcy
Pierwsze pytanie, jakie Andrzej zadał po uwolnieniu swemu redakcyjnemu koledze, brzmiało: „Czy będę mógł tam wrócić?”. Szefowa ZPN Andżelika Borys powiedziała mi, że Łukaszenka nie wydalił Andrzeja i jak będzie chciał, to może wrócić do Grodna i działać w ZPB. To dobry pomysł?
— Nie. Sądzę, że to brudna gra reżimu. My też wyjechaliśmy z Białorusi z ważnymi paszportami białoruskimi, ale po jakimś czasie zostały one anulowane przez władze. Poza tym obawiam się, że w przypadku Andrzeja powrót na Białoruś oznaczałby powrót do więzienia. Mam nadzieję, że jeszcze nie podjął żadnej decyzji w tej sprawie. Na razie jest pod wpływem silnych emocji. Przebywał tak długo w izolatce, że nie do końca jeszcze chyba rozumie, co się stało, co teraz będzie. Potrzebuje czasu, żeby dojść do siebie. Myślę, że potrzebuje jakichś dwóch, trzech miesięcy. Pytanie go już teraz o tak ważne kwestie, jak powrót jest ryzykowne.
Z własnego doświadczenia wie pan, że powrót do normalności zajmuje dwa, trzy miesiące?
— Dużo więcej, ale po dwóch, trzech miesiącach zaczynasz się orientować, na czym stoisz. I wtedy można człowieka pytać o zasadnicze sprawy.
Bialacki: W żaden układ Łukaszenką nie wierzę
Co poradziłby pan Andrzejowi?
— Żeby jak najszybciej znalazł się znów ze swoją rodziną. Kontakt z bliskimi, zajmowanie się sprawami rodzinnymi to rzecz najważniejsza po wyjściu z więzienia. I najlepsza terapia. Równie ważne jest podreperowanie zdrowia. Andrzej musi się gruntownie przebadać, podleczyć. To oczywista sprawa.
O powrocie nie powinien na razie myśleć?
— W żaden układ Łukaszenką nie wierzę. Powtarzam, wymiana szpiegów na Andrzeja to robota kagebistów. Nie ma co liczyć na kardynalną zmianę w podejściu reżimu do Andrzeja czy Polski. Chciałbym też przypomnieć, że chociaż ja i Andrzej odzyskaliśmy wolność i bardzo cieszymy się z tego powodu, to do białoruskich kolonii karnych trafiają wciąż nowi ludzie. Stosunek reżimu do opozycji nie zmienił się ani trochę. W więzieniach wciąż siedzą więźniowie polityczni.
* Aleś Bialacki (ur. 1962) jest białoruskim dysydentem i opozycjonistą, założycielem Centrum Obrony Praw Człowieka Wiosna, wielokrotnym więźniem Łukaszenki. W grudniu został wypuszczony z kolonii karnej o zaostrzonym rygorze w Gorkach. Odbywał tam 10-letnią karę pozbawienia wolności za „przemyt” i „wielokrotne naruszanie przepisów dotyczących organizacji i przeprowadzania imprez masowych” zasądzoną w 2023 r. przez sąd w Mińsku. Obecnie mieszka w Oslo z żoną Natalią Pinczuk.

