„Łomiarz” wychodził z więzienia już dwukrotnie. Za każdym razem niedługo po zakończeniu kary atakował kolejne kobiety. Od wtorku znów jest na wolności i choć objęto go nadzorem, nie ma gwarancji, że nie uderzy ponownie. — Po prostu nie ma prawa, które pozwoliłoby w jakikolwiek sposób temu zapobiec — komentuje to Dominika Długosz w podcaście „W związku ze śledztwem”.

Sutryk zrobił MBA w 42 dni. Ujawniamy, co jest w aktach sprawy Collegium Humanum

Henryk R., znany jako „Łomiarz”, to seryjny sprawca brutalnych napaści na kobiety, który terroryzował Warszawę na początku lat 90. Działał łównie w Śródmieściu. W latach 1992–1993 zaatakował 29 kobiet, pięć z nich zmarło w wyniku odniesionych obrażeń.

Pseudonim „Łomiarz” wziął się z ustaleń śledczych, według których podczas ataków posługiwał się łomem, metalową rurką lub innym tępym, ciężkim narzędziem. Uderzał ofiary w głowę, najczęściej z zaskoczenia, w ciemnych bramach, na pustych podwórkach i w mało uczęszczanych miejscach.

Motywy sprawcy określano jako skrajnie mizoginiczne. — Mówił wprost, że jego motywacją jest nienawiść. Mówił: „Nienawidzę kobiet. Za każdym razem jak widzę kobietę, to myślę, że powinna zostać wyeliminowana” — przytacza wypowiedzi sprawcy Dominika Długosz.

Wspomina, że z powodu „Łomiarza” w Warszawie „panowała psychoza”. — Kobiety bały się wychodzić na ulicę, bo on potrafił zaatakować trzy kobiety jednego dnia — tłumaczy.

Aby schwytać sprawcę, policja powołała specjalną grupę operacyjną o kryptonimie „Amnezja”. Nazwa odnosiła się do faktu, że wiele ofiar — w wyniku uderzeń w głowę — nie było w stanie zapamiętać wyglądu napastnika ani szczegółów ataku.

Henryk R. został zatrzymany w 1993 r. Jego pierwszy proces miał charakter poszlakowy. Początkowo został skazany na 25 lat więzienia, jednak po apelacji kara została obniżona do 15 lat.

Wyszedł na wolność w 2008 r., lecz już rok później ponownie zaatakował kobietę i wrócił do więzienia. Po kolejnym zwolnieniu w 2016 r. znów dopuścił się napaści, za co został skazany na 10 lat pozbawienia wolności. Łącznie — z przerwami — spędził w zakładach karnych ponad 30 lat.

Jak wyjaśnia Długosz, mężczyzna nie może zostać objęty tzw. ustawą o bestiach. — „Łomiarz” nie kwalifikuje się pod tę ustawę, bo czyny, które popełnił, mimo że pięć osób zmarło w efekcie jego ataku, nie były ze szczególnym okrucieństwem — mówi. Znaczenie ma także fakt, że pierwszy proces był procesem poszlakowym.

Po wyjściu z więzienia Henryk R. ma zostać objęty środkami nadzoru. — Będzie miał dozór 24-godzinny, będzie skierowany na terapię, która ma go leczyć z agresji. Ma urządzenie, które przez 24 godziny na dobę będzie monitorować, gdzie przebywa — wylicza Długosz. Zaraz jednak dodaje, że „polski wymiar sprawiedliwości i służba więzienna spodziewają się, że zaatakuje ponownie”. — No ale po prostu nie ma prawa, które pozwoliłoby w jakikolwiek sposób temu zapobiec — stwierdza.

— To jest debata, którą musimy przejść — uważa. — Nie mówię, proszę państwa, o Trybunale Konstytucyjnym. O sędziach. O sądach. O dostępach. Mówię o tym wymiarze praktycznym, którego my, przekształcając nasz wymiar sprawiedliwości z PRL-u do III Rzeczpospolitej, żeśmy po prostu nie przewidzieli.

Zdaniem Długosz to „absolutnie konieczna dyskusja”, którą powinni stoczyc politycy, „a nie zajmować się pierdołami”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version