Prezydent mówi sejmowej większości: albo ustawa trafi na moje biurko dokładnie w takiej formie, jak sobie tego życzę, co do przepisu, jeśli nie przecinka, albo podpisu nie będzie. To zupełnie sprzeczne z duchem polskiej konstytucji. Ale Karol Nawrocki nie może się też z przyjętej strategii już wycofać.

Prezydent po raz trzeci zawetował ustawę o kryptowalutach. Swoje weto uzasadnił tym, że parlament odrzucił większość zgłaszanych przez Kancelarię Prezydenta poprawek do dwóch poprzednich wersji ustawy. A tym samym na biurko głowy państwa trafiła zasadniczo ta sama ustawa, na którą wcześniej Karol Nawrocki dwukrotnie już się nie zgodził.

Jak politycznie interpretować ten ruch? Jak można przypuszczać, prezydent uznał, że bardziej politycznie ryzykowne byłoby dla niego ustąpienie rządowi i przyznanie się, że dwa poprzednie weta były błędem niż wzięcie na siebie odium przeciwnika regulacji branży, o której niedawno głośno było głównie w kontekście afer i pieniędzy utraconych przez jej klientów.

Być może w tej kalkulacji Nawrockiemu pomogło to, że temat Zondacrypto — giełdy kryptowalut, której klienci stracili pieniądze i wokół której mnożą się doniesienia o możliwych powiązaniach ze światem przestępczym — chwilowo nieco spadł z czołówek portali, gazet i telewizyjnych programów. Współczesny ekosystem medialno-polityczny działa w ten sposób, że afery, które kiedyś definiowałyby cały polityczny sezon, czasem przestają rozgrzewać emocje po kilku tygodniach, przesłonięte przez kolejny angażujący uwagę opinii publicznej temat.

Jednocześnie obóz rządowy nie zamierza odpuścić Nawrockiemu w temacie związków z „podejrzaną” branżą. Na trzecie prezydenckie weto premier zareagował wpisem na portalu X: „Brzmi niewiarygodnie, ale prezydent znów zawetował ustawę o kryptowalutach. Jest w to chyba bardziej uwikłany, niż wszyscy myśleli”. Cała strategia komunikacyjna rządu w reakcji na weto realizuje ten sam schemat: politycy koalicji sugerują, że branża może mieć wątpliwe powiązania, a blokowanie przez prezydenta jej regulacji ma jakieś tajemnicze, potencjalnie obciążające go motywy.

Można przypuszczać, że taki od początku był plan, że rząd nie bardzo wierzył, że Nawrocki w końcu podpiszę ustawę i kolejne jej przegłosowanie miało dać okazję do zaatakowania prezydenta za to, że broni interesów branży chwilowo budzącej wyjątkowo negatywne skojarzenia społeczne.

Jednocześnie, gdyby prezydent ustawę podpisał, to zostałoby uznane albo za przyznanie się do błędu popełnionego w przypadku dwóch poprzednich wet albo jako porażka Nawrockiego w starciu z rządem. A to mogłoby nieść dla głowy państwa większe polityczne koszty niż oskarżenia strony rządowej, że chroni kryptooszustów.

Cała strategia Nawrockiego w relacjach z rządem Donalda Tuska opiera się na dwóch filarach. Pierwszym jest niemal totalna jego delegitymizacja, konsekwentnie przedstawianego go jako w zasadzie najgorszy rząd w historii III RP. Prezydent nie był w stanie przyznać, że „najgorszy rząd w historii” może mieć rację nawet w tak kluczowej dla polskiego bezpieczeństwa sprawie jak SAFE, tym bardziej więc po długim sporze nie może przyznać, że rząd mógłby mieć rację co do kryptowalut.

Drugim filarem strategii Nawrockiego jest konsekwentnie maksymalistyczne i rozszerzające interpretowanie zapisanej w konstytucji prezydenckich prerogatyw. Nawrocki próbujący wyrwać sobie wpływ na kolejne obszary działania państwa, które konstytucja rezerwuje dla rządu i parlamentu, nie może się teraz wycofać i uznać, że parlamentarna większość ma prawo uregulować rynek kryptowalut, jak uważa za stosowne. A prezydent nie powinien nadużywać prawa weta za każdym razem, gdy nie podoba się mu jakiś konkretny przepis w ustawie.

A w sprawie ustawy o kryptoaktywach Nawrocki zachowuje się w sposób wyjątkowo ekspansywny. Spór dotyczy tu bardzo szczegółowych zapisów ustawy, prezydent próbuje użyć groźby weta do tego, by mikrozarządzać procesem legislacyjnym. Sięgając po raz trzeci po weto, prezydent mówi sejmowej większości: albo ustawa trafi na moje biurko dokładnie w takiej formie, jak sobie tego życzę, co do przepisu, jeśli nie przecinka, albo podpisu nie będzie.

Jest to zupełnie sprzeczne z duchem polskiej konstytucji i z tym, jak projektuje ona ustrój państwa, czyniąc przede wszystkim parlament ciałem odpowiedzialnym za proces stanowienia prawa. Prezydent może oczywiście w ten proces ingerować, sięgając po weto — co swoją drogą jest przepisem, z którego warto by zrezygnować albo zmienić tak, by Sejm mógł je odrzucić zwykłą większością głosów — ale cała tradycja ustrojowa i intencje twórców ustawy zasadniczej zakładały, że to ma być środek wyjątkowy, coś w rodzaju hamulca bezpieczeństwa. Nie zaś narzędzie szantażu prezydenta służące do wymuszania na parlamencie stanowienia prawa dokładnie w takim kształcie, jakiego życzy sobie prezydent.

Jednocześnie Nawrocki przekonuje się właśnie, że choć może zablokować każdą wychodzącą z Sejmu ustawę, to nie ma realnie żadnych narzędzi, by zmusić parlament do tego, by przegłosował jakikolwiek przepis w kształcie, jakiego oczekuje ośrodek prezydencki.

Efektem polityki bombardowania rządu wetami będzie ostatecznie legislacyjny klincz. I w przypadku ustawy o kryptoaktywach za chwilę istotne może się stać pytanie, kto — prezydent czy sejmowa większość — zapłaci za niego polityczną cenę.

Bo jeśli do końca czerwca nie zostaną wprowadzone odpowiednie regulacje, to — jak w lutym przestrzegała Komisja Nadzoru Finansowego — zgodnie z unijnym rozporządzeniem zarejestrowane w Polsce podmioty gospodarcze nie będą mogły prowadzić działalności gospodarczej w obszarze kryptoaktywów. W polskim systemie nie będzie po prostu odpowiedniej instytucji mogącej im wydać licencję.

Będą za to mogły działać w naszym kraju podmioty zarejestrowane w innych krajach, prowadzące w obszarze kryptoaktywów działalność trangraniczną w Polsce. Co oznacza znacznie słabszą ochronę polskiego konsumenta, niż gdybyśmy mieli lokalny rynek, regulowany i kontrolowany przez podległe polskiemu państwu instytucje. Gdy klienci kolejnej zarejestrowanej poza Polską giełdy stracą pieniądze, to zacznie się wzajemne obwinianie rządu i Tuska o to, że przez brak regulacji polscy inwestorzy nie mogli ulokować środków w zarejestrowanym w kraju, kontrolowanym przez państwo polskie podmiocie. I Karol Nawrocki niekoniecznie wygra tę rundę walki z Tuskiem.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version