Donald Trump nigdy nie był znany z politycznej lojalności, wręcz przeciwnie — ma on długą historię porzucania i poświęcania swoich politycznych przyjaciół. Ostatni przykład to włoska premierka Giorgia Meloni. A to powinno szczególnie niepokoić prezydenta Karola Nawrockiego.

Podczas spotkania z szefem NATO, Holendrem Markiem Rutte, Donald Trump nagle przywołał Polskę i Karola Nawrockiego. Amerykański przywódca chwalił się tym, że politycy, których popiera w wielu państwach świata, dzięki jego poparciu wygrywają wybory, choć bynajmniej nie przystępują do wyborczego wyścigu jako faworyci.

— To samo miało miejsce w Polsce. On zajmował 10. miejsce, poparłem go. Nie lubiłem wcale człowieka, który był prezydentem. Poparłem go, był wojownikiem, dobrym wojownikiem. Z 10. miejsca wygrał. Mówi się, że to była sensacja w Europie, największa od 50 lat. Będzie świetnym prezydentem — mówił Trump, wypowiadając się o naszym obecnym prezydencie.

Komentatorzy spekulują teraz, co właściwie amerykański prezydent miał na myśli. Bo w jego wypowiedzi absolutnie nic się nie zgadza.

Nawrocki nigdy przecież nie startował z „dziesiątego miejsca” w sondażach. Jako kandydat jednej z dwóch największych partii od początku był jednym z dwóch faworytów, jeśli nie do zwycięstwa, to do drugiej tury. Prezydentem w momencie wyborów był też Andrzej Duda z PiS. A więc polityk, który — jak sam zapewniał przez 10 lat — miał przecież mieć doskonałe relacje z Trumpem. Tymczasem z wypowiedzi Trumpa można było odnieść wrażenie, że myśli on, iż Nawrocki wygrał z urzędującym, nielubianym przez Amerykanina prezydentem.

Opcje są cztery. Pierwsza taka, że amerykańskiemu prezydentowi — czy to z racji wieku, czy letnich upałów — wszystko się już ze wszystkim miesza. Druga, że tylko bardzo odlegle kojarzy co się w ogóle dzieje w polskiej polityce. Trzecia, że mimo wszystko nie lubił Dudy. Pamiętając, jak w 2025 r. kazał mu na siebie czekać w hotelu, gdzie odbywała się konferencja CPAC, coś może być na rzeczy. Czwarta, że gdy Duda nie jest mu już potrzebny, Trump spektakularnie wrzucił go pod autobus — być może zapominając, że kiedyś deklarował przyjaźń — by efektownie pochwalić się tym, jak „stworzył” Nawrockiego.

Nie można wykluczyć, że na wypowiedź Trumpa złożyły się wszystkie te cztery czynniki. Żadna z tych opcji nie wygląda też dobrze z punktu widzenia politycznej narracji obozu prezydenckiego i jego pomysłu na politykę międzynarodową „dużego pałacu”.

Zacznijmy od opcji numer cztery, bo to ona powinna szczególnie niepokoić prezydenta Nawrockiego. Donald Trump nigdy nie był znany z politycznej lojalności, wręcz przeciwnie — ma on długą historię porzucania i poświęcania swoich politycznych przyjaciół.

Niemal cały gabinet Trumpa z jego pierwszej kadencji jest dziś z nim skonfliktowany, a wiele osób pracujących dla prezydenta w latach 2017–2021 w wyborach w 2024 r. przestrzegało przed jego powrotem do władzy. W obecnej kadencji, gdy Trump zauważył, że operacja ICE w Minnesocie — gdzie ta służba zabiła dwóch amerykańskich obywateli — zmienia się w wizerunkową i polityczną katastrofę, nie miał skrupułów, by poświęcić najpierw amerykańskiego komendanta odpowiednika Straży Granicznej, Grega Bovino, a następnie sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Stanów Zjednoczonych, Kristi Noem.

Nie lepiej Trump zachowuje się wobec przyjaciół na arenie międzynarodowej. Co najlepiej pokazuje przykład Giorgii Meloni. Włoszka uchodziła za jedną z najbliższych ideologicznie i politycznie szefowych rządów w Unii Europejskiej. Jako jedyna szefowa rządu z Unii uczestniczyła w inauguracji drugiej kadencji Trumpa, wcześniej latała do Mar-a-Lago na Florydzie. Ta relacja załamała się jednak wiosną tego roku, głównie wokół wojny w Iranie.

Trump oczekiwał, że państwa NATO — w tym Włochy — pomogą mu w wojnie, Meloni, czemu trudno się dziwić, nie chciała mieć z nią nic wspólnego.

Włoska premierka nie zgodziła się na to, by Amerykanie wykorzystali swoje bazy na Sycylii do transportu broni, która miała być użyta w wojnie, skrytykowała też Trumpa za to, co mówił o także krytycznym wobec konfliktu papieżu Leonie XIV. Trump w odpowiedzi zaatakował w kwietniu Meloni w wywiadzie dla włoskiego konserwatywnego dziennika „Corriere della Sera”, w którym zarzucił Włoszce brak odwagi, by przeciwstawić się Iranowi. Groził też, że gdyby Teheran zdobył broń atomową, to nie wahałby się, by zniszczyć Włochy „w dwie minuty”.

Kłótnie między dwojgiem przywódców trwają do dziś. W zeszłym tygodniu Trump powiedział włoskiej telewizji, że Meloni „błagała go o wspólne zdjęcie” na szczycie G7, na co on zgodził się tylko dlatego, że „było mu jej żal”. Tę narrację powtórzył później na swoim medium społecznościowym Truth Social, gdzie napisał, że Meloni potrzebowała zdjęcia z nim, by ratować swoje fatalne sondaże. Znów — tak jak w narracji o polskich wyborach z zeszłego roku — nic się tu nie zgadza. Meloni jest polityczką znacznie popularniejszą we Włoszech niż Trump i to właśnie związki z amerykańskim prezydentem są uważane za jej potencjalne obciążenie w przyszłorocznych wyborach.

Czy prezydent Nawrocki naprawdę może mieć pewność, że uniknie w przyszłości podobnych sytuacji? Kilka tygodni temu udało mu się dobić do Trumpa, co załagodziło kryzys wokół zapowiedzi redukcji obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Następnym razem polski prezydent może mieć jednak mniej szczęścia i może się znaleźć w sytuacji, gdy do wyboru będzie miał albo zgodzić się na spełnienie nieakceptowalnego dla polskiej opinii publicznej żądania amerykańskiego prezydenta, albo narazić się na podobne upokorzenia ze strony Trumpa, jakich dziś doświadcza Meloni czy — pośrednio, bez wymieniania nazwiska — Andrzej Duda.

Meloni podobne starcia z Trumpem nie szkodzą, można nawet powiedzieć, że wzmacniają ją politycznie w jej własnej ojczyźnie. Włoska premierka nie zainwestowała jednak tak wiele politycznego kapitału w zostanie włoską franczyzą MAGA, jak Nawrocki w zostanie polską, a jej polityka zagraniczna, obok transatlantyckiego, ma też coraz mocniejszy europejski filar — zupełnie nieobecny w polityce Nawrockiego. Polski prezydent i jego otoczenie całą przyszłość Polski chcą budować na specjalnych relacjach nawet nie ze Stanami, lecz z Trumpem i ruchem MAGA — który za kilka lat może być już tylko historią.

Przy tym specyficzny stosunek do politycznych sojuszników to niejedyne ryzyko związane z taką strategią. Wypowiedź Trumpa o Nawrockim zwraca uwagę na jeszcze kilka problemów z amerykańskim prezydentem. Po pierwsze, ponawia pytania o jego stan mentalny i zorientowanie w tym, co realnie się dzieje na świecie.

Po drugie, o to, na ile w ogóle Polska i nasz region są jakkolwiek dla Trumpa istotne. Gdy jakieś państwo traktujemy jako kluczowego sojusznika, to raczej pamiętamy, kto był prezydentem trochę ponad rok temu. Nie jest to nawet problem Trumpa: Stany są globalnym mocarstwem, a Polska tylko — ale też aż — jednym z wielu lokalnych sojuszników Waszyngtonu. Taka relacja nigdy nie będzie symetryczna. I w niczym nie przekreślając kluczowej roli naszych transatlantyckich sojuszy, warto o tym pamiętać i nie upajać się politycznie tym, gdy Trump — albo inny prezydent — mówi, jak bardzo przyjaźni się z tym czy innym polskim politykiem. Trzeba dbać o jak najlepsze osobiste więzi także z Trumpem, ale lepiej nie zapominać o całym bagażu, jaki niesie ze sobą ta postać.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version