— Wyjeżdżam z Polski do Brukseli, bo zdaję sobie sprawę, jakie będą wyniki następnych wyborów. Będą lali ludzi wszędzie, gdzie będą protesty — mówi w podcaście „Rachunek sumienia” Marta Lempart, aktywistka, współtwórczyni Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.
MARTA LEMPART O ŚLUBIE ZE SWOJĄ PARTNERKĄ: ZROBIĘ Z TEGO KAMPANIĘ PRZECIWKO POLSKIEMU RZĄDOWI
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Lempart jest pewna, że nawet jeżeli KO wygra wybory parlamentarne w 2027 r., to nie będzie w stanie utworzyć rządu. Aktywistka uważa, że arytmetyka sejmowa jest przeciwko partii Donalda Tuska. — Natomiast po drugiej stronie będzie jak jedna pięść. Te wszystkie szopki, które teraz się odbywają, nie mają to znaczenia. Rząd Jarosława Kaczyńskiego będzie miał poparcie Konfederacji Brauna, będzie miał poparcie Konfederacji Mentzena i Bosaka. A moje doświadczenie z tą „uśmiechniętą Polską” jest takie, że nic się nie zatrzymało. Ścigają mnie tak samo ci sami policjanci, ci sami prokuratorzy. Dostaję wyroki, czekają mnie apelacje, neo-sędziów jest coraz więcej. „Uśmiechnięta Polska” ściga mnie za protesty z tego [obecnego] czasu, więc to się nie zatrzyma, będzie tylko gorzej — uważa Lempart.
Aktywistka dodaje, że nie chce być jak Zbigniew Ziobro i „się gdzieś skryć”. — Nie przemawia do mnie idea, że w każdej chwili może mi wejść do domu ktoś razem z drzwiami, a tak będzie, bo następna władza będzie brutalniejsza niż sam PiS.
Ślub w Brukseli
— Jaki jest plan? — pyta prowadząca „Rachunek sumienia” Magdalena Rigamonti.
Lempart opowiada, że w Brukseli nie będzie mogła zająć się polityką i startować w wyborach, ani pracować w większości instytucji związanych z ONZ i UE, bo jest karana. — Nie mam przed sobą żadnej kariery, mam pozamykanych mnóstwo drzwi — mówi.
W Brukseli będzie mogła pracować po angielsku i po trzech miesiącach wziąć ślub ze swoją partnerką Izą. — I pójść do sądu po transkrypcję naszego aktu małżeństwa i zrobić z tego maksymalnie dużą kampanię przeciwko polskiemu rządowi za to, że po tym, jak kobiety i młodzi ludzie przynieśli mu zwycięstwo, robi wszystko, żebym ja była dalej ćwierć obywatelką — tłumaczy Lempart.
Mówi, że rząd Donalda Tuska nic nie zrobił ze 100 konkretami, które obiecywał zrealizować po wygraniu wyborów parlamentarnych i przez to przegrał potem wybory prezydenckie. — Wyobraźmy sobie sytuację, w której rząd wrzuciłby te sto ustaw i przepuściłby je przez Sejm i potem wszystkie te ustawy zawetowałby Andrzej Duda. Jak gigantyczna byłaby frekwencja na wyborach prezydenckich? Ludzie chcieliby iść i zagłosować na kogoś, kto nie będzie rzucał tych wet — uważa Lempart.
Lempart o homofobach w polskiej polityce
Rigamonti przypomina, że wprowadzenie związków partnerskich było 46. pozycją na liście 100 konkretów Koalicji Obywatelskiej.
— Ten rząd jest pani zdaniem homofobiczny? Donald Tusk jako premier jest homofobiczny? — pyta prowadząca „Rachunek sumienia”.
— Absolutnie jest, choćby poprzez lekceważenie wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Zobaczmy, jak ówczesna opozycja niosła na sztandarach praworządność i właśnie wyroki TSUE. A teraz mamy wyrok TSUE, który jest do implementacji po prostu. Tam nie trzeba żadnej ustawy. I rząd kłamie, że trzeba coś tu zmienić, trzeba coś zbadać. Otóż nie, panie ministrze Kierwiński, dobrze byłoby może, gdyby pan przestał kłamać. Proszę sobie wyobrazić, że w ustawie — prawo o aktach stanu cywilnego — nie ma słowa kobieta i mężczyzna, tylko są małżonkowie.
— Ale w konstytucji jest mężczyzna i kobieta — mówi Rigamonti.
— Profesor Łętowska tysiąc razy już to obaliła — odpowiada Lempart. — Szczególny rodzaj małżeństwa kobiety i mężczyzny jest pod opieką i ochroną. To nie znaczy, że inny rodzaj jest nielegalny albo że nie może być pod opieką i ochroną. To jest kompletna bzdura.
Lempart mówi, że z Brukseli będzie walczyła o związki partnerskie w Polsce. — Nie zasłużyłam na takie traktowanie. Nie zasłużyłam na to, żeby marszałkiem Sejmu był facet — mówię tu o Hołowni — którego celem w życiu jest, żeby Polska nigdy nie była świecka, żeby kobiety nigdy nie miały praw i żeby osoby LGBT nigdy nie miały praw, bo jego religia nam nie pozwala. To mi zaserwowała „uśmiechnięta Polska”. Marszałka Sejmu, który jest homofobem i który jest katolickim fundamentalistą.
Lempart opowiada, że w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy dostała od PiS zakaz wstępu do Sejmu. Było to oficjalne pismo, od którego mogła się odwołać. Natomiast od marszałka Hołowni dostała zakaz ustny. — Był po prostu stosowany, a ponieważ nie dostałam tego na piśmie, nie mogłam się odwołać — mówi aktywistka.
Zwraca uwagę, że Szymon Hołownia i jego partia są przeciwnikami aborcji, podobnie jak nowa przewodnicząca Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. — To jest w tym stylu, który przez wiele lat stosowała Platforma Obywatelska. Ja widzę ten brief — pierwsze w briefie jest, że musi być coś społecznego, więc dajmy mieszkania, żeby nas o prawa człowieka nie pytali. Zakaz aborcji i zero praw dla osób LGBT — to nie jest wyraziste centrum. To jest skrajna prawica, pani przewodnicząca. Pani jest przedstawicielką skrajnej prawicy.
Lempart o zmęczeniu
— Straciłam wszystkie zasoby, jakie miałam, fizyczne i psychiczne, o finansowych to w ogóle nie mówię. Straciłam je na to, żeby w Polsce było lepiej i okazało się, że to w ogóle nie o to chodziło, tylko o to, żeby panowie mieli dalej władzę. Teraz to nie jest już walka przeciwko rządowi, to jest walka o mnie. Dominuje we mnie poczucie, że bardzo dużo straciłam. Jestem po prostu tym umęczona, nie wiem, jak wyglądać będzie moja przyszłość. Nigdy nie chciałam wyjechać.
Lempart mówi, że chce, żeby jej partnerka Iza czuła się bezpieczna. — Nie godzę się na to, żeby moja rodzina, moi przyjaciele, moi rodzice, którzy są coraz starsi, ponosili konsekwencje. W tamtych czasach było tak, że to moi rodzice dostawali pogróżki — pisemne listy na ich adresy. Mieli też ogromne kłopoty z politycznych powodów. I nie mogę im tego zafundować, minęło 10 lat, oni są starsi i chcę, żeby żyli w spokoju.
Aktywistka dodaje, że nadchodzi czas, aby po jej wyjeździe w Strajku Kobiet stery przejął ktoś nowy. — Będzie nowa władza, będzie nowy opór. Ludzie się będą inaczej organizować, bo ta następna władza będzie bardzo, bardzo brutalna. Nie będzie tak jak teraz, że tylko w Warszawie, Katowicach i Wrocławiu policja kogoś bije. Będą lali ludzi wszędzie, gdzie będą protesty.
Czy Lempart czegoś żałuje? Jeśli tak, to tego, że „była kompletnie naiwna w kwestii angażowania się w politykę”. Aktywistka wymienia osoby, które z pomocą Strajku Kobiet weszły do polityki. — Mówię o Dorocie Łobodzie, mówię o Kasi Kotuli, mówię o bardzo wielu posłankach Lewicy. Nie mają nic do powiedzenia. To nie jest kwestia ich stosunku do mnie, to kwestia tego, że są w takim układzie, w którym nie mają nic do powiedzenia w polityce. Zawiodłam, bo nie zbudowałam struktury, która byłaby na to odporna, nie zajęłyśmy się tymi osobami, które chciały wejść w politykę, nie zadbałyśmy o ich zabezpieczenie, czy też stworzenie im takiego zaplecza, żeby one miały coś do powiedzenia. Myślałam, że pójdą, zostaną posłankami i zmienią świat — opowiada Lempart.
Czym jest „Rachunek sumienia”?
Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.