-
Ciało wieloryba wyrzucone przez morze na plażę w rezerwacie Mewia Łacha znajduje się w zaawansowanym stanie rozkładu, co utrudnia identyfikację gatunku i nasila problem z jego usunięciem z uwagi na szczególny status ochronny miejsca.
-
Próbki DNA zwierzęcia mają zostać pobrane, aby określić jego gatunek, a decyzja o dalszym postępowaniu ze zwłokami należy do kilku instytucji, w tym Stacji Morskiej w Helu i Urzędu Morskiego w Gdyni, przy uwzględnieniu obecności gniazd ptaków w okresie lęgowym.
-
Dostęp do miejsca zdarzenia w rezerwacie objęty jest ścisłą kontrolą, wstęp jest zakazany dla osób postronnych, a działania na terenie chronionym muszą uwzględniać ryzyko szkód dla przyrody.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
O wyrzuceniu przez fale Morza Bałtyckiego ciała wieloryba na polską plażę koło Mikoszewa pod Gdańskiem informowaliśmy w Zielonej Interii wczoraj. Ciało zwierzęcia nieznanego gatunku musiało dryfować w Bałtyku od wielu tygodni, gdyż jest mocno rozłożone. Tak mocno, że identyfikacja jest trudna, poza tym, że to któryś z fiszbinowców i fałdowców – a zatem na pewno któryś z płetwali, pływacz albo humbak. Humbaki zwane długopłetwcami oceanicznym i z nieznanych powodów ostatnio szczególnie często wpływają na Bałtyk, chociaż nie jest to morze odpowiednie do życia i pływania ani dla nich, ani dla żadnego dużego walenia. Żyje tu tylko jeden rodzimy gatunek – nieduży, ledwo dwumetrowy morświn zwyczajny. On znosi dobrze trudne warunki stawiane przez Bałtyk, z płyciznami i bardzo niskim, szkodliwym dla waleni zasoleniem na czele.
Skąd się wzięło ciało wieloryba pod Gdańskiem, nie wiadomo, ale ten kolejny przypadek budzi refleksję na temat tego, co dzieje się z tymi zwierzętami w ostatnich latach. Migrują one z wód cieplejszych ku Arktyce, by tam się żywić i z powrotem, by odbyć gody i urodzić młode. W trakcie tych wędrówek przez Atlantyk niektóre skręcają na Morze Północne i płyną dalej cieśninami duńskimi na Bałtyk. Coraz częściej. Budzi to sensację, ale dla tych zwierząt jest groźne.
Wieloryb leży w bardzo nieszczęśliwym miejscu, koło gniazd
Jak podaje PAP, wieloryb został zauważony na terenie rezerwatu Mewia Łacha przy ujściu Wisły przez strażnika pełniącego dyżur na tym obszarze. Ogromne zwierzę zaobserwowali także pasażerowie rejsów turystycznych organizowanych w celu obserwacji fok. – Dopiero próbki DNA, które prawdopodobnie zostaną pobrane jutro, mogą dać stuprocentową odpowiedź, jaki to gatunek – zaznacza Jan Wilkanowski z Błękitnego Patrolu WWF, cytowany przez agencję. Wyjaśnił, że o dalszym losie truchła zadecydują właściwe instytucje, w tym Stacja Morska w Helu, Urząd Morski w Gdyni oraz regionalne lub centralne organy ochrony środowiska. Sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że martwe zwierzę leży zaledwie kilka metrów od ptasich gniazd, a obecnie trwa okres lęgowy.
– Nie jest to pierwszy przypadek, gdy fale Bałtyku wyrzuciły na brzeg martwego walenia. Jednak tutaj mamy sytuację szczególną, ponieważ zwierzę znalazło się na terenie ścisłego rezerwatu. Wszelkie działania związane z ewentualnym przemieszczeniem ciała zwierzęcia mogą wiązać się z konsekwencjami. Kilka metrów dalej są już gniazda ptaków. I tutaj się pojawia dylemat jak, i czy w ogóle ciało wieloryba będzie przemieszczane – tłumaczył.

Gapie nie mogą wchodzić na teren rezerwatu
Wilkanowski przestrzegał również przed wchodzeniem na teren rezerwatu, który objęty jest ścisłą ochroną przyrodniczą, szczególnie w okresie lęgowym ptaków. Dostęp do miejsca znaleziska jest niemożliwy dla osób postronnych, a wejście na ten teren wymaga specjalnych zezwoleń – Pojawienie się człowieka w tym rejonie jest zakazane. Każda ingerencja może wyrządzić szkody w przyrodzie – podkreślił.
Jak przekazała rzeczniczka Urzędu Morskiego w Gdyni Magdalena Kierzkowska, na obecnym etapie nie zapadły jeszcze decyzje dotyczące dalszego postępowania ze zwłokami zwierzęcia.













