Mateusz Morawiecki z „harcerzami” odpala kolejny swój raport programowy — o finansowaniu inwestycji w samorządach. Robi to w oderwaniu od Nowogrodzkiej. Krytycy byłego premiera w partii żartują, że były premier tworzy „zielone kamikaze”.
Nie ma dzisiaj jednego Prawa i Sprawiedliwości. Jest PiS duży — to Jarosław Kaczyński, dominująca część wierchuszki partii i większość posłów. Temu PiS-owi ton nadają „maślarze”, czyli alians Tobiasza Bocheńskiego, Patryka Jakiego, Jacka Sasina i namaszczonego na kandydata na premiera Przemysława Czarnka.
Zakneblowani
Mniejszy PiS to frakcja „harcerzy” pod wodzą Mateusza Morawieckiego. Ma on swój zespół programowy „Dla Polski”. Parę tygodni temu pokazał strategię gospodarczą „Powered by Poland”, a teraz program finansowania inwestycji w samorządach „Polska jednej prędkości”.
Między frakcjami nie ma koordynacji. Działają na własną rękę, programy piszą oddzielnie. Oba PiS-y są wobec siebie wrogo nastawione, ale zakneblowane, bo Jarosław Kaczyński zakazał krytyki wewnętrznej konkurencji oraz krytyki rządów Morawieckiego i Beaty Szydło, a kto zakaz złamie, ma być przez partię — jak powiedział Kaczyński — „odrzucony”. W partii nastąpiła więc deeskalacja.
Oba ośrodki mają w pogardzie możliwości drugiej strony. Wśród „harcerzy” powszechne jest drwienie z Jacka Sasina jako gospodarczego mózgu „maślarzy”. Z kolei wśród polityków PiS sympatyzujących z „maślarzami” wehikuł Morawieckiego — planowane stowarzyszenie, a dziś istniejący zespół programowy „Dla Polski” — jest nazywany szyderczo „zielonym kamikaze” (nazwa od Europejskiego Zielonego Ładu i japońskich żołnierzy kamikaze, którzy poświęcali swoje życie w ataku na wroga). Bo, słyszymy od krytyków Morawieckiego, udział w inicjatywach byłego premiera jest samobójczy — prezes zobaczy, kto może być nielojalny wobec Nowogrodzkiej.
Osobno będą też robić objazd kraju, by te osobne programy promować i je dalej pisać. Politycy wokół byłego premiera powtarzają: robimy swoje i się nie oglądamy na „maślarzy”. Polityk bliski byłemu premierowi: — Za rządów Morawieckiego była lawina pieniędzy dla samorządów. Teraz mamy gadanie o OZE-sroze.
Morawiecki skrzykuje posłów — w jego otoczeniu słyszymy, że ma ich być obecnie ok. 20, by objeżdżali kolejne regiony.
Jarosław Kaczyński zapowiadał objazd wszystkich gmin (ok. 2,5 tys.). Mateusz Morawiecki podczas prezentacji programu dla samorządów („500 plus dla samorządów”), czyli o pomyśle przekazywania lokalnym władzom po 500 zł na mieszkańca na inwestycje (min. 5 mln zł, a maksymalnie 100 mln zł) zapowiedział „wielkie ogólnopolskie konsultacje”. Morawiecki podkreślał też, że program „Polska jednej prędkości” to projekt autonomiczny i niezależny od wpływu politycznego. Frakcja byłego premiera planuje przedstawiać kolejne raporty i własne pomysły programowe.
Morawiecki marzy o władzy
Był premier, pokazując samorządowcom, ile pieniędzy by mogli dostać, jeśli jego program zostanie wcielony w życie, chce przyciągnąć do siebie lokalnych polityków, zwłaszcza z prawicy.
Morawiecki obiecuje pieniądze, bo marzy o powrocie do władzy. Albo jako premier, co jednak Kaczyński wykluczał, albo jako lider obozu politycznego. Prezes PiS sugerował publicznie jednak, że Morawiecki w przyszłym rządzie prawicy będzie ministrem odpowiedzialnym za gospodarkę.
Choć Morawiecki wciąż jest w PiS, to nie sposób przesądzić, czy PiS dotrwa w jednym kawałku do wyborów w 2027 r. Były premier nie wychodzi z PiS, ale zamierza w najbliższym czasie stworzyć stowarzyszenie, które skupie jego frakcję — zwłaszcza parlamentarzystów.
Krytycy Morawieckiego nie płakaliby, gdyby znalazł się poza PiS. Centrala partii zresztą nawet nie promuje wydarzeń Morawieckiego (a jedynie sporadycznie podaje dalej wpisy Morawieckiego na X). W czasie prezentacji programu byłemu premierowi towarzyszyli samorządowcy z obozu PiS — m.in. Jarosław Margielski (prezydent Otwocka) i Lucjusz Nadbereżny (prezydent Stalowej Woli).

