— Jarosław Kaczyński się już wściekł — przekonują rozmówcy „Newsweeka” z Nowogrodzkiej. Powód? Ludzie z centrali PiS uważają, że Mateusz Morawiecki zaczął grozić prezesowi tej partii ujawnieniem kłopotliwych historii.
— Kaczyński się wkurzył. Przez tę aborcję i covid — mówi nam osoba z otoczenia prezesa Prawa i Sprawiedliwości.
Kaczyński dostał na biurko fragmenty wywiadu Morawieckiego, byłego premiera i szefa stowarzyszenia Rozwój Plus, u Bogdana Rymanowskiego. A w nim Morawiecki mówił, że Kaczyński był zwolennikiem przymusowych szczepień przeciwko COVID-19, a także, że prezes PiS doprowadził do wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, aby załagodzić gniew partyjnych konserwatystów po nieudanym forsowaniu „piątki dla zwierząt”.
Prezes PiS napisał na X: „Ostatnie wypowiedzi Mateusza Morawieckiego pokazują jasno: wrogiem dla Mateusza Morawieckiego nie jest Tusk, ale ja oraz Prawo i Sprawiedliwość. Najwyraźniej Mateusz Morawiecki ma plan poszukiwania swoich sojuszników gdzie indziej. Były premier zrzuca z siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje na innych, często niezgodnie z prawdą… Skoro tak bardzo się z nimi nie zgadzał, wypada zapytać: dlaczego nie odcinał się od tych decyzji publicznie albo nawet nie zrezygnował z funkcji premiera? Co jakiś czas słyszę, że członkowie rozłamowego stowarzyszenia byli zapewniani przez Mateusza Morawieckiego, że i tak lista będzie wspólna… Po takich wypowiedziach ich szefa uwierzyć w to jest niezmiernie trudno. Mam wrażenie, że pan premier jest w jakimś dziwnym stanie. Odnosiłem je również w trakcie naszych rozmów. Daj Boże, żebym się mylił”.
Kaczyńskiego mocno dotknęły słowa Morawieckiego, który powiedział, że prezes PiS miał być w czasie epidemii COVID-19 zwolennikiem przymusowych szczepień.
Pisząc o „dziwnym stanie”, w którym wedle Kaczyńskiego jest Morawiecki, prezes PiS nie mówi czegoś nowego. Na Nowogrodzkiej w gronie najbliższych współpracowników mówił już, że „Mateusz oszalał” i „stracił racjonalność”. Teraz jednak, choć łagodniejszymi słowami, przekazał to samo opinii publicznej.
Morawiecki ujawnia kulisy
Sprawa nie jest taka prosta, bo Morawiecki ma sporo racji w tym, co mówi o szczepieniach na COVID-19 i wyroku TK w sprawie aborcji.
Z naszych źródeł w rządzie poprzedniej kadencji wynika, że prezes faktycznie był zwolennikiem obowiązkowych szczepień przeciwko covid-19. Toczyła się wówczas zawzięta dyskusja w ekipie rządzącej, jak dalece zamykać gospodarkę i czy uczynić szczepienia obowiązkowymi czy jedynie dobrowolnymi. Sam prezes PiS był gotów na daleko idące restrykcje — nie godził się, jak to czasami ujmuje, na darwinizm społeczny. Ostatecznie rząd nie wprowadził jednak obowiązkowych powszechnych szczepień przeciwko COVID-19.
Sam Kaczyński w jednym z ostatnich wywiadów wspominał, że co prawda początkowo brał udział w spotkaniach rady medycznej ds. covidu, ale szybko uznał, że nie ma tam co robić, bo się na tej problematyce nie zna.
To, co Morawiecki mówił o podejściu Kaczyńskiego do aborcji, też zwróciło uwagę Nowogrodzkiej. Generalnie były premier miał rację co do tego, jak doszło do wydania przez TK pod wodzą Julii Przyłębskiej wyroku stwierdzającego niekonstytucyjność przepisu dopuszczającego aborcję ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.
A było tak: Kaczyński forsował „piątkę dla zwierząt”, przeciwko niej była grupa najbardziej konserwatywnych posłów PiS i media katolickie jak Radio Maryja. Wśród używanych przez nich argumentów pojawił się i taki: prezes PiS chce chronić norki i krowy, a nie chce chronić życia poczętego. Kaczyński pozawieszał posłów PiS, którzy się przeciwko niemu zbuntowali — byli to przede wszystkim parlamentarzyści ze skrzydła konserwatywnego i posłowie zajmujący się rolnictwem. „Piątka dla zwierząt” upadła, a skrzydło konserwatywne się wściekło. Posłowie z Bartłomiejem Wróblewskim i Piotrem Uścińskim na czele grozili Kaczyńskiemu, że albo pozwoli na wydanie wyroku TK, albo odejdą z partii.
Aby ich udobruchać, prezes PiS dał Julii Przyłębskiej zgodę na wydanie wyroku. Gdy TK to zrobił, okazało się, że wyrok jest bardziej restrykcyjny, niż Kaczyński się spodziewał.
Morawiecki dziś mówi, że wydanie takiego wyroku było błędem. Kaczyński również jest tego zdania.
Na Nowogrodzkiej wskazują, że jednym z ojców wyroku był Uściński — obok Wróblewskiego, przedstawiciel wnioskodawców. Dziś ten poseł należy do stowarzyszenia Rozwój Plus. Nie tylko zresztą on — w otoczeniu Morawieckiego jest cała grupa posłów PiS, którzy podpisali się pod wnioskiem do TK w sprawie aborcji.
Słowa Morawieckiego są dla PiS bardzo kłopotliwe i jednocześnie służą byłemu premierowi. Dość restrykcyjna polityka rządu PiS wobec COVID-19 odpycha od tej partii elektorat Konfederacji i Grzegorza Brauna. Z kolei wyrok ograniczający aborcję w Polsce odstraszył od PiS elektorat umiarkowany.

