Do zdarzenia doszło przy wejściu do fiordu Endicott Arm, ok. 80 kilometrów na południowy wschód od miasta Juneau na Alasce. To odległy rejon, ale jednocześnie uczęszczany przez statki wycieczkowe, jednostki rybackie i prywatne jachty.
Wieczorem, 10 maja kilku żeglarzy zauważyło młodego humbaka (Megaptera novaeangliae) zaplątanego w liny. Natychmiast zgłosili sprawę do całodobowej sieci ratowania ssaków morskich prowadzonej przez amerykańską agencję NOAA. Jak podkreślają jej pracownicy, właśnie takie szybkie zgłoszenia często decydują o tym, czy zwierzę uda się uratować.
Sieć obserwatorów pomogła odnaleźć wieloryba
Ratownicy zaczęli zbierać informacje od załóg statków znajdujących się w okolicy. Dzięki przekazywanym na bieżąco obserwacjom mogli śledzić położenie zwierzęcia i przygotować plan działania.
„Załogi statków przekazywały sobie nawzajem informacje w czasie rzeczywistym i przesyłały je do nas. To było kluczowe. Dzięki temu mogliśmy ocenić charakter zagrożenia, przygotować bezpieczny plan akcji i mieć pewność, że ponownie odnajdziemy wieloryba” – mówi dr Suzie Teerlink z NOAA Fisheries.
Już następnego dnia w rejon fiordu wyruszył zespół złożony z biologów NOAA, przedstawicieli Alaska Department of Fish and Game oraz organizacji Alaska Sea to Shore. Operację zabezpieczała także amerykańska straż przybrzeżna, kierując ruchem innych jednostek w pobliżu zwierzęcia.
Dwie pułapki działały jak kotwice
Okazało się, że humbak zaplątał się w liny prowadzące do dwóch komercyjnych pułapek na kraby. Każda z nich waży około 800 funtów, czyli ponad 360 kilogramów.
Według ratowników wieloryb najpierw zahaczył o jedną linę podczas żerowania, a następnie zaplątał się w kolejną. Grube liny przechodziły przez jego pysk i fiszbiny, po czym owijały się ciasno wokół nasady ogona.
„Taki układ praktycznie skrępował zwierzę i uniemożliwił normalną pracę ogona. Wieloryb mógł dopływać do powierzchni głównie dzięki płetwom piersiowym” – wyjaśnia Teerlink. Dwie ciężkie pułapki spoczywające na dnie działały jak kotwice, przez co zwierzę nie mogło oddalić się od wejścia do fiordu.
Pięć godzin pracy i cztery precyzyjne cięcia
Uwolnienie humbaka nie polegało na podpłynięciu i przecięciu lin nożem. Ratownicy używali długich tyczek zakończonych specjalnymi ostrzami, które pozwalają ciąć liny z bezpiecznej odległości.
„Usuwanie lin z tak dużego zwierzęcia jest niebezpieczne. Korzystamy z długich tyczek wyposażonych w specjalne noże. Dzięki temu możemy przecinać liny, ograniczając ryzyko obrażeń od ważącego ok. 40 ton zwierzęcia” – mówi biolog NOAA John Moran.
Cała akcja trwała ponad pięć godzin. Ratownicy wykonali cztery precyzyjne cięcia, uwalniając humbaka od obu pułapek i większości lin. W pysku pozostał jedynie niewielki fragment, który, jak mają nadzieję specjaliści, z czasem sam się wysunie.
Nie udało się natomiast jednoznacznie zidentyfikować zwierzęcia. Zwykle humbaki rozpoznaje się po charakterystycznym rysunku na spodniej stronie płetwy ogonowej, ale w tym przypadku zaplątanie uniemożliwiało jej obejrzenie. Ratownicy sfotografowali więc płetwę grzbietową i zabezpieczyli fragmenty skóry pozostawione na linach. Analiza DNA może w przyszłości pomóc ustalić tożsamość wieloryba i śledzić jego dalsze losy.
Zaplątanie w sprzęt połowowy pozostaje jedną z głównych przyczyn śmierci dużych wielorybów spowodowanych działalnością człowieka. Zwierzęta mogą utonąć, umrzeć z głodu, doznać ciężkich obrażeń lub zostać uderzone przez statki, ponieważ liny i ciężki sprzęt ograniczają ich zdolność pływania. Dlatego NOAA przypomina, że osoby, które zauważą zaplątanego ssaka morskiego, nie powinny próbować uwalniać go samodzielnie. Największą pomocą jest szybkie zgłoszenie zdarzenia odpowiednim służbom.













