Jeszcze kilkadziesiąt lat temu jodowanie soli uznawano za jedno z najprostszych i najskuteczniejszych działań zdrowia publicznego. Dziś ten standard zaczyna się chwiać. Coraz więcej osób sięga po tzw. sole „gourmet”, które nie zawierają jodu.
Dlaczego jod jest kluczowy dla organizmu
Jod to pierwiastek niezbędny do produkcji hormonów tarczycy, które regulują metabolizm, wzrost, pracę serca i temperaturę ciała. Ich niedobór szczególnie silnie wpływa na rozwój mózgu.
Największe znaczenie ma w czasie ciąży. Nawet umiarkowany niedobór może obniżyć inteligencję dziecka o 0,3 do 13 punktów IQ. U dzieci i dorosłych brak jodu prowadzi też do wola, czyli powiększenia tarczycy widocznego jako obrzęk szyi.
Sól jodowana jako sukces zdrowia publicznego
Przełom nastąpił w latach 20. XX wieku. Szwajcaria jako pierwszy kraj wprowadziła sól jodowaną w 1922 r. Efekty były szybkie. Wole niemal zniknęło, a dzieci zaczęły rosnąć wyższe i osiągać lepsze wyniki w nauce. Ekonomistka Dimitra Politi opisywała ten efekt jako „zastrzyk IQ” dla całych populacji.
Podobne działania podjęto w 1924 r. w stanie Michigan, a później w wielu innych krajach. Koszt był minimalny. „Za 5 centów na osobę rocznie można uczynić całe społeczeństwo bardziej inteligentnym niż wcześniej” – mówił słynny endokrynolog Gerald Burrow. To jedno z najprostszych i najtańszych działań w historii zdrowia publicznego.
Moda wypiera sól jodowaną
Dziś sytuacja się odwraca. Na półkach sklepowych dominują produkty bez dodatku jodu. Część producentów podkreśla to jako zaletę, sugerując, że dodatki są czymś niepożądanym.
Zmieniają się też nawyki żywieniowe. Coraz więcej osób ogranicza mleko krowie, które jest jednym ze źródeł jodu. Rośnie udział żywności przetworzonej i dań na wynos, a w ich produkcji zazwyczaj używa się soli niejodowanej.
Efekt zaczyna być widoczny w danych. W Stanach Zjednoczonych odsetek osób z niedoborem jodu podwoił się od 2001 r. Szczególnie niepokojące są dane dotyczące kobiet w ciąży: aż 46 proc. nie przyjmuje wystarczających ilości tego pierwiastka.
Niedobory wracają w krajach rozwiniętych
Podobne zjawisko obserwuje się w Europie i Australii. W Wielkiej Brytanii poziom jodu u kobiet w wieku rozrodczym spadł poniżej wartości uznawanych za bezpieczne. W Australii niedobory dotyczą 62 proc. kobiet w ciąży i karmiących.
To powrót problemu, który wydawał się rozwiązany dekady temu. W przeszłości w niektórych regionach nawet 70 proc. dzieci cierpiało na wole z powodu niskiej zawartości jodu w glebie.
Jednocześnie w części świata pojawia się odwrotny problem. W Japonii, gdzie dieta jest bogata w algi, nadmiar jodu również może zaburzać pracę tarczycy.
Prosty problem, proste rozwiązanie
Eksperci zdrowia publicznego coraz częściej apelują o powrót do soli jodowanej. W praktyce oznacza to prostą zmianę nawyków w kuchni.
To szczególnie wyraźne w kontekście rosnącej popularności suplementów diety. Wiele osób sięga po preparaty z cynkiem, selenem czy ekstraktami roślinnymi, mimo ograniczonych dowodów na ich skuteczność. Jednocześnie ignorujemy jeden z najlepiej udokumentowanych sposobów wspierania zdrowia.
Problem nie polega na tym, że jodu brakuje w środowisku. Chodzi o to, że przestaliśmy dostarczać go w najprostszy możliwy sposób.













