Mateusz Morawiecki szuka sojuszników, ale dość ostrożnie planuje kolejne kroki. Pierwsze dni po rozłamie pokazały mu, do czego są zdolni jego dawni koledzy i czego może się spodziewać. Były premier może sięgnąć po dawnych sprzymierzeńców, którzy zeszli ostatnio na dalszy plan. Wśród nich jest Andrzej Duda.
Prawdziwe powody rozłamu w PiS. Wyjaśniamy wszystko, co musisz wiedzieć
Na razie Morawiecki będzie poruszał się w nowej politycznej rzeczywistości dość ostrożnie. We wtorek w gronie „rozłamowców” zapadną kluczowe decyzje — kiedy ma powstać klub, jak duży realnie może być i czy już teraz rejestrować nową partię, czy jeszcze z tym poczekać. Na razie, jak słyszymy, spora część ludzi Morawieckiego stawia na „poczekać”.
— Jeśli teraz, na grillu, zarejestrujemy partię, czy ogłosimy jej powstanie, to nasi koledzy będą mieli dowód wprost, że o to nam chodziło od początku. Ja jestem na nie — zaznacza nasz rozmówca z grona polityków bliskich Morawieckiemu.
Prościej jest z klubem, bo trzydziestu paru posłów niezrzeszonych to takie trochę sejmowe zawieszenie w próżni. Bez niego potencjalni „nowi” nie mieliby nawet do czyich drzwi zapukać, żeby porozmawiać o ewentualnych transferach. No i jednak tak duży klub pokazuje realną siłę polityczną, a na starcie to jest potrzebne. Już bowiem słychać, że jest zainteresowanie ze strony posłów niezrzeszonych czy należących do kół. Ale żeby zmienić barwy klubowe, trzeba mieć na co. Generalnie klub w Sejmie to są same korzyści — więcej czasu w debatach, pomieszczenia dla posłów i kasa na działanie.
Ale Morawiecki szuka sojuszników także w innych miejscach. Nie tylko w Sejmie.
Co zrobi Andrzej Duda?
Przynajmniej kilka osób ze środowiska PiS zapytało ostatnio: — A jak pani myśli, co zrobi Duda w tej sytuacji?. Inni automatycznie odpowiadają: — Poczeka i popatrzy, gdzie mu się opłaca. Bo ostatnio w życiu byłego prezydenta najważniejsze jest jednak za ile, a nie z kim.
— Ale niech pani pamięta, że Andrzej jednak był bardzo popularnym prezydentem. Póki był prezydentem. Oczywiście Karol to jest zupełnie inna liga, ale Duda wciąż u naszych wyborców ma niezłe nazwisko. Sięgnięcie po byłego i obecnego prezydenta to byłoby dla Mateusza nieocenione wsparcie — słyszymy od polityka PiS, który nie podpisał oświadczenia.
Przed zeszłorocznymi wyborami prezydenckimi miesiącami mówiło się o wspólnej partii Dudy i Morawieckiego. Panowie mieli ze sobą sporo kontaktów, a łącznikiem między ich środowiskami miał być szef kancelarii Dudy, Marcin Mastalerek.
Mastalerek jest od lat w wiecznym konflikcie z PiS-em i nic się w tej sprawie nie zmieniło. Wielokrotnie odsyłał prezesa Kaczyńskiego na zasłużoną emeryturę, a ostatnio także mówił, że prezes popełnił fundamentalny błąd, usuwając Morawieckiego.
— Powiem więcej: Morawiecki ze swoją partią przekroczy próg wyborczy i w ciągu czterech do sześciu lat zastąpi PiS — prorokuje Mastalerek.
Na razie dla Morawieckiego kluczowy oczywiście jest prezydent Karol Nawrocki, znajdujący się w tej chwili epicentrum życia na prawicy. Jednak Duda też by się nadał.
— Andrzej ma dużo kontaktów międzynarodowych, dużo jeździ, ma na koncie realne sukcesy, naprawdę nie ma co wybrzydzać — słyszymy ze środowiska związanego z byłym premierem.
Dodatkowo Duda czuje się odrzucony i porzucony przez PiS. Po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego Prawo i Sprawiedliwość zaczęło zachowywać się tak, jakby ostatnie 10 lat w Pałacu Prezydenckim siedział ktoś kompletnie z PiS-em niezwiązany. Uznali, że mają nowego bohatera, a poprzedniego po prostu usunęli ze zdjęcia. Teraz Duda miałby szansę się zemścić. O ile stać go będzie na taką odwagę, bo nigdy specjalnie dużo wobec prezesa jej nie miał.
— On jest młody, Mateusz nie aż tak, ale też, nieźle się dogadywali, mamy tu dwóch gości, którzy mają za sobą 10 lat, w tym sześć wspólnych rządzenia. Mają co pokazać. To tylko trzeba dobrze sprzedać — mówi nasz rozmówca.
Wspólna partia Dudy i Morawieckiego nigdy nie weszła w fazę poważnych planów, bo Duda był prezydentem, a Morawiecki nie wyrażał gotowości, żeby porzucić prezesa. Teraz obaj są wolni i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do takich rozmów wrócili.

