Jeszcze nigdy we Francji to, co było w sondażach prawdą na rok przed wyborami, nie materializowało się w dniu głosowania. Możemy więc mieć niespodzianki — mówi Bertrand Badré, były dyrektor w Banku Światowym.

Bertrand Badré: Chciałbym, żeby to była prawda, bo akurat ta część Europy radzi sobie dziś najlepiej. Hiszpania, Portugalia, do pewnego stopnia także Grecja, które 15 lat temu, w czasie kryzysu euro, uznawano za pogrążone w depresji, całkiem dobrze się odbudowały.

Nie sądzę, by można wyobrazić sobie Europę bez Francji. Mamy bardzo szczególną relację. Wierzymy, że byliśmy u źródeł Europy, co tylko do pewnego stopnia jest prawdą. Potem była nawet idea, że Europa to Francja, tylko większa. Teraz, dzięki kolejnym rozszerzeniom, nauczyliśmy się, że jesteśmy częścią większej konstrukcji.

— Kiedy idzie się w dół Pól Elizejskich, po prawej stronie są pomniki Churchilla, Clemenceau i de Gaulle’a, pod którym napisano: „Od ponad dwustu lat istnieje nierozerwalny związek między wielkością Francji a wolnością świata”. Nie znam żadnego kraju na świecie — może poza Stanami Zjednoczonymi — który odważyłby się powiedzieć to samo. Nadal wierzymy, że Francja ma coś do powiedzenia światu. Choć kiedy po raz pierwszy pojechałem do Chin, usłyszałem: „Francja i Chiny są takie same, tylko w naszym przypadku to prawda”.

— Technicznie rzecz biorąc, rząd może upaść w każdej chwili, ponieważ nie ma większości w parlamencie. W praktyce jest jednak bardzo mało prawdopodobne, by ludzie wysadzili cały układ przed wyborami prezydenckimi w przyszłym roku.

Najważniejsze pytanie brzmi: czy rząd jest zdolny cokolwiek zrobić, czyli czy może rządzić krajem? Jak w każdej demokracji, kiedy przywódca nie może już ubiegać się o reelekcję, pojawia się to, co Amerykanie nazywają okresem kulawej kaczki. Jeszcze w nim nie jesteśmy, ale coraz bardziej się zbliżamy.

— Wybory prezydenckie są dość nieprzewidywalne. Mieliśmy coś w rodzaju systemu dwupartyjnego — komuniści i socjaliści po lewej stronie, centroprawicowi konserwatyści po prawej. Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, gdzie byli laburzyści i konserwatyści, albo w Niemczech, gdzie byli chadecy i socjaldemokraci. A teraz wszystko się poszatkowało i temu obrazowi bliżej do tego, co widać we Włoszech czy Hiszpanii.

Francja jest dziś podzielona na trzy części, których wielkość się zmienia. W uproszczeniu mamy wyborców, którzy — przynajmniej w sondażach — rozważają głosowanie na prawicową skrajność, czy to na Bardellę, Le Pen, Zemmoura, Knafo, czy innych. Różni kandydaci z tej strony zbliżają się do 40 proc. poparcia.

Po drugiej stronie jest Jean-Luc Mélenchon ze skrajnej lewicy (16 proc. w sondażu Odoxa-Mascaret dotyczącym pierwszej tury). Zastąpił Partię Komunistyczną, ale przez swoje zachowanie i agresywność bardzo szybko uderzył w sufit. Tyle samo — 16 proc. — ma Édouard Philippe, polityk centroprawicy.

— Wielu w tej części sceny wierzy, że mogą zakwalifikować się do drugiej tury. Liczą na to, że Bardella, który ma 30 lat i bardzo małe doświadczenie, wejdzie do drugiej tury, a wtedy łatwo pokonają go w debacie telewizyjnej i ludzie zobaczą, że nie jest on w stanie stanąć naprzeciw Trumpa, Xi Jinpinga, Putina czy kogokolwiek innego.

Wszyscy ci ludzie (Mélenchon gra w tej samej kategorii) mają poparcie między 10 a 20 proc., więc wejście do drugiej tury może być bardzo losowe. Nawet Mélenchon może się zakwalifikować i będzie próbował pokazać, że między nim a Zjednoczeniem Narodowym nie ma niczego.

To nie jest łatwy czas dla kraju, który był dumny ze swojej stabilnej konstytucji i instytucji państwa.

— Trudno powiedzieć, bo coraz wyraźniej widać, że nie ma stuprocentowej zgody, co jest DNA tej formacji. Na przykład w sprawie Unii Europejskiej, reformy emerytalnej, być może relacji z Rosją itd. Częścią problemu będzie więc pytanie, czy kampania wyborcza pomoże to wyjaśnić.

Widzę tu pewne podobieństwo z Ameryką i elektoratem Trumpa. Wielu ludzi go poparło, ponieważ był to sposób wyrażenia niezgody na wiele spraw. W przypadku wyborców Bardelli i Le Pen wielu nie do końca wie, za czym głosuje, ale wie przeciw czemu.

Myślę, że ponieważ Le Pen częściowo przegrała ostatnim razem z powodu sprzeciwu wobec euro, utrzymają euro. Nie widzę też perspektywy typu frexit. Z drugiej strony jestem bardziej sceptyczny od ludzi, którzy wyobrażają sobie, że Bardella i Le Pen będą jak Meloni, ale można mieć nadzieję, że inercja procesu europejskiego odegra swoją rolę i że zasadniczo podporządkują się europejskiemu kaftanowi.

— Ludzie, którzy uważają, że Le Pen i Bardella mogliby powtórzyć przypadek Meloni, prawdopodobnie się mylą. Włochy historycznie były związane ze Stanami Zjednoczonymi. Były bardzo zdecydowanym zwolennikiem NATO. Francja ma bardziej złożoną historię z NATO. De Gaulle wyszedł ze zintegrowanej struktury dowodzenia, Sarkozy do niej wrócił, ale we Francji wciąż żywe jest poczucie „Yankee go home”.

To prawda, że partia Le Pen i Bardelli była historycznie finansowana przez rosyjski bank. Możliwe więc, że będzie to bardziej niejednoznaczne.

— Dyplomacja ma znaczenie, francuski przemysł obronny również. No i dzisiaj Francja jest jedynym krajem UE posiadającym odstraszanie nuklearne. Rosja nie może tego lekceważyć.

— Jej część nadąża za resztą świata, a część nie do końca. Brałem udział w tworzeniu jednego z raportów zamówionych przez Sarkozy’ego, kiedy 20 lat temu był ministrem finansów. Wniosek pozostaje ten sam: waga państwa w gospodarce jest zbyt duża. Złożoność zarządzania państwem stała się przesadna. Liczba dekretów i aktów prawnych przyjętych w zeszłym roku znów jest rekordowa. Jednocześnie wciąż mamy wiele globalnych firm, które radzą sobie dobrze. Francja jest prawdopodobnie jedynym krajem w Europie, który wciąż może konkurować w sztucznej inteligencji, nawet jeśli jest to trudne. Jest więc kilka jasnych punktów.

Mamy problemy w edukacji, gdzie jesteśmy przeciętni. I w ochronie zdrowia, gdzie przez wiele lat mówiono nam, że mamy najlepszy system na świecie, co być może kiedyś było prawdą. Przez 40 czy 50 lat akceptowaliśmy wzrost długu publicznego i nierozwiązywanie reformy emerytalnej. Kiedy Mitterrand został wybrany w 1981 r., wie pan, jaki był wiek emerytalny? 65 lat. Obniżyliśmy go do 60 lat i taki jest od czterech dekad.

Zamiast dostosować system emerytalny do zmian oczekiwanej długości życia, zrobiliśmy z niego ideologiczny totem. Za każdym razem, gdy rząd próbuje przeprowadzić reformy, na ulice wychodzą miliony ludzi. Tymczasem w większości krajów europejskich, po początkowych napięciach, ludzie się do tego dostosowali i wiek emerytalny zmienia się wraz z oczekiwaną długością życia.

— Kiedy Mitterrand był atakowany za wysokie bezrobocie i pewnego dnia powiedział w telewizji: „w sprawie bezrobocia próbowaliśmy już wszystkiego”, było to naprawdę przygnębiające dla Francuzów, ale przez 30 lat przyzwyczailiśmy się do myśli, że będziemy żyć z wyższym bezrobociem.

Dlatego jednym z sukcesów Macrona jest to, że bezrobocie — choć nadal wysokie w porównaniu z resztą Europy — spadło teraz do poziomu 7-8 proc., czego nigdy wcześniej w życiu nie widziałem. Przez dziewiąty albo dziesiąty rok z rzędu jesteśmy najbardziej atrakcyjnym krajem w Europie dla biznesu, dla inwestycji zagranicznych, daleko przed Niemcami i Wielką Brytanią. Wciąż mamy jedne z najlepszych uniwersytetów i szkół wyższych. Bilans jest więc zróżnicowany.

Grozi nam jednak to, że w przyszłym roku porzucimy ten kurs i wrócimy do tradycyjnej gry, czyli długu i podatków. Myślę, że doszliśmy już do granic. Nie możemy znacznie bardziej zwiększać długu i nie sądzę, byśmy mogli jeszcze podnosić podatki.

Rząd poprosił niedawno czterech ekonomistów o przedstawienie planu budżetowego, jakby sam nie był już w stanie tego zrobić. Ma się więc poczucie pewnego rodzaju schyłku, z pewnymi próbami, takimi jak próby Macrona, by go zatrzymać. Kiedy jednak spojrzeć na historię, zarówno Bonaparte, jak i de Gaulle potrafili odwrócić bieg gospodarki w dwa albo trzy lata.

— W większości krajów — z wyjątkiem tych, w których sondaże są kontrolowane, jak Rosja — większość przywódców jest niepopularna. Tak jest w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych itd. Jest wiele kwestii prawdopodobnie związanych w takim samym stopniu z jego osobowością, co z jego polityką.

Dość znany we Francji analityk Alain Minc powiedział kiedyś, że Macron ma 18 na 20 punktów z polityki publicznej i 2 na 20 z polityki jako gry politycznej. Chodziło mu o to, że Macron robi właściwe rzeczy, ale nie uprawia polityki. To prawdopodobnie przesada, ale jest w tym element prawdy.

— To właśnie działo się wtedy, gdy nie potrafił powstrzymać się od wypowiadania pewnych zdań, o które potem go obwiniano. Gdy jakiś człowiek powiedział: panie prezydencie, potrzebuję pracy, Macron mu odpowiedział: gdybym był na pana miejscu, przeszedłbym na drugą stronę ulicy i znalazł pracę. O ile pamiętam, ten człowiek był architektem, a praca, którą Macron mu wskazywał, polegała na sprzedawaniu kwiatów. To nie jest popularne.

Prezydent wciąż ma 20-25 proc. ludzi, którzy go popierają. Można argumentować, że został wybrany ponownie z powodu wojny w Ukrainie i efektu flagi, kiedy ludzie mówią: nie zmienia się mistrza, gdy walczymy z wrogiem. Ale rzeczywistość jest taka, że ktokolwiek zostanie wybrany w przyszłym roku, prawdopodobnie będzie bardzo niepopularny, jeśli bardzo szybko nie zrobi tego, co trzeba.

— To pytanie numer jeden wśród dziennikarzy w Paryżu: co zrobi Macron po odejściu z Pałacu Elizejskiego? Będzie miał 49 lat, wciąż będzie bardzo młody w polityce, nie będzie więc mógł siedzieć w domu z żoną i pisać wspomnień.

Pytanie numer dwa: czy spróbuje ponownie? Rzeczywistość jest taka, że wielu prezydentów próbowało wrócić na tron. Hollande właściwie próbuje dziś. Mówi: jestem gotów, waham się itd. Sarkozy chciał. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby Macron też spróbował ponownie.

— Większość tradycyjnych stanowisk jest w ONZ albo powiązana z ONZ, a szczerze mówiąc, dziś nie jest to szczególnie ekscytujące. Niektórzy twierdzą, że mógłby zostać przewodniczącym Rady Europejskiej, następcą Costy. Wątpię, żeby jego obecni partnerzy w UE chcieli dać mu takie stanowisko.

— Wszystko naraz. Nie sądzę, by po prostu umył ręce. To niemożliwe we francuskim systemie. Ale jednocześnie jest dwóch kandydatów, którzy byli jego premierami i — jak wszyscy — próbują się od Macrona dystansować.

To będzie okres bez precedensu we Francji. W kraju, w którym polityka jest tak ważna i wywołuje dziś tak wielką frustrację, wynik jest niezwykle trudny do przewidzenia. Kiedy pytam ludzi zajmujących się sondażami, wszyscy powtarzają, że jeszcze nigdy we Francji to, co było w sondażach prawdą na rok przed wyborami, nie materializowało się w dniu głosowania. Możemy więc mieć niespodzianki.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version