Nie ma w tym przesady. MŚ w piłce nożnej, niezależnie od tego, czy trafiają na kibickę lub kibica, albo zupełnie obojętną osobę względem futbolu, wywołują emocje. Jest to bowiem mieszanka ludzkich historii, ale nie tylko tych napisanych na zielonym prostokącie. Murawa zapamiętuje wyniki. Często jest świadkiem przełomowych chwil. Ale mundial to coś więcej.
I właśnie o tym jest najnowsza książka, której autorem jest Jonathan Wilson. Która trafiła na polski rynek, dzięki wydawnictwu SQN. A jej lektura, niezależnie od momentu MŚ 2026, wydaje się być skrojona nie tylko dla znawczyń czy znawców, ale również tych, którzy chcą czegoś więcej, niż tylko piłkarskiej wyliczanki od 1930 roku.
Książka o piłkarskich MŚ. Fascynująca podróż po mundialowej historii!
„Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata” Jonathana Wilsona rzeczywiście jest poukładana chronologicznie, od najstarszego do najnowszego mundialu, z wyłączeniem tegorocznego, nadal trwającego. Brytyjski pisarz i dziennikarz sportowy przyzwyczaił jednak czytelniczki i czytelników z całego świata do swojej rzetelności. Więc ten scenariusz otwiera drzwi, zapraszając do bezpiecznego wnętrza, z jasnymi zasadami. Reszta zależy już od czytającej i czytającego.
Polecam lekturę książki od momentu, w którym pierwszy raz przeżyliście mundial. Moim numerem 1 na osi czasu był rok 1998. Wspominany głównie ze względu na finał i rozkochanie dzieciaka w… strojach Brazylijczyków. Brzmi to niedorzecznie, ale tak właśnie było, Canarinhos tym mnie ujęli, a miałem wówczas całe dziewięć lat.
Okazało się jednak, że show w finale skradł ten w niebieskiej koszulce, z charakterystyczną łysiną.
Osiem lat później ten sam człowiek, tylko już zdecydowanie bardziej pozbawiony włosów, ponownie zagrał w finale. Co więcej, o jego występie znów mówili praktycznie wszyscy. Różnica była jednak taka, że Zinedine Zidane schodził z boiska finału MŚ 2006, jako pokonany. Chwilę wcześniej sprowokowany kapitan Francuzów nie dokończył meczu z Włochami. Italia wygrała po konkursie rzutów karnych. Jedno się jednak nie zmieniło względem mundialu z 1998 roku. Znów bowiem wygrali niebiescy.
A że do Italii i włoskiego futbolu – zwanego calcio – mam szczególną słabość, to MŚ 2006 uważam za najlepsze, jakie przeżyłem. Zresztą, wtedy rozpoczęła się również historia późniejszego króla MŚ. Właśnie na niemieckich boiskach w kadrze Albicelestes pojawił się nie kto inny, jak Lionel Messi. Legenda ustanawiająca strzelecki rekord niemal równo… dwie dekady później!
Na książkę Wilsona spojrzałem również pod względem polskich wątków. Przyznaję, to właściwie jedyne rozczarowanie, choć z perspektywy globalnej, jednak zrozumiałe. To, co u nas wspominane jest i zapewne jeszcze długo będzie – sukcesy drużyn trenerów Kazimierza Górskiego (1974) i Antoniego Piechniczka (1978) – to jedynie pojedyncze ślady w dziejach mundialu. I choć odnotowane są takie punkty, jak „mecz na wodzie”, czy jeszcze wcześniejszy zwycięski remis (choć nie nazwany tak poetycko) na Wembley w eliminacjach, to mało jest Polski. Przyznaję jednak, podsumowanie z MŚ 2002 jest jednak znamienne – Polacy ponownie nie poradzili sobie bowiem w turnieju głównym MŚ. Co w oczach Wilsona nie jest niespodzianką, a raczej powtarzalnym scenariuszem.
Po tę książkę zdecydowanie warto sięgnąć. Zachęca ona swoim wielopłaszczyznowym podejściem do mundialowych dziejów. To bowiem zjawisko zdecydowanie wykraczające poza ramy sportu. I myślę, że w tym też tkwi klucz do zrozumienia, dlaczego aktualnie znajdzie się wokół nas wielu śmiałków, którzy funkcjonują w nieco innej strefie czasowej. Nie od świtu do świtu, a od meczu do meczu. I tak od 11 czerwca do 19 lipca. Bo choć ostatnie lata, to raczej smutne karty mundialowej historii – choćby spoglądając na wybieranych przez FIFA gospodarzy – to nadal jest to magiczny turniej.
A jeśli ktoś ma wątpliwości, to niech sięgnie po książkę Wilsona. Nie trzeba będzie długo czekać na efekty.


