Kilka milionów Polaków pracuje z kimś bliskim: albo w rodzinnej firmie, albo w inny sposób. Rodzice, teściowe, rodzeństwo, małżonkowie, kuzyni i wnuczęta. Konfiguracji jest wiele. Rodzinny układ może być wielkim atutem, ale bywa też dramatycznie. Bo relacje, w których miesza się życie prywatne z zawodowym, prowadzą czasem do nadużyć. Cierpią na tym związki i całe rodziny.
W firmie Jerzego (72 l.), ojca Agnieszki (41 l.), pracuje ponad trzysta osób. W tym Maciek (48 l.), jej mąż. O ile córka jest bezsprzecznie faworyzowana, o tyle zięć ma naprawdę pod górkę. Teść uważa go za słabeusza, czego nie omieszka mówić głośno. Córka jest u niego zatrudniona od czasów, kiedy po studiach nie mogła znaleźć pracy w zawodzie (farmaceutka). Ojciec się zlitował, ale i wkurzył, że dziewczyna sobie nie radzi na rynku. Zaczęła więc pracę w jego firmie, związanej z gastronomią. Maciek wtedy świetnie sobie radził w korporacji. Aż do dnia, w którym objęły go grupowe zwolnienia. Przez rok siedział na bezrobociu, wysyłając kilkadziesiąt CV w tygodniu. Bezskutecznie. I znów uratował ich ojciec Agnieszki. Od dwóch lat pracują razem.
Im lepiej, tym gorzej
— Teść podczas uroczystego obiadu komunijnego mojej córki powiedział przy stole, że nie radzę sobie w jego firmie. I że mylnie uznawał mnie za przedsiębiorczego. Wszyscy zgromadzeni, w tym moi rodzice, byli w szoku. Agnieszka milczała. Tak mnie to wszystko rozwaliło, że wypiłem za dużo. Na drugi dzień usłyszałem od teścia w pracy, że obcina mi pensję o dwadzieścia pięć procent, za „stan wskazujący na komunii” – mówi rozżalony Maciej.
Pracuje za dwóch, po kilkanaście godzin dziennie, ma efekty. Ale dla teścia to wciąż za mało. Na każdym kroku okazuje zięciowi swoją wyższość. Kiedy Agnieszka próbuje interweniować, ojciec szybko ucina temat. Ona dostaje znakomitą pensję, choć realnie pracuje na połowę etatu. Nikt jej nie rozlicza z lekkiego podejścia do pracy, co Agnieszka wykorzystuje, poświęcając czas na pilates, zabiegi kosmetyczne itd. Przez tę nierówną sytuację i przez to, że zatrudnia ich Jerzy, w związku Maćka i Agnieszki źle się dzieje. Kłócą się o to, że ona ma lepiej. Kłócą się o to, że teść wiecznie krytykuje Maćka, a Agnieszka nie ma nic do powiedzenia. I wreszcie kłócą się o pieniądze, które nierówno płyną na ich konta. Bo im bardziej Maciek się stara, tym jest gorzej opłacany. — Teraz szukam nowej pracy. To jedyna szansa, aby uratować mój związek, bo myślę o rozwodzie. Powstrzymuje mnie tylko to, że mamy córkę, a nie chcę tracić żadnego dnia z jej życia – przyznaje.
Oficjalnie w Polsce jest zarejestrowanych aż 800 tys. firm rodzinnych. W wielu innych przedsiębiorstwach także pracują osoby spokrewnione (i nie chodzi tylko o politykę). Niestety, takie sytuacje rzadko wyglądają tak uroczo jak w filmach, gdzie rodzina prowadzi mały sklepik albo restaurację i wszyscy wspierają się od rana do wieczora, a do tego serdecznie żartują.
Zdarza się, że zakłady czy małe lub duże firmy prowadzą osoby, które zatrudniają lub zapraszają do spółki braci, siostry, małżonków, rodzica albo dorosłe dziecko, kuzynów, wnuczęta, wujostwo. Wizerunkowo wygląda to znakomicie: dwa-trzy pokolenia, razem przy stole domowym, razem przy stole konferencyjnym. Czasami jednak ktoś za pomocą władzy oraz pieniędzy próbuje manipulować bliskimi, co wpływa negatywnie i na relację, i rodzinę. Szantaże, ściemy podatkowe, oszustwa, fikcyjne zatrudnienie lub preferencyjne warunki finansowe to nadużycia i przekroczenia, które trudno zgłosić, jeśli odbywają się w rodzinie i w firmie jednocześnie.
Co z tego wynika?
Do pierwszego nie starcza
— Z mojej perspektywy prawniczej, ale też prywatnej, konflikty o podłożu ekonomicznym w firmach rodzinnych są bardzo częste. Powód jest prosty. W firmie rodzinnej nakładają się na siebie relacje rodzinne i biznesowe, a w takich warunkach granice pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym zaczynają się zacierać. Jeśli relacje są zdrowe, firma rodzinna jest ogromnym atutem. Ale kiedy staje się narzędziem kontroli, konsekwencje bywają odczuwalne zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym — komentuje Dawid B. Karolak, wykładowca i prawnik.
Obserwuje sytuacje, w których już dzieci przygotowuje się do przejęcia biznesu. Problem pojawia się wtedy, gdy syn czy córka wkraczają w dorosłość i rezygnują z budowania własnej pozycji zawodowej. — W praktyce potem okazuje się, że dziecko właściciela rodzinnej firmy, nawet mając 40 czy 50 lat, jest całkowicie uzależnione od decyzji rodziców, a formalnie nie posiada ani udziałów, ani majątku, ani wpływu na firmę. Znam przypadki osób, które przez wiele lat pracowały w rodzinnych przedsiębiorstwach, często za niewielkie wynagrodzenie, korzystając w zamian ze wsparcia rodziny, jak np. wspólne wakacje, samochód i mieszkanie, kupione „na firmę”. Kiedy jednak dochodziło do rozwodu, zmiany sytuacji życiowej czy sporu z rodzicami, nagle okazywało się, że nie mają własnego majątku, samodzielnej pozycji zawodowej ani zabezpieczenia na przyszłość. To właśnie wtedy uzależnienie ekonomiczne staje się najbardziej widoczne.
Agata (35 l.) od prawie dekady jest zatrudniona przez starszego brata. Dostaje tylko jedną trzecią kwoty, która widnieje oficjalnie „na papierze”, ale za to może być w firmie raz w tygodniu, pro forma, żeby pracownicy nie plotkowali. Tak się umówili kiedyś z bratem, układ trwał. Agacie pasowało to przez wiele lat, kiedy była w związku z Grzegorzem. Agaty „pensja” starczała akurat na jej podstawowe potrzeby, a opłaty i całą resztą finansował Grzegorz.
Tyle że właśnie się rozstali, Grzegorz odszedł do kobiety, która zaszła w ciążę. Agata obecnie jest w sytuacji, w której nie starcza jej od pierwszego do pierwszego. — Próbowałam rozmawiać o tym z bratem, ale ciągle obiecuje, że załatwimy to później. Zaproponowałam, że będę chodzić do pracy jak każdy, ale muszę dostawać sumę, która jest na papierze. Odmówił, a ja nie potrafię się sprzeciwić. Martwię się, co będzie dalej. Brat jakoś się mną nie przejmuje, choć dzięki mojej „pensji” miał przez tyle lat łatwiejszą sytuację. A teraz ja nie mam ani związku, ani pieniędzy, ani właściwie pracy — Agata jest bliska łez.
Matka szefowa
— Tego typu zjawisko znamy od lat. Pojawiło się po wtedy, kiedy zaczęliśmy tworzyć plany ratunkowe dla osób, doświadczających przemocy, które zgłaszają się do Niebieskiej Linii – relacjonuje Renata Durda, certyfikowana superwizorka i specjalistka ds. przeciwdziałania przemocy domowej, przez kilkanaście lat kierowniczka Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”. – Częścią planu wyjścia z sytuacji przemocowej jest uzyskanie niezależności finansowej. Pieniądze to przecież istotny element, który wiąże osobę doznającą przemocy ze sprawcą przemocy, bo bez pieniędzy nie może poradzić ani sobie, ani ewentualnie zaopiekować się dziećmi. I co się okazało? Część kobiet na propozycję zarejestrowania ich jako bezrobotnych (aby uzyskać ubezpieczenia i potem poszukać możliwości zatrudnienia), odpowiadało: „Hmm, ale formalnie nie jestem osobą bezrobotną. Mąż (brat, teść) zatrudnił mnie w swojej firmie fikcyjnie. Ja tam nie pracuję, a moja pensja idzie w koszty firmy. Oczywiście tej pensji nie widzę”. Właśnie wtedy się okazało, że osoby, które doświadczają przemocy ekonomicznej w związkach rodzinnych czy partnerskich, doznają jej na wszelkie sposoby– podkreśla.
Damian (28 l.) jest od drugiego roku studiów zatrudniony przez matkę, która zarządza dużą agencją nieruchomości. Nigdy nie pracował w innym miejscu. Mama zawsze traktowała go po królewsku. Dostawał znakomite zlecenia, najlepszych klientów. Wspierała go, dawała cenne rady dotyczące rynku, branży. Inni agenci krzywo na niego patrzyli, ale on się nie przejmował. Uważał, że należy mu się to wszystko jako jedynemu synowi. Przed trzydziestką ma własne mieszkanie bez kredytu (prezent od mamy), za to z ogródkiem, nowy samochód (leasing na firmę), markowe ubrania.
Ostatnio podejście matki do syna bardzo się zmieniło. Od kiedy Damian zamieszkał ze swoją partnerką, czyli od paru miesięcy, mama dzwoni do niego jeszcze częściej. Zażądała, aby odwiedzał ją sam. Wykupiła wycieczkę do Grecji, tylko dla siebie i dla Damiana. Kiedy zaprotestował, że tym razem chciałby lecieć gdzieś z wybranką, matka się zdenerwowała. Dała mu do zrozumienia, że inni agenci czekają na najlepszych klientów i ona może im ich przekazać. Oznacza to, że Damian w każdej chwili może zarabiać mniej, a jego pozycja zawodowa jest zagrożona. Tak się przeraził wizją utraty swojej pozycji, że zgodził się na Grecję z mamą. Odwiedza ją codziennie. Jego partnerce przestaje się to podobać, mają już pierwszy poważny kryzys.
Za karę
Jakie działania są nieprawidłowe, jeśli mowa o rodzinnych układach prywatno-zawodowych? — Powtarzające się schematy to: wynagrodzenia, uzależnianie od kwestii całkowicie niezwiązanych z pracą, ingerowanie w wybór partnera życiowego, miejsca zamieszkania czy sposobu wychowywania dzieci pod groźbą utraty pracy, niższe wynagrodzenie „za karę” (np. za zachowanie w życiu prywatnym), wydzielanie środków finansowych mimo faktycznej pracy, uzależnianie przekazania firmy lub gospodarstwa od pełnego podporządkowania się oczekiwaniom rodziców, szantaż emocjonalny oparty na poczuciu wdzięczności, a także ograniczanie samodzielności dorosłych dzieci poprzez kontrolowanie ich podstawowych decyzji życiowych — mówi Karolak.
Durda dodaje, że w tym zjawisku charakterystyczne jest mieszanie się płaszczyzn: rodzinnej oraz finansowej i zawodowej. Pamięta wiele zgłaszanych do „Niebieskiej Linii” historii. Zauważyła, że w rodzinach powtarza się pewien scenariusz: kwestia finansowa związana z przepisywaniem na dzieci swojego majątku, głównie nieruchomości.
— Tak się dzieje w rodzinach, w których rodzice planują rozdzielić, często na długo przed śmiercią, majątek pomiędzy dzieci. Cel jest szczytny: chodzi o to, aby dorosłe dzieci nie miały kłopotów i nie musiały chodzić po sądach po ich odejściu. Zwykle to niestety szybko się odwraca przeciwko wszystkim, bo nie tylko skłóca rodzeństwo, ale też powoduje, że rodzice tracą kontrolę nad tym, czego się dorobili. Starsi rodzice stają się niewolnikami własnych decyzji, gdyż dzieci zaczynają zarządzać ich majątkiem w sposób, z którym oni zupełnie się nie zgadzają. Niektórzy próbują cofnąć darowizny, dochodzi do licznych konfliktów – opowiada Durda.
„To dzięki nam”
Nadużycia ze strony bliskich często są trudniejsze do uchwycenia i rozwiązania. — Niezależnie od tego, czy mówimy o prawie pracy, czy o kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, czy o sprawach cywilnych, element pokrewieństwa może być komplikacją. Ale, obserwując wiele ludzkich dramatów, myślę, że największe komplikacje powoduje zobowiązanie do lojalności wobec systemu rodzinnego — twierdzi Durda. – Jeśli bowiem ktoś doświadcza przemocy, dyskryminacji czy mobbingu od obcego pracodawcy, to go już nie zajmuje, w jaki sposób tenże pracodawca poradzi sobie z konsekwencjami, gdy sprawa zostanie zgłoszona. Być może będzie musiał wypłacić pracownikowi odszkodowanie, dostanie zakaz pełnienia funkcji kierowniczych albo prowadzenia działalności gospodarczej w jakimś obszarze. Co innego, jeśli szef czy szefowa to osoba z naszej rodziny, gdyż myślimy wtedy o całym systemie rodzinnym. „No dobra, przecież to mój brat, a jeśli on przestanie prowadzić działalność, z czego będą żyły jego dzieci, które są naszymi bratankami, siostrzeńcami?”, „Nie zgłoszę tego, bo on/ona trafi do więzienia za nieodprowadzone od lat składki do ZUS” i tak dalej.
Jak zauważa Karolak, takie relacje społecznie są postrzegane jako przykład rodzinnego sukcesu. A znacznie rzadziej mówi się o tym, że za tym wsparciem może kryć się również silna zależność ekonomiczna. – Osoba pozostająca w takiej relacji często nie postrzega siebie jako ofiary przemocy ekonomicznej, ponieważ przez lata słyszy, że wszystko, co posiada, zawdzięcza rodzicom. Znam sytuacje, w których rodzice wykorzystują argument wdzięczności jako narzędzie nacisku. Pojawiają się komunikaty: „My ci wszystko daliśmy”, „To dzięki nam masz takie życie”, „Nie możesz zrobić jednej rzeczy dla nas?”. W takich sytuacjach sprzeciw oznacza ryzyko utraty pracy, mieszkania, źródła utrzymania albo perspektywy przejęcia firmy, co powoduje, że wiele osób podporządkowuje się oczekiwaniom rodziny. Nie bez znaczenia jest również wstyd. Trudno przyznać, że dojrzała osoba nie podejmuje samodzielnie decyzji życiowych. Dlatego takie problemy często pozostają za zamkniętymi drzwiami — podkreśla.
A jakie przepisy regulują takie sytuacje? Prawnik podpowiada: – Jeżeli członek rodziny jest zatrudniony na podstawie umowy o pracę, w przypadku mobbingu czy dyskryminowania zastosowanie znajdzie Kodeks pracy. W niektórych sytuacjach znaczenie mają przepisy prawa cywilnego, dotyczące ochrony dóbr osobistych, wykonania umów, nawet ustnych. A kiedy zachowania przybierają postać gróźb, bezprawnego zmuszania do określonego działania czy innych form nacisku, w grę wchodzą przepisy prawa karnego.
Niestety wiele pokrzywdzonych obawia się rozłamu czy skandalu w rodzinie. Myślą, że to „przez nich” członkowie rodziny już nie usiądą razem do stołu, nie spędzą razem świąt. – Szczególnie że w rodzinach często nie ma jednomyślności – przyznaje Durda. – Część bliskich może stanąć po stronie osoby pokrzywdzonej, a reszta po przeciwnej stronie. Czasem rzeczywiście ludzie dzielą się na dwa stoły wigilijne…





