Monica Fjaera jadła z mężem śniadanie, gdy nagle rozległ się potężny huk. Dźwięk był niezwykle głośny, a cały budynek zaczął się trząść. Choć przez duże okna widać było fiord i okoliczne zbocza, początkowo nie było widać samego osuwiska – relacjonuje kobieta portalowi nork.no.
Ucieczka bez butów. Skały spadały tuż obok domu
Po chwili rodzina zorientowała się, że osuwisko schodzi zboczem w pobliżu ich domu. Natychmiast zdecydowali się na ewakuację.
Nagle wszystko całkowicie wymknęło się spod kontroli – rozległy się potężne trzaski i dudnienie. Dom trząsł się tak mocno, że wybiegliśmy na zewnątrz w samych skarpetkach. Kiedy zbiegliśmy na nabrzeże i odwróciliśmy się, zobaczyliśmy ogromne głazy toczące się za nami jak piłki
Kilka dużych głazów runęło w dół. Choć żaden nie uderzył bezpośrednio w dom, jedna ze skał zniszczyła samochód zaparkowany zaledwie kilka metrów od budynku. Dorośli byli w szoku, a dzieci bardzo przestraszone – to dla nich była największa trauma.
Droga E134 zamknięta po osuwisku
Osuwisko w Norwegii dotknęło również innych mieszkańców w okolicy. Kamienie spadły na kilka pobliskich budynków. Część osób, obawiając się kolejnych obrywów skalnych, szukała schronienia w pobliskim tunelu. Na szczęście w wyniku osuwiska nikt nie odniósł obrażeń.
Norweski urząd do spraw dróg poinformował, że osuwisko zeszło także na fragment trasy europejskiej E134. Uszkodzony odcinek drogi został zamknięty, a służby muszą przeprowadzić szczegółowe badania stabilności stoku. Z powodu zagrożenia kolejnymi obrywami skalnymi trasa E134 pozostanie nieprzejezdna przez kilka najbliższych dni.
Osuwisko na fiordzie w Norwegii to kolejny przykład, jak niebezpieczne mogą być górskie zbocza w regionach o trudnych warunkach geologicznych. Mimo poważnych zniszczeń tym razem udało się uniknąć ofiar.


