Niepisany społeczny kontrakt w Rosji zawsze był brutalnie prosty: nie mieszasz się do polityki, a w zamian państwo zapewnia porządek, stabilność i pewien poziom komfortu. Władimir Putin złamał tę umowę, a złość Rosjan widać nawet w badaniach. — Ludzie są coraz bardziej zmęczeni i sfrustrowani — mówi Maria Kołomyczenko z Carnegie Russia Eurasia Center.
Jedną z zalet bycia dyktatorem jest to, że przeważająca większość obywateli wypowiada się o tobie bardzo pochlebnie. Przynajmniej publicznie. Ten medal ma jednak i drugą stronę. Gdy twoi właśni ankieterzy zaczynają przynosić wyniki pokazujące gwałtowny spadek poparcia, wiesz, że masz problem. Właśnie to spotyka Władimira Putina.
Najnowsze dane Wszechrosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej (WCIOM), należącego do państwa instytutu badawczego, wskazują, że w lipcu poparcie dla Putina wynosiło 65,1 proc. Z kolei 23,4 proc. Rosjan otwarcie nie aprobuje jego działań jako prezydenta. Podobne wyniki przynoszą niezależne rosyjskie ośrodki badania opinii, takie jak Centrum Lewady czy Fundacja Opinii Publicznej.
Dla przywódcy demokratycznego państwa 65 proc. byłoby powodem do radości. Dla Putina to sygnał alarmowy. Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę sondaże poparcia dla prezydenta utrzymywały się zwykle w okolicach 80 proc., dochodząc nawet do 85 proc. Nawet we wrześniu 2025 r., po ciężkim lecie dla rosyjskich wojsk w Ukrainie, jego poparcie wynosiło 77,8 proc.
To już jednak przeszłość. Ostatni raz tak niskie jak teraz poparcie dla Putina było w 2021 r., gdy Rosja zmagała się z pandemią COVID i stagnacją gospodarczą, a na ulicach wciąż protestowano w obronie Aleksieja Nawalnego.
Obecnie, po blisko czterech i pół roku pełnoskalowej wojny i serii zmian w państwie, których celem jest podtrzymanie wojennej gospodarki, niepisany społeczny kontrakt między Putinem a Rosjanami zaczyna się rozpadać.
Cyfrowe represje obracają się przeciwko Putinowi
Najświeższe pęknięcie widać na ekranach telefonów Rosjan.
Kreml, ramię w ramię z Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB), przez lata po cichu budował zarówno cyfrowe narzędzia, jak i ramy prawne potrzebne do niemal całkowitego przejęcia kontroli nad rosyjską przestrzenią informacyjną.
Na początku tego roku prezydent Rosji przykręcił śrubę jeszcze mocniej, przekazując Roskomnadzorowi — państwowemu regulatorowi łączności — szerokie uprawnienia do regulowania rosyjskiego internetu i zwalczania niepożądanych aplikacji. Tego typu platformy jak WhatsApp, Facebook, Instagram, czy wreszcie stworzony w Rosji Telegram zostały zablokowane lub przestały działać.
Wszystko to po to, by zmusić Rosjan do korzystania z państwowej aplikacji do komunikacji o nazwie MAX. Powstała platforma, na której obywatele mogą rozmawiać, prowadzić biznes, korzystać z usług publicznych i wiele więcej — oczywiście pod czujnym okiem FSB i Roskomnadzoru.
18 lipca 2026 r. Gęsta chmura dymu nad Elektrostalem w obwodzie moskiewskim, w którym ukraińskie drony trafiły gigantyczne centrum logistyczne
Foto: Stringer / Anadolu Agency/ABACAPRESS.COM / Abaca/PAP
Do czasu, aż Apple usunęło MAX z App Store w czerwcu, a Google w połowie lipca zrobił to samo na Play Store.
Urządzenia z Androidem mają w Rosji prawie dwie trzecie udziału w rynku smartfonów. Nagle miliony Rosjan nie mogły pobrać państwowej aplikacji mającej zastąpić wszystkie inne. Ci, którzy już ją zainstalowali, nie mogli otrzymywać aktualizacji, co spowodowało ogromne zamieszanie w życiu prywatnym i zawodowym obywateli w całym kraju.
Maria Kołomyczenko, dziennikarka śledcza i ekspertka ds. technologii rosyjskich z Carnegie Russia Eurasia Center, powiedziała „Newsweekowi”, że rząd rosyjski luzuje niektóre ograniczenia internetowe, próbując opanować rosnące niezadowolenie, ale bez większych sukcesów. — Mimo tych ustępstw poparcie dla Putina nadal spada — mówi Kołomyczenko.
— To szczególnie ważne, ponieważ tej jesieni odbędą się wybory do Dumy Państwowej, a Kreml chce pokazać zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej, że partia rządząca, Jedna Rosja, cieszy się ogromną popularnością — tłumaczyła ekspertka.
— Oczywiście wynik wyborów w Rosji jest w dużej mierze przewidywalny. Jednak dla Putina nadal istotne jest, by sprawiać wrażenie, że on sam i jego partia mają autentyczne poparcie społeczne — mówiła Kołomyczenko.
Niedobory paliwa
Ukraińskie siły zbrojne od dawna prowadzą skuteczną kampanię precyzyjnych ataków na rosyjską infrastrukturę daleko za linią frontu. Ostatnio jednak ukraińscy operatorzy dronów znacznie poszerzyli skalę ataków.
Zdjęcia gigantycznych chmur dymu zasnuwających niebo nad rosyjskimi miastami Twer, Ufa i Wiazniki obiegły świat po zmasowanych atakach na rafinerie i terminale przeładunkowe. Tankowce i statki handlowe na Morzu Azowskim były atakowane i stawały w płomieniach. Ukraińscy operatorzy dronów coraz częściej odpalają dziennie dziesiątki pocisków na cele w Rosji.
Ukraińskie siły zbrojne w weekend zaatakowały też centra logistyczne w Rosji. W magazynie firmy Wildberries pod Moskwą doszło do gigantycznego pożaru.
Podczas gdy kłopoty z aplikacją MAX utrudniają Rosjanom życie cyfrowe, niszczenie kluczowej infrastruktury energetycznej przez ukraińskie drony stanowi znacznie poważniejszy, realny problem. Rosjan trapią niedobory paliwa, długie kolejki i bardzo realna perspektywa znalezienia się w złym miejscu w niewłaściwym czasie.
— Kryzys paliwowy wywołany ukraińskimi atakami wzbudził strach i niepewność w rosyjskim społeczeństwie — powiedziała Kołomyczenko.
— Wydaje się, że ludzie są coraz bardziej zmęczeni i sfrustrowani… Po raz pierwszy od lat odczuwają skutki wojny na własnej skórze nie tylko mieszkańcy regionów przygranicznych, ale również ludzie w całej Rosji — mówi ekspertka.
Finanse osobiste i podatki
No i jest jeszcze kwestia pieniędzy. A raczej — ich braku.
„Specjalna operacja wojskowa” miała się zakończyć błyskawicznie. Tymczasem trwa już dłużej niż I wojna światowa. Gospodarka cierpi, a w Rosji robi się drogo. By zapewnić wojennej machinie niezbędne finansowanie, Duma Państwowa przyjęła ostatnio szeroko zakrojone reformy podatkowe. Zwykli Rosjanie nie mieli powodów do świętowania.
Oprócz podwyżki stawki podatku VAT, wprowadzonej na początku roku, rząd przepchnął również ustawę radykalnie zmniejszającą próg, od którego małe firmy są zwolnione z VAT — z 60 do 20 mln rubli. W kolejnych dwóch latach limit ten spadać będzie o kolejne 5 mln rocznie, aż w 2028 r. wyniesie już tylko 10 mln rubli. Przy obecnym kursie to mniej niż 130 tys. dol.
Rosyjskie ministerstwo gospodarki w ubiegłym tygodniu obniżyło prognozę wzrostu PKB na 2026 r. do zaledwie 0,6 proc., podczas gdy inflacja w Rosji wynosi obecnie 6 proc.
— Kryzys paliwowy, wysoka inflacja, wyższe podatki i ograniczenia w internecie dają się we znaki. Wprowadzona na początku 2026 r. reforma podatkowa była bardzo niepopularna — mówi Kołomyczenko.
To wszystko nie oznacza, że Putin lada dzień upadnie. Prezydent niemal całkowicie zniszczył opozycję, sądy są lojalne, a aparat bezpieczeństwa wciąż pozostaje bezwzględny.
Jednak niepisany społeczny kontrakt w Rosji zawsze był brutalnie prosty: nie mieszasz się do polityki, a w zamian państwo zapewnia porządek, stabilność i pewien poziom komfortu — przynajmniej tym, którzy żyją w dużych ośrodkach uznawanych za istotne.
Putin teraz łamie tę umowę z każdej strony. Jak długo jeszcze może to robić, zanim zwykli Rosjanie — lub bardziej uprzywilejowani i wpływowi członkowie rosyjskiej elity polityczno-gospodarczej — uznają, że cena milczenia jest zbyt wysoka?
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

