Donald Trump dysponuje obecnie w Senacie niewielką przewagą — to 53 głosy republikanów do 47 głosów demokratów. Jednak jego sposób na pozbywanie się senatorów, którzy mu się sprzeciwili, obraca się przeciwko niemu. Buntujący się politycy przestają popierać jego inicjatywy ustawodawcze, w tym oczko w głowie prezydenta — budowę sali balowej.
Czterech republikańskich senatorów zagłosowało przeciwko administracji w kluczowych kwestiach. Te odejścia od linii partii zagrażają zdolności Trumpa do realizacji programu przed wyborami śródokresowymi.
Niewielka większość w Senacie nie pozostawia Trumpowi marginesu na błędy, zwłaszcza gdy w Partii Republikańskiej narastają podziały. Nawet kilka głosów sprzeciwu może wykoleić kluczowe projekty ustaw, zmuszając republikańskich liderów do wycofania się lub ograniczenia części planów prezydenta.
Donald Trump i jego sala balowa
Senator z Luizjany Bill Cassidy w sobotę przegrał prawybory z kandydatką popieraną przez Trumpa. Prezydent udzielił poparcia Julii Letlow, nazywając Cassidy’ego „łajdakiem” i „fatalnym człowiekiem, który szkodzi Luizjanie”. Poparcie dla Letlow było częścią szerszej kampanii Trumpa mającej na celu oczyszczenie Partii Republikańskiej z polityków, którzy sprzeciwili mu się w sprawach impeachmentu i innych kluczowych kwestiach.
Uwolniony od presji wyborczej Cassidy już we wtorek wraz z senatorkami Susan Collins z Maine i Lisą Murkowski z Alaski zagłosował za przeprowadzeniem debaty senackiej na temat wojny z Iranem. Jego głos przesądził o uzyskaniu większości 50 do 47 — taki wynik proceduralny byłby niemożliwy jeszcze kilka dni wcześniej, gdy senator wciąż walczył o polityczne przetrwanie.
Cassidy sprzeciwił się również innemu priorytetowi Białego Domu — we wtorek poinformował dziennikarzy, że nie poprze finansowania sali balowej w ramach ustawy budżetowej.
— Nie spodziewam się, żebym zagłosował za finansowaniem sali balowej — mówił, krytykując decyzję administracji o utworzeniu, jak to określił, „funduszu na przychylność polityczną” dla swoich sojuszników. — Ludzie martwią się o własne utrzymanie, a nie o tworzenie funduszy na polityczne przysługi bez podstawy prawnej. Jesteśmy państwem prawa.
Nieformalna opozycja w Partii Republikańskiej
Po przegranej w prawyborach Cassidy dołączył więc do grupy republikańskich senatorów gotowych głosować w sprawie kluczowych projektów wbrew Trumpowi. Collins, Murkowski oraz Thom Tillis z Karoliny Północnej głosowali już przeciwko najważniejszym inicjatywom administracji. Dwie pierwsze poparły też uchwały ograniczające uprawnienia prezydenta w zakresie działań zbrojnych w Iranie.
Kiedy w wyborach w Teksasie Trump zamiast senatora Johna Cornyna poparł kandydaturę Kena Paxtona Collins stanowczo zaprotestowała. — Nie rozumiem tego. To człowiek z poważnymi problemami etycznymi — mówiła o faworycie głowy państwa. — John Cornyn to wybitny senator, który zasłużył na poparcie prezydenta.
Tillis obrał jednak inną drogę do niezależności. W ubiegłym roku ogłosił, że nie będzie ubiegał się o reelekcję. Gdy więc nie musiał już martwić się ewentualną przegraną w prawyborach, zaczął otwarcie blokować kandydatów Trumpa i sprzeciwiać się priorytetom jego administracji.
Postawa tych czworga senatorów to dla Białego Domu ewidentny problem. Przy przewadze 53 do 47 głosów, Trump do uchwalania ważnych ustaw potrzebuje niemal pełnej jedności partyjnej. Czworo buntowników sprawia, że przeforsowanie większych projektów staje się matematycznie niemożliwe. Jeśli kolejni senatorowie przegrają wybory i przestaną być ograniczeni kalkulacjami wyborczymi, liczba zbuntowanych może się jeszcze powiększyć.
Sprawę komplikuje jednak fakt, że niektórzy demokratyczni senatorowie popierają inicjatywy Trumpa. John Fetterman z Pensylwanii, Jeanne Shaheen i Maggie Hassan z New Hampshire oraz Angus King, niezależny, lecz wspierający Partię Demokratyczną senator z Maine, często zgadzają się z decyzjami prezydenta.
Jeśli chodzi o samodzielne projekty ustaw i polityczne inicjatywy (bez zatwierdzania nominacji urzędników), najczęściej zgodnie z wolą prezydenta głosował Fetterman, a tuż za nim uplasowały się Catherine Cortez Masto i Jacky Rosen z Nevady.
Dla Trumpa wybór jest prosty — to MAGA
Wspomniany już John Cornyn w tym tygodniu przekonał się, co tak naprawdę oznacza utrata poparcia Trumpa. W zaplanowanej na 26 maja dogrywce zamiast niego prezydent publicznie poparł obciążonego skandalami prokuratora stanowego Kena Paxtona.
— Jest mi naprawdę przykro, osobiście jest mi żal Johna Cornyna i mam nadzieję, że mimo wszystko odniesie sukces w tych wyborach. Szkoda też dla samej instytucji — mówi anonimowy senator Partii Republikańskiej. — Nie ma drugiego senatora, który tak ciężko pracowałby nad realizacją spraw w tym miejscu, ani tak dbałby o swoich kolegów.
O wpis Trumpa, w którym ten ogłosił swoje poparcie dla Paxtona, zapytany został po cotygodniowym spotkaniu republikanów lider większości w Senacie John Thune. Odpowiedział powściągliwie: — To jego decyzja.
Analitycy ostrzegają, że zwycięstwo Paxtona może osłabić wynik republikanów w wyborach powszechnych przeciwko demokratom, których reprezentuje James Talarico. W niektórych sondażach Talarico wyprzedza zarówno Paxtona, jak i Cornyna. Dla Trumpa kalkulacja jest jednak prosta — postawić na lojalistę MAGA.
Trump traci poparcie w ważnych stanach
Notowania Trumpa pogarszają się we wszystkich kluczowych stanach, w których rozgrywają się wybory do Senatu. W stanie Maine poparcie netto jest na poziomie minus 17 pkt, w Michigan — minus 14. Nawet w Teksasie, gdzie Trump w 2024 r. wygrał różnicą 14 pkt, obecnie notuje minus 3 pkt poparcia.
— Na pół roku przed wyborami poparcie społeczne oddala się od partii rządzącej. Jeśli republikanie nie zmienią narracji, wybory śródokresowe mogą zamienić się w klasyczny test równowagi władz — ocenia Matt Klink, prezes firmy Klink Campaigns, podkreślając, że ta sytuacja niesie realne ryzyko polityczne dla partii. — Zagrożeniem dla republikanów jest to, że ocena Trumpa stanie się emocjonalnym skrótem, za pomocą którego wyborcy podejmują decyzje w wyborach, które w innym wypadku nie przykuwałyby ich uwagi.
Jak twierdzi Maria Cardona, konsultantka polityczna z Waszyngtonu, republikanie wciąż są sparaliżowani strachem przed sprzeciwianiem się Trumpowi, nawet gdy polityczne koszty rosną.
— Najważniejszym pytaniem będzie to, czy ten klincz zostanie wreszcie przełamany — zwraca uwagę w rozmowie z „Newsweekiem”. — Ale nigdy nie wiadomo, na jakie zachowania jeszcze ich stać i czy nadal wierzą w to, że Donald Trump może im zaszkodzić politycznie.
Strategia Trumpa na wybory śródokresowe jest prosta: stawiać na lojalnych kandydatów, lansować polityków powiązanych z ruchem MAGA i dążyć do uzyskania bardziej znaczącej większości w Senacie. Jeśli demokraci zdobędą choćby jedno miejsce, które dotąd należało do republikanów, przewaga partii prezydenta jeszcze bardziej się zmniejszy. Jednak jeśli w wyborach śródokresowych zwyciężą kandydaci popierani przez Trumpa, może on wyłonić się z tych zmagań z jednolitą większością senacką. Obecna podzielona koalicja mogłaby zostać zastąpiona blokiem senatorów lojalnych wobec Białego Domu, co pozwoliłoby administracji na pełną kontrolę swojego programu legislacyjnego.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

