Gdy u LaShae Rolle zdiagnozowano raka piersi, kobieta była w szoku. W rodzinie zawodniczki trójboju siłowego nie było wcześniej żadnego przypadku tej choroby. Rolle nie pozwoliła jednak, by nowotwór powstrzymał ją przed treningami, co ostatecznie miało pozytywny wpływ na przebieg jej leczenia.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Jej leczenie obejmowało chemioterapię, mastektomię i radioterapię. LaShae kontynuowała także podnoszenie ciężarów, co spotkało się z aprobatą lekarzy, którzy z czasem odkryli, jak tak naprawdę wyglądają jej treningi.

— Nigdy nie powiedziałam lekarzom, co dokładnie robię — powiedziała kobieta w rozmowie z „Newsweekiem”. — Powiedziałam tylko, że ćwiczę. Nikt nie zakładał, że mam na myśli podnoszenie ciężarów. Podczas chemioterapii robiłem przysiady z obciążeniem 217 kg, wyciskałam ponad 100 kg, a martwy ciąg wykonywałam z obciążeniem 405 kg.

Rolle obecnie robi doktorat w dziedzinie zdrowia publicznego, koncentrując się na badaniach nad profilaktyką raka. Nowotwór zdiagnozowano u niej w lutym 2024 r., gdy zauważyła rosnący guzek.

— Poczułam guzek w piersi i pomyślałam, że to może być spowodowane trójbojem siłowym lub wyciskaniem na ławce — powiedziała. — Po raz pierwszy zgłosiłam się do lekarza pierwszego kontaktu, gdy guzek był naprawdę mały, wielkości ziarnka grochu. Usłyszałam, że to tylko tkanka włóknista i nie ma się czym martwić, biorąc pod uwagę mój wiek. Zrobiłam badania krwi i wyniki były idealne. Wszystko wydawało się być w normie.

— Nie myślałam, że to będzie coś złego. Szczerze mówiąc, zapomniałam o tym. Gdy lekarz powiedział, że wszystko jest w porządku, nie zawracałam sobie głowy ponownym sprawdzaniem guzka. Około sześciu miesięcy później poczułam go ponownie, gdy byłam pod prysznicem. Zdałam sobie sprawę z tego, że urósł. Teraz był wielkości monety.

— W grudniu 2023 roku otrzymałam skierowanie na mammografię, którą wykonałam w styczniu. Ciągle wtedy myślałam, że to pewnie nic takiego. Lekarka powiedziała mi, że to znowu tkanka włóknista, ale dla pewności wysłała mnie na USG — kontynuowała. — Wtedy inny lekarz zapytał mnie „jak długo to trwa?”. I się zaczęło. Najpierw usłyszałam, że nie potrzebuję mammografii, ale potem kazali mi ją natychmiast zrobić. Zdałam sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak.

— Jestem pierwszą osobą w mojej rodzinie, która zachorowała na raka piersi — oznajmiła. — Mój dziadek miał raka jelita grubego, ale nikt inny nie miał niczego podobnego.

Swoją diagnozę Rolle poznała w ciągu pięciu dni. Według większości standardów jest to bardzo szybko, jednak kobieta czuła się, jakby w ciągu tych kilku dni minęło jej całe życie.

— Diagnozę otrzymałam 5 lutego — powiedziała. — Między 8 a 24 marca zamrożono moje jajeczka, a 26 marca, czyli w moje 27. urodziny, przeszłam mastektomię. Powiedzieli mi, że usunęli raka i przepisali mi chemioterapię jako środek zapobiegawczy. Po radioterapii skan PET wykazał, że w listopadzie 2024 roku byłam już zdrowa. Podczas leczenia nawet na chwilę nie przestałam trenować. Czułam się dobrze. Obecnie robię doktorat z badań nad profilaktyką raka i na zajęciach badamy to, jak ćwiczenia i dieta wpływają na pacjentów z rakiem. Zastosowałam więc własne badania do siebie.

Według American Cancer Society, ćwiczenia są bezpieczne i korzystne przed, w trakcie i po leczeniu nowotworowym. Aktywność może poprawić jakość życia, zwiększyć energię i pomóc w radzeniu sobie z efektami ubocznymi leczenia. Jej brak może prowadzić do utraty mięśni i ograniczenia mobilności — dlatego wiele zespołów zajmujących się leczeniem nowotworów zachęca obecnie pacjentów do wykonywania ćwiczeń przez cały okres leczenia.

— To było surrealistyczne — opowiada „Newsweekowi” Rolle — Badałam coś, a potem stałam się częścią tego badania.

Przez cały okres leczenia kobieta trzy razy w tygodniu wykonywała ćwiczenia siłowe, po czym każdy trening kończyła 30 minutami cardio.

— Jedyne co zmieniłam to to, że nie trenowałam dzień po chemioterapii. Dowiedziałam się, że nie wolno tego robić. Ale po pięciu czy sześciu dniach mogłam już wracać do aktywności — powiedziała.

Do końca leczenia Rolle zachowała 93 proc. swojej siły w przysiadzie i 87 proc. siły w wyciskaniu na ławce i martwym ciągu. Jest to niespotykany wynik wśród pacjentów poddawanych chemioterapii. Liczby te podkreślają potencjał dobrze zarządzanego treningu o wysokiej intensywności podczas leczenia nowotworowego.

— Podróż LaShae przypomina o tym, że przetrwanie choroby to nie tylko powrót do zdrowia. To także odzyskanie siły, tożsamości i celu — powiedziała Tracy Crane, główna mentorka kobiety, współprzewodnicząca programu badań nad rakiem i dyrektorka ds. medycyny stylu życia, profilaktyki i zdrowia cyfrowego w Sylvester Comprehensive Cancer Center. — Jej zaangażowanie w trójbój siłowy jest przykładem tego, jak ruch może jednocześnie uzdrawiać, wzmacniać i wspierać.

Tekst opublikowany w amerykańskiej edycji „Newsweeka”. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version