-
W Warszawie młode nurogęsi straciły matkę, którą w Łazienkach pożarła duża ryba, prawdopodobnie sum albo szczupak.
-
Zarząd Zieleni Warszawy poinformował, że osierocone pisklęta zostały zaadoptowane przez nową samicę, która przeprawiła się z Łazienek do Wisły.
-
W artykule podkreślono, że nurogęsi składają dużo jaj i prowadzą wiele młodych, z których większość zginie z powodu drapieżników lub innych zagrożeń.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
To smutne zdarzenie, ale takie są prawa natury. Matka piskląt nurogęsi została zaatakowana w wodach Łazienek Królewskich w Warszawie przez dużą rybę, pewnie suma albo szczupaka. Zginęła i osierociła młode, ale przecież ryba też potrzebuje pokarmu i musi polować.
Pisklęta znalazły się w trudnej sytuacji i wydawać by się mogło, że zginą bez mamy. Przyroda znajduje jednak rozwiązania na taką sytuację i właśnie jesteśmy świadkami tego rozwiązania.
Jak bowiem pisze Zarząd Zieleni m.st. Warszawy w mediach społecznościowych: „Pamiętacie sieroty nurogęsi z wczoraj? To one dzisiaj – zaadoptowane przez nową matkę, która 3 maja w 1,5 godziny przeprawiła się z Łazienek do Wisły z własną dziesiątką”.
Przeprawiła się i postanowiła przyjąć do swoich dzieci jeszcze nową, osieroconą gromadkę. A u nurogęsi dziesiątka piskląt to żadna sensacja. To nawet w jakimś sensie pikuś – nurogęś potrafi znieść nawet 17 jaj! I wyprowadzić kilkanaścioro piskląt. To może tłumaczyć, dlaczego przybrana matka bez protestu przyjęła liczną grupę sierot po koleżance z Łazienek.
Urzędnicy podkreślają jednak, że nie było łatwo. „Gdy nurogęś dostała się do Wisły, zaczęła się prawdziwa akcja – pościg za rodziną między Śródmieściem a Pragą, ciągłe aktualizacje lokalizacji” – relacjonuje zarząd zieleni.
Nurogęś z młodymi musiała przepłynąć obok tłumów grillujących nad Wisłą, mijała kajakarzy, a nawet driftującą motorówkę. „Tym bardziej cieszy, że wszystko zakończyło się happy endem – szóste w tym sezonie przejście ze skuteczną adopcją dodatkowej dziesiątki piskląt” – podsumowano.
Nurogęś ma wiele piskląt. Wiele z nich zginie
Szansa na to, że wszystkie małe pisklęta nurogęsi dożyją dojrzałości nie jest wielka. Ptaki te po to składają tyle jaj i wyprowadzają tyle młodych, by zabezpieczyć się na wypadek nieuchronnych strat.
Wiele małych nurogęsi ginie w paszczach sumów, szczupaków, ptaków drapieżnych łącznie z bielikami, lisów, łasic, a ostatnio dochodzi do tego wyjątkowo trudny przeciwnik – inwazyjny szop pracz. W Warszawie nie jest jeszcze częsty, aczkolwiek relacjonowaliśmy takie obserwacje, np. z terenu Ochoty czy Kampinosu. Ta inwazja idzie z zachodu, od strony Niemiec.
Warto jednak pamiętać, że nawet maleńkie, kilkudniowe pisklęta nurogęsi są sprawne i bardzo dobrze nurkują, ale kiedy się zmęczą, wdrapują się na matczyny grzbiet, bo samica pływa obok nich.
To częsty widok – samica tego tracza, którą rozpoznajemy po czekoladowej głowie (samiec w szacie godowej ma zieloną) wozi młode na grzbiecie. Pisklęta potrafią pobierać pokarm, głównie skorupiaki i owady, potem coraz częściej ryby. Usamodzielniają się podczas pierzenia w wieku 60-70 dni. A zatem będą gotowe do samodzielnego życia latem.



