Według deklaracji Donut Lab nowe ogniwo miało osiągać gęstość energii wynoszącą 400 watogodzin na kilogram. W praktyce oznaczałoby to możliwość magazynowania znacznie większej ilości energii przy tej samej masie akumulatora. Dla kierowców przełożyłoby się to na większy zasięg samochodu bez zwiększania jego wagi.
Chcieli stworzyć rewolucyjną baterię do elektryków. Śledztwo pokazało co innego
Firma twierdziła również, że bateria mogłaby wytrzymać nawet 100 tys. cykli ładowania. To wartość wielokrotnie wyższa od osiąganej przez obecne akumulatory stosowane w samochodach elektrycznych. Nic dziwnego, że zapowiedzi szybko przyciągnęły uwagę mediów, inwestorów i producentów pojazdów.
Problem w tym, że Donut Lab nie przedstawiło publicznie szczegółowych danych potwierdzających swoje osiągnięcia. To właśnie skłoniło część ekspertów do dokładniejszego przyjrzenia się technologii.
Wątpliwości zebrał i opublikował Ryan Inis Hughes, badacz akumulatorów prowadzący kanał Ziroth. Wraz z zespołem ponad 20 specjalistów przeanalizował dostępne informacje dotyczące ogniwa. Zdaniem autorów śledztwa charakterystyka pracy baterii odpowiada dobrze znanej technologii litowo-jonowej, a nie zapowiadanej baterii półprzewodnikowej.
„Donut Lab nieustannie nie przedstawia żadnych wiarygodnych dowodów potwierdzających swoje twierdzenia. Wszystkie dostępne dane testowe nie tylko da się wyjaśnić za pomocą obecnych ogniw litowo-jonowych, ale wręcz wskazują właśnie na nie” – powiedział Hughes portalowi CNET.
Dlaczego baterie półprzewodnikowe są tak ważne?
Spór może wydawać się techniczny, ale dotyczy jednej z najważniejszych technologii przyszłości. Obecne samochody elektryczne korzystają głównie z baterii litowo-jonowych. To sprawdzone rozwiązanie, które jednak ma ograniczenia. Akumulatory są ciężkie, stosunkowo drogie, a ich ciekły elektrolit może w skrajnych przypadkach doprowadzić do przegrzania lub pożaru.
Baterie półprzewodnikowe mają zastąpić ten ciekły elektrolit materiałem stałym. Teoretycznie pozwala to zwiększyć ilość energii magazynowanej w ogniwie, poprawić bezpieczeństwo i skrócić czas ładowania. Dlatego od lat są przedstawiane jako potencjalny następca obecnych akumulatorów.
Nad podobnymi rozwiązaniami pracują m.in. Toyota, Huawei, a także dziesiątki firm technologicznych i startupów. Mimo miliardów dolarów inwestycji żadna duża firma nie ogłosiła jednak rozpoczęcia masowej produkcji takich baterii na szeroką skalę. To właśnie dlatego eksperci od początku ostrożnie podchodzili do deklaracji Donut Lab.
Śledztwo Hughesa wsparły także media specjalizujące się w elektromobilności. Portal Electrek przypomina, że już kilka miesięcy temu opublikował informacje od sygnalisty, który twierdził, że produkt startupu nie jest tym, za co go podawano. Według serwisu firma mogła zebrać około 25 mln dolarów od ponad 1300 inwestorów.
Donut Lab odrzuca wszystkie zarzuty. W oświadczeniu przesłanym do CNET firma poinformowała, że podtrzymuje swoje wcześniejsze deklaracje i realizuje projekt zgodnie z planem. Na razie jednak nie pokazała publicznie danych, które pozwoliłyby niezależnie zweryfikować jej twierdzenia. Dlatego firma, która jeszcze kilka miesięcy temu była przedstawiana jako kandydat do technologicznego przełomu, dziś musi przede wszystkim udowodnić, że jej bateria rzeczywiście jest czymś więcej niż kolejnym akumulatorem litowo-jonowym.














