Bez Enrica Fermiego i innych świetnych naukowców, którzy musieli uciekać z Europy, nie byłoby zwycięstwa USA w atomowym wyścigu — mówi David N. Schwartz, autor biografii genialnego włoskiego fizyka.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

David N. Schwartz: W wieku 23 lat Fermi przeczytał jedną z prac Alberta Einsteina, jedynego naukowca, któremu kiedykolwiek zazdrościł. Po odłożeniu jej na półkę miał stwierdzić, że jeżeli kiedykolwiek fizycy uwolnią siłę drzemiącą w jądrze atomu, zmiecie ich ona z powierzchni ziemi. Z tej przyczyny był też początkowo niechętny, by w ogóle iść tą naukową ścieżką.

— Fermi był konformistą. Pozwolił zrobić z siebie bohatera propagandowej narracji, licząc, że rząd nie będzie ingerował w jego badania. Mussolini był dumny, że ktoś taki jak Fermi został członkiem partii faszystowskiej. Ten jednak nigdy nie angażował się w walkę polityczną.

— Enrico z czasem to zrozumiał. Kiedy stworzenie bomby atomowej stało się możliwe, pojął, że gdziekolwiek się to robi, rząd położy na tobie łapę. Werner Heisenberg, wybitny fizyk, który został przy Hitlerze, nie chciał tego wziąć pod uwagę, uważał, że można być moralnym naukowcem w kraju totalnego reżimu.

— W Stanach Zjednoczonych naprawdę obawiano się, że naziści zbudują bombę atomową pierwsi, a rozmowa z Wernerem Heisenbergiem tylko Włocha w tym utwierdziła. Zarówno Fermi, jak i inni naukowcy rozumieli niebezpieczeństwo rozszczepienia atomu, ale uważali, że bomba w rękach Hitlera byłaby czymś strasznym. Dlatego do pracy przystąpili z dużą dozą niechęci, raczej z poczucia obowiązku. Zdecydowali się wypuścić dżina z butelki, wiedząc, że nie będą go mogli już do niej schować.

— Enrico Fermi odpowiada za cały naukowy fundament projektu Manhattan. Bez jego badań dotyczących reakcji łańcuchowej, które przeprowadził jeszcze w Rzymie w latach 30., a potem w Chicago, nie byłoby bomby atomowej. Ale nie zapominajmy, że Fermi był Włochem. Stany miały cholerne szczęście, że tam wyemigrował, jednak ciągle był obywatelem kraju, z którym toczyły wojnę. Z drugiej strony, to dobrze, że Oppenheimer został liderem całego przedsięwzięcia, był rzutkim człowiekiem, odpowiednim do tego zadania.

— Tak. Enrico Fermi czy świetny polski matematyk Stanisław Ulam, który odegrał ogromną rolę przy pracach nad bombą wodorową, to tylko dwóch, których trzeba wymienić. Można zaryzykować stwierdzenie, że państwa Osi przegrały, bo pozbyły się większości najlepszych specjalistów. Zresztą głupio — Fermi chętnie zostałby we Włoszech, gdyby nie antysemickie przepisy zagrażające jego żonie. Ale było coś jeszcze: zasoby, którymi dysponowały tylko Stany Zjednoczone. Kiedy generał Leslie Groves zostawał militarnym szefem projektu Manhattan, zażądał od prezydenta, że nie będą mu robione żadne przeszkody, jeśli chodzi o dostęp do surowców. Przykład? W pewnym momencie pracy nad bombami skończyła się miedź. Naukowcy poinformowali go, że dobrym substytutem byłoby srebro. Groves zamówił więc dla projektu Manhattan około 90 ton srebra. Dostał je bez przeszkód.

— Wybranie słusznej drogi już na samym początku badań. Pracując nad stosem atomowym, czyli budując pierwszy reaktor, Enrico Fermi i węgierski naukowiec Leó Szilárd zdecydowali, że najlepszym materiałem do eksperymentów będzie grafit. Stany miały go pod dostatkiem, był łatwy w obróbce i ku ich uldze okazało się, że może odgrywać kluczową rolę w zapoczątkowaniu reakcji łańcuchowej. W tym samym czasie Niemcy zamiast grafitu używali ciężkiej wody, która była szalenie droga i trudna do uzyskania.

— Fermi był szalenie introwertyczną postacią, skupioną głównie na fizyce. Myślę więc, że nawet on sam nie rozumiał części własnych motywacji. Ale kiedy projekt zmierzał ku końcowi, próbował znaleźć dowód — naukowy oczywiście! — że bomba nie zadziała. Powiedział to nawet Grovesowi, przekonując, że jeżeli Amerykanom się nie uda, to Niemcom na pewno też. Groves wpadł w szał. Nie po to wydano na projekt dwa miliardy dolarów, żeby bomba miała nie działać.

— Pierwszą reakcją był zachwyt nad tym, co zobaczyli. Przecież nikt nigdy nie widział, jak taka reakcja się materializuje! Z drugiej strony byli przytłoczeni. Fermi, choć kochał prowadzić, w drodze powrotnej oddał kierowanie autem komuś innemu, w domu nie powiedział żonie ani słowa. Nastroje naukowców dobrze oddał jeden z nich, który zaraz po udanym teście miał powiedzieć: „Teraz wszyscy jesteśmy skur…”.

— Nie. Rząd wykorzystał ich do zbudowania bomby atomowej, ale nikt nie miał zamiaru konsultować z naukowcami decyzji o jej wykorzystaniu. Kiedy pojawiły się pierwsze petycje, żeby zrezygnować z użycia tej broni, zignorowano je. To była decyzja militarna, która miała zresztą swoje podstawy. Stany Zjednoczone od ponad 4,5 roku prowadziły brutalną wojnę. Niemcy zostały pokonane, ale USA ciągle miały w pamięci bitwę o Iwo Jimę, gdzie nie poddał się ani jeden Japończyk, trzeba było zabić każdego z nich. Wojskowi byli przekonani, że jeżeli dojdzie do desantu na Japonię, kraj zamieni się w jedną wielką Iwo Jimę, a na to nie mogli sobie pozwolić. Potrzebowali sposobu, aby zakończyć wojnę szybko, i zdecydowali się na opcję atomową.

Nie wszyscy byli przeciw. Kiedy bomba była gotowa i prezydent Truman zwrócił się do naukowców o radę, Oppenheimer opowiedział się za wykorzystaniem broni.

— Tak, Fermi chciał schować wszystkie osiągnięcia projektu Manhattan głęboko do szuflady i nikomu ich nie ujawniać. Niestety, dżin nie pozwolił schować się do butelki. Oppenheimer przekonał Fermiego do swojego pomysłu.

— To pierwszy raz w historii, kiedy rząd odegrał tak wielką rolę w finansowaniu i prowadzeniu projektu naukowego, co oczywiście kontynuowano po wojnie, bo energia jądrowa stała się państwowym monopolem. To też początek czegoś, co w Ameryce nazywamy Big Science. Przed wojną naukowcy zajmowali się nauką na kartkach papieru, na stołach takich jak ten, w pokojach wielkości tego, w którym rozmawiamy. Po wojnie przenieśli się do wielkich państwowych laboratoriów i zaczęli zajmować pracą, która została utajniona. Zdobycze naukowe stały się dobrem narodowym i miały strategiczne znaczenie. Kiedy Fermi odwiedzał Włochy w 1949 i 1954 r., nie rozmawiał o swoich badaniach z włoskimi kolegami. Jego dawny przyjaciel Edoardo Amaldi był tym tak zasmucony, że kiedy później zakładał Europejską Radę Badań Jądrowych (CERN), wpisał w jej status zakaz prowadzenia utajniania badania.

— Fermi nie angażował się politycznie, ludzie właściwie nie wiedzieli, jakie ma poglądy. Moim zdaniem był konserwatystą, mimo to uważał, że Oppenheimer został potraktowany niesprawiedliwie, bo nie był żadnym sowieckim szpiegiem. Nie miał go za wybitnego fizyka, uważał też za nieprzyjemnego człowieka, ale nie podobało mu się uznanie go za zdrajcę. Podczas przesłuchań bronił Oppenheimera. Na poziomie ludzkim i indywidualnym Fermi być może był konformistą, ale też miał mocny kręgosłup moralny.

— Urodzony w 1901 r. w Rzymie Enrico Fermi był ostatnią osobą w XX w., która rozumiała wszystkie gałęzie fizyki i postrzegała je jako uzupełniającą się całość. Poza tym Włoch był geniuszem, nie tylko jeśli chodzi o teorię, lecz także fizykę eksperymentalną. A to nie dzieje się praktycznie nigdy. Osoby, które potrafiły to łączyć, jak np. Galileusz, można w historii policzyć na palcach jednej ręki.

David N. Schwartz ekspert od spraw bezpieczeństwa i broni nuklearnej, ukończył Stanford University, doktoryzował się na Massachusetts Institute of Technology. Pracował w administracji rządu amerykańskiego i banku Goldman Sachs. Autor bestsellerowej książki „Enrico Fermi. Ostatni człowiek, który wiedział wszystko. Życie i czasy ojca ery atomowej”. Jego ojcec Melvin Schwartz za udowodnienie istnienia dwóch typów neutrin (elektronowego i mionowego) otrzymał Nagrodę Nobla w 1988 r.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version