Dziennik „Rzeczpospolita” poinformował, że Stany Zjednoczone sondowały możliwość wykorzystania jednej z polskich baterii systemu MIM-104 Patriot na Bliskim Wschodzie. Wynika to z serii błędów, jakie amerykańska administracja popełniła w działaniach przeciwko Iranowi. Jednak problem z bronią z USA jest szerszy i nie dotyczy tylko Polski.

Jeszcze niedawno prezydent Donald Trump obrażał pamięć polskich żołnierzy, którzy polegli podczas misji w Iraku i Afganistanie, teraz jego administracja sonduje możliwość wykorzystania polskich systemów obrony przeciwlotniczej podczas wojny, którą administracja Trumpa rozpętała na Bliskim Wschodzie.

Informacje opublikowane przez „Rzeczpospolitą” wskazują, że strona amerykańska miała badać możliwość czasowego wykorzystania jednej z baterii programu Wisła wraz z przypisanym jej zapasem pocisków. W obecnych warunkach przekazanie takiego systemu oznaczałoby istotne ograniczenie zdolności obronnych Polski, co tłumaczy jednoznaczną reakcję władz.

Polska nie przewiduje żadnych relokacji, a systemy obrony powietrznej mają realizować swoje podstawowe zadanie, czyli ochronę krajowego terytorium oraz wschodniej flanki NATO. Rzecznik MON oraz Agencja Uzbrojenia zdementowali informacje o jakichkolwiek planach przesunięć. Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił we wpisie na platformie X, że „nasze baterie Patriot i ich uzbrojenie służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO” i nie są przewidziane do relokacji.

„Polskie Patrioty zostają w Polsce. Mają swoje zadanie w kraju. To obrona Polski i wschodniej flanki NATO” — dodał wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. I obaj ministrowie mają rację, gdyż oddanie jednej baterii ograniczyłoby polskie zdolności o połowę.

Program Wisła stanowi podstawę budowy nowoczesnej obrony powietrznej średniego zasięgu. W pierwszym etapie Polska zakontraktowała dwie baterie Patriot w konfiguracji z pociskami PAC-3 MSE oraz systemem dowodzenia IBCS. Umowę podpisano w 2018 r. Druga faza obejmuje zakup sześciu kolejnych baterii, wyposażonych już w docelowe radary LTAMDS i szerszy pakiet efektorów. Łącznie oznacza to osiem baterii w strukturach Sił Zbrojnych RP.

Pierwsza bateria z 37. Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej, wchodzącego w skład 3. Warszawskiej Brygady, osiągnęła podstawową gotowość operacyjną we wrześniu 2023 r. Poprzedził to cykl testów oraz integracja z systemem dowodzenia IBCS, które miały potwierdzić zdolność do działania w docelowej architekturze. Kolejnym etapem było uzyskanie wstępnej gotowości operacyjnej w grudniu 2024 r., co oznaczało zakończenie zasadniczej fazy szkolenia i zgrywania pododdziałów. We wrześniu 2025 r. system przeszedł pierwsze strzelania na poligonie w Ustce, potwierdzając zdolność do użycia bojowego.

Jeszcze ważniejsza jest kwestia zapasu pocisków. W pierwszej fazie zamówiono ponad 200 efektorów PAC-3 MSE. W drugiej fazie programu przewidziano kolejne dostawy — według dostępnych zgód eksportowych nawet kilkaset efektorów dla sześciu następnych baterii. Będą one współpracować z nowymi radarami LTAMDS, które zastąpią dotychczas używane stacje AN/MPQ-65.

PAC-3 MSE to rozwinięcie wcześniejszych wersji przeznaczone przede wszystkim do zwalczania pocisków balistycznych. Otrzymały mocniejsze napędy i lepsze parametry przechwytywania, zarówno pod względem zasięgu, jak i pułapu. Mogą też zwalczać cele aerodynamiczne, w tym pociski manewrujące i statki powietrzne. Zastosowano w nich zasadę kinetycznego trafienia w cel, bez użycia klasycznej głowicy odłamkowej.

Uzupełnieniem mają być tańsze pociski PAC-2 GEM-T, wykorzystywane głównie przeciwko celom balistycznym krótszego zasięgu oraz, w odpowiednich wariantach, przeciwko celom aerodynamicznym. Polska rozważa ich szerszy zakup, który może objąć kilkaset sztuk, choć decyzje w tej sprawie pozostają w toku. Głównie ze względu na zachowanie samych Amerykanów i możliwość współpracy pomiędzy MBDA UK i Polską Grupę Zbrojeniową przy pracach nad pociskiem średniego zasięgu CAMM-MR. Zresztą nie tylko Polska myśli o uniezależnieniu się od Amerykanów.

Problemy z dostępnością systemów i pocisków widać wyraźnie na przykładzie Szwajcarii. Według informacji szwajcarskich władz dostawy zostały przesunięte o 4-5 lat względem zapisanego w umowie harmonogramu. Wynika to zarówno z ograniczeń produkcyjnych, jak i zmiany priorytetów po stronie amerykańskiej. W reakcji na to władze w Bernie już wcześniej sygnalizowały możliwość wstrzymania płatności, próbując wymusić przyspieszenie realizacji umowy.

Waszyngton odpowiedział, powołując się na zapisy procedury Foreign Military Sales, które dają mu dużą swobodę w zarządzaniu harmonogramem dostaw. W praktyce oznacza to, że nawet odbiorcy tacy jak Szwajcaria mają ograniczone narzędzia nacisku, bo Amerykanie zostawili sobie furtkę, która pozwala nawet przejąć zamówienie danego kontrahenta.

Konflikt jest nawet szerszy, bo Amerykanie zapowiedzieli, że zamówione przez Szwajcarię F-35A będą droższe, niż zapisano w umowie. Szwajcaria musiałaby zaciągnąć w USA kolejny kredyt w wysokości 1,2 mld euro, na co rząd się nie wyraził zgody. Ostatecznie Berno zdecydowało się ograniczyć wielkość zamówienia z 36 do 30 egzemplarzy. Ponadto pojawiła się zapowiedź, że rząd będzie poszukiwał dodatkowego systemu obrony powietrznej, najlepiej produkcji europejskiej.

Szwajcarzy nie są jedyni, którzy przestali ufać Waszyngtonowi. Pojawiły się również informacje o odejściu Hiszpanii od planów zakupu F-35A i skierowaniu środków na rozwój Eurofighterów oraz programu FCAS. Kanada i Portugalia sygnalizowały przegląd swoich programów związanych z F-35, głównie z powodu nieadekwatnie rosnących kosztów i niepewności politycznej. Wszyscy zainteresowani mówią o chęci budowy większej autonomii przemysłowej w Europie. Dlatego nawet Kanada jest zainteresowana współpracą w ramach mechanizmu SAFE.

Od końca lutego państwa regionu Zatoki Perskiej wystrzeliły około 2400 pocisków przechwytujących systemów Patriot. To poziom zbliżony do ich przedwojennych zapasów, szacowanych na około 2800 efektorów. W sumie Amerykanie i ich sojusznicy w ciągu miesiąca zużyli osiem razy więcej pocisków, niż Ukraina w ciągu trzech lat.

Iran użył w tym czasie około 1200 pocisków balistycznych oraz ponad 4 tys. dronów uderzeniowych. Do ich zwalczania wykorzystywane są przede wszystkim systemy Patriot oraz THAAD. Skala zużycia pokazuje, że zapasy mogą zostać wyczerpane w ciągu kilku tygodni intensywnych działań.

Produkcja nie nadąża za tym tempem. Lockheed Martin wytwarza obecnie ok. 650 pocisków PAC-3 rocznie oraz niespełna 100 interceptorów dla systemu THAAD. Nawet planowane zwiększenie produkcji do około 2 tys. pocisków rocznie do końca dekady nie rozwiązuje problemu w krótkim okresie.

Rozwiązaniem ma być uruchomienie nowych linii produkcyjnych w Europie, w tym projektu realizowanego przez Rheinmetall. Pełne efekty tych inwestycji będą jednak widoczne dopiero pod koniec dekady, a Amerykanie potrzebują pocisków już teraz, ponieważ wystrzelali się niemal całkowicie z własnych zapasów. Stąd sondowanie sojuszników, czy mogą przekazać swoje pociski.

Przykład Bliskiego Wschodu pokazuje, że zapasy mogą zostać wyczerpane szybciej, niż zakładano w planach pokojowych. A sytuacja Szwajcarii potwierdza, że nawet stabilni i neutralni odbiorcy nie są dziś w stanie wymusić terminowych dostaw, a mogą się także zacząć obawiać, że już wyprodukowane systemy zostaną zajęte przez Amerykanów. Co tylko pokazuje, że Waszyngton staje się coraz mniej wiarygodnym i solidnym partnerem.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version