— Miesza mi to w głowie — mówi Paweł o licznych doniesieniach dotyczących Zondacrypto. Stracił tam 70 tys. złotych i sam już nie wie, czy jest sens dalej trzymać się nadziei, że kiedykolwiek je odzyska.

— Człowiek sobie tłumaczył, że to chwilowe problemy — opowiada 34-letni Paweł. Bo Zondacrypto działała na polskim rynku od lat, sponsorowała olimpijczyków, reklamowali ją znani aktorzy. Nie mógł uwierzyć, że 70 tys. zł, które zainwestował tam w kryptowaluty, przepadło.

Od kilku lat pracuje w korporacji. Zarabia dobrze, ale od dawna myślał o tym, żeby z niej odejść i zacząć pracować na własny rachunek. Pieniądze zainwestowane w kryptowaluty miały pomóc w realizacji planu. Liczył, że jesienią rynek odbije, a jego oszczędności urosną na tyle, żeby mógł rozpocząć własny biznes. Myślał o niewielkiej kawiarni połączonej z palarnią kawy. Na start potrzebowałby ok. 150 tys. zł.

W maju zdecydował się złożyć zawiadomienie do prokuratury. A potem tygodniami, obsesyjnie czytał każdą wzmiankę o Zondacrypto, o tym, jak zmienia się sytuacja. I czuł coraz większą złość. Nie tylko na prezesa giełdy Przemysława Krala, ale także, a może przede wszystkim, na polityków.

Jest zły, że państwo nie ostrzegło klientów wcześniej. Uważa, że skoro służby miały jakieś sygnały dotyczące Zondacrypto, powinny były zareagować, zanim tysiące ludzi straciły dostęp do swoich pieniędzy. — Ciśnienie podnosi mi też to, że politycy PiS dostawali jakieś przelewy z Zondy. I co, nie wiedzieli, że to scam? — zastanawia się.

Cała sprawa kosztuje go tyle nerwów, że musiał się udać po leki do psychiatry. Dopadła go bezsenność. Przestał też normalnie jeść, w związku z czym schudł osiem kilogramów. — Chociaż to może akurat plus — stwierdza z przekąsem.

Gubi się w tym, jakie działania powinien jeszcze podjąć. Myślał, że prokuratura wystarczy, a teraz słyszy, że po ogłoszeniu upadłości spółki w Estonii, musi zgłosić się do estońskiego syndyka. Jednocześnie pojawiają się komunikaty od Romana Giertycha, który reprezentuje Przemysława Krala.

Giertych przekazał, że jego klient przekazał do dyspozycji prokuratury „ogromny majątek”, który wraz z wcześniej zabezpieczonymi aktywami powinien wystarczyć do zaspokojenia wszystkich pokrzywdzonych, którzy złożyli zawiadomienia. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek mówił o zabezpieczonych ponad 100 mln zł. Ale to nie oznacza automatycznie, że tyle otrzymają poszkodowani.

— Miesza mi to w głowie. Skoro sprawą zajmuje się prokuratura, to czy ja jeszcze muszę zgłaszać się do syndyka? Czy jedno zgłoszenie zastępuje drugie? — pyta. Paweł wie za to jedno — trudno mu będzie odzyskać zaufanie i do państwa, i do inwestowania jako takiego. Zostało mu 30 tys. zł oszczędności, które po prostu trzyma w banku.

Nie chce, żeby traciły na wartości, ale jednocześnie boi się, że znów je gdzieś włoży i będzie siedział, jak na szpilkach, zastanawiając się, czy przypadkiem nie zaginą. — Miałem naprawdę duże marzenia. Może do nich jeszcze wrócę, ale potrzebuję czasu, by ochłonąć — przyznaje.

Według radcy prawnego Damiana Przybyłowskiego, który zajmuje się poszkodowanymi przez Zondacrypto i stara się im pomóc w odzyskaniu wierzytelności, niezależnie od złożenia zawiadomienia do prokuratury warto też podjąć działania związane z Estonią.

To właśnie tam zarejestrowana jest spółka BB Trade Estonia OÜ, która była operatorem platformy Zondacrypto. Spółka z siedzibą w Tallinie świadczyła za jej pośrednictwem usługi związane z obrotem kryptowalutami. 27 sierpnia estoński sąd ogłosił upadłość spółki i wyznaczył jej syndyka.

Od tego momentu wierzyciele mają dwa miesiące, by zgłaszać się do estońskiego syndyka, Margusa Lentsiusa. Przybyłowski tłumaczy, że można to zrobić samodzielnie, przez polskiego pełnomocnika albo kancelarię z Estonii. Nie ma wymogu korzystania z profesjonalnego pełnomocnika. — Trzeba jednak pamiętać, że przekroczenie terminu może oznaczać przesunięcie do dalszej grupy zaspokojenia, co w praktyce może uniemożliwić odzyskanie pieniędzy — zaznacza.

Tłumaczy, że w przypadku zwykłych walut procedura jest stosunkowo prosta — wierzytelność trzeba przeliczyć na euro według kursu Europejskiego Banku Centralnego z dnia ogłoszenia upadłości. Problem pojawia się przy kryptowalutach, bo te również trzeba przeliczyć na euro, ale w tym przypadku nie ma jednego oficjalnego kursu. To jest obecnie największa niewiadoma. — Kontaktujemy się w tej sprawie z syndykiem i czekamy na informację, w jaki sposób będzie chciał dokonywać tego przeliczenia — mówi radca prawny.

Dodaje, że nie chce ograniczać się wyłącznie do zgłoszenia wierzytelności. Jeżeli syndyk odnajdzie kryptowaluty należące do klientów, będzie składać wnioski o ich wydanie, czyli o przekazanie konkretnych aktywów na portfele klientów. W wielu przypadkach może to być korzystniejsze niż otrzymanie ich równowartości w pieniądzu, zwłaszcza przy dużych wahaniach kursów kryptowalut.

Zgłoszenie się do syndyka jest o tyle istotne, że nawet jeśli sąd karny zasądzi na rzecz poszkodowanego obowiązek naprawienia szkody, to nie oznacza automatycznej wypłaty pieniędzy. Jeżeli postępowanie upadłościowe zakończy się wcześniej, może się okazać, że nie będzie już majątku, z którego można byłoby tę kwotę odzyskać. — Przykładem jest Amber Gold, gdzie postępowanie karne trwało znacznie dłużej niż postępowanie upadłościowe — zwraca uwagę ekspert.

Nie jest obecnie w stanie powiedzieć, jaki będzie poziom zaspokojenia wierzycieli. Początkowo, gdy nie pojawiły się jeszcze informacje dotyczące zabezpieczonego majątku, szacował go na ok. 20 proc. Teraz uważa, że majątku może być więcej. Jeżeli rzeczywiście Przemysław Kral będzie współpracował, tak jak zapowiada to Giertych, poziom zaspokojenia mógłby być dość wysoki.

— Dla przykładu podam, że w upadłości CoinLoan, innej giełdy krypto w Estonii, poszkodowani uzyskali ok. 51 proc. swoich wierzytelności. To o tyle realne, że moim zdaniem nie wszyscy poszkodowani zgłoszą swoje wierzytelności — mówi.

Typuje co najmniej trzy grupy osób, które mogą się nie zgłosić. Pierwsza to osoby, które mogą obawiać się pytań o pochodzenie środków. Druga to ludzie z niewielkimi roszczeniami albo tacy, którzy przegapią termin. Trzecia ci, którzy nie wykazywali dochodów związanych z kryptowalutami w rozliczeniach podatkowych i mogą obawiać się zainteresowania urzędu skarbowego.

— Chociaż w przypadku tej ostatniej grupy, brak deklaracji można naprawić, składając czynny żal. To wszystko może sprawić, że ostateczna suma zgłoszonych wierzytelności będzie niższa — podsumowuje.

Antoni pracuje w branży IT. Kilka lat temu przeszedł z polskiej firmy do amerykańskiego startupu. Zarabiał w dolarach, a część wynagrodzenia odkładał. Z czasem uzbierał 25 tys. dol. Stwierdził, że włoży je na Zondacrypto i wykupi kryptowaluty w korzystnym momencie, by pomnożyć oszczędności.

Kiedy w kwietniu pojawiły się problemy z wypłatami, Antoni zaczął śledzić informacje o giełdzie niemal codziennie. Sprawdzał komunikaty, czytał komentarze innych poszkodowanych, zaglądał na fora i grupy internetowe. Im więcej czytał, tym bardziej był zdenerwowany.

— Siedziałem i zastanawiałem się, co będzie z moimi pieniędzmi — wspomina. Wstawał rano i pierwsze, co robił, to sprawdzał, czy coś się wydarzyło. W pewnym momencie nerwy były tak duże, że musiał wziąć urlop. Był na tyle rozbity, że skupienie się na pracy przekraczało jego możliwości.

Dziś Antoni praktycznie przestał śledzić sprawę. Zwyczajnie nie ma już na to siły. Bał się, że zwariuje, ogarniające go napięcie przekładało się na relacje w domu. Bliscy, na początku przejęci, zaczęli unikać tematu jak ognia. — Żona wprost powiedziała, żebym dał sobie spokój i zaczął normalnie żyć, bo to i ją wykańcza — mówi.

Dlatego kiedy dowiedział się o ogłoszeniu upadłości w Estonii czy współpracy Krala z prokuraturą, specjalnie go to nie ruszyło. Jest przekonany, że wszystko będzie się ciągnąć latami, a ostatecznie nikt pieniędzy nie zobaczy.

A przynajmniej nie chce sobie robić nadziei. Wyczekiwać wiadomości, że pieniądze zostały odzyskane. Mówi, że zgłosił sprawę do prokuratury i nie zamierza już robić nic więcej. Żyje dalej, znów zaczął odkładać, a jak coś ze straconych dolarów do niego wróci, to potraktuje to jako miłą niespodziankę. — Cała sprawa to też dla mnie przypomnienie, że kasa to nie wszystko, że ludzie dookoła są ważniejsi. I tego się będę trzymał — stwierdza.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version