Niestety nie wiemy, jakiej formy używała pierwsza kancelaria piastowska, bo nie zachował się żaden ślad jej działalności. Mieszko I nie bił też własnych monet, które by utrwaliły pisemną wersję jego imienia. A słynny Gall Anonim tylko powiększył zamieszanie, pisząc, że książę „uprzednio nosił inne imię”. Dlaczego więc Mieszko I został zapamiętany pod tym imieniem?

Fragment książki „Korzenie Polski” wydanej przez PWN.

Jak nazywał się Mieszko I? Tytułowe pytanie pozornie jest retoryczne, bo przecież w każdym tekście poświęconym naszym wczesnym dziejom nasz pierwszy historyczny władca nosi właśnie imię Mieszko. Tymczasem chłodna analiza dostępnych informacji źródłowych wskazuje jednak, że ta forma jego imienia jest produktem długich przeróbek jakiejś oryginalnej wersji, której nie znamy, bo szybko została zapomniana.

Niepewność wprowadził już nasz pierwszy kronikarz Anonim Gall, który napisał, że Mieszko „jako pierwszy nosił to imię”, co każe domyślać się jakiegoś „przezwiska” wymyślonego przez jego rodziców zgodnie z ówczesnymi zwyczajami Słowian. Jednak w innej wersji tej Kroniki można wyczytać, że Mieszko „uprzednio nosił inne imię”.

Na przełomie XII i XIII wieku kolejny wielki kronikarz — Mistrz Wincenty zwany Kadłubkiem napisał, że chłopca nazwano „Mieszka” (oryg. Meska) ponieważ „rodzice zmieszali się na widok ślepego syna”. Inaczej objaśnił to anonimowy autor trochę późniejszej Kroniki Wielkopolskiej, który uznał, że to długi brak syna księcia Siemomysła spowodował „zamieszkę w królestwie”. W XV wieku Jan Długosz wprowadził formę „Miećsław” (oryg. Myeczslav), czyli „mający sławę”, od czego zdrobnieniem miał być „Mieszko”.

W XVI wieku Marcin Kromer zaproponował formę „Mieczysław” (oryg. Miecislauo), czyli „sławny mieczem”. W czasach nowożytnych próbowano wielu interpretacji źródło-słowu tego imienia — np. od „mech”. Według Aleksandra Brücknera miało być ono zdrobnieniem od niedźwiedzia (miszka/mieszka), a wedle Stanisława Rosponda oznaczało „myszkę”. Jan Otrębski dopatrywał się w nim drugiego członu imienia Kazimierz. Domyślano się też Mścisława, Miesława czy Miecisława, a nawet Michała. Żaden z tych domysłów nie ma jednak solidnego uzasadnienia źródłowego.

Trzeba więc wrócić do najstarszych tekstów, które zostały spisane w Andaluzji, cesarstwie niemieckim, na Rusi i w Polsce, aby na ich podstawie spróbować ustalić pierwotną formę i znaczenie imienia, które Piastowie wypromowali i na kilkaset lat objęli w dynastyczną wyłączność klanu monarszego.

*

Uwagę językoznawców zwrócił jedenastowieczny staroruski zapis Mьžьka, który miałby zachować formę staropolską, opartą na czasowniku „mżeć”, który oznaczał „niedowidzieć”, „mieć oczy zamknięte”. W połączeniu z informacją Galla o ślepocie małego Mieszka takie imię miałoby oznaczać jakieś wczesne upośledzenie wzroku. Pierwotnie miałoby więc formę zbliżoną do Mieżka (czyli Ślepotka), a więc byłoby zdrobnieniem typu przezwiskowego (Bańkowski 1989, s. 128–135; 2000, s. 235–236).

Przyjmując tę koncepcję za dobrą monetę, możemy sobie wyobrazić, jakie problemy z „usłyszeniem”, a następnie zapisaniem takiego imienia miał autor żydowski czy saski, tym bardziej że ten pierwszy przecież „słyszał” po hebrajsku, a pisał po arabsku, ten drugi zaś miał „słuch” niemiecki, a pisał po łacinie. Przekłamania były więc nieuniknione. Z tym imieniem nie poradzili sobie także autorzy staroskandynawskich sag, bo Mieszko jest w nich konse-kwentnie nazywany Bolesławem, zniekształconym zresztą do formy Burizleif 4.

*

Najstarszą zachowaną wzmiankę zapisał po arabsku żydowski kupiec, dyplomata i zapewne szpieg Ibrāhīm ibn Ya‘qūb al-Isrā’īlī aṭ-Ṭurṭūšī, którego relację z podróży do Europy Środkowej znamy z późniejszej kopii al-Bekriego. W 965 roku dotarł on do czeskiej Pragi, gdzie usłyszał o potężnym „królu Północy Mšḳh„. Nie dowiemy się, jakie słowo Ibrahim sobie tak zapisał ani jak je odczytywał. Brak samogłosek w zapisie arabskim umożliwia bowiem wiele różnych odczytań, np. Mashaqqah (uciążliwość, trudność, plaga lub udręka), Mashqa (imię znane z syryjskiej tradycji wczesnochrześcijańskiej i do dzisiaj występujące na Bliskim Wschodzie) lub mashaq (moździerz lub używana w kuchni płyta kamienna). Ciekawy trop oferuje zaproponowana już w XIX wieku wokalizacja M(e)š(e)ḳḳa, gdyż byłaby bliska ruskiej formie Mieżka.

Ibrahim spisał swoje wspomnienia pewnie już po powrocie do rodzinnej Andaluzji. Jako człowiek wykształcony na pewno próbował sobie zracjonalizować wiadomości o odległym kraju, odnosząc je do współczesnych mu wyobrażeń o świecie, czyli głównie do schematu etnogeograficznego wywiedzionego z interpretacji Starego Testamentu. Obco brzmiące imię owego „króla północy” mógł więc umieścić w obowiązującym wówczas wyobrażeniu o północnych krańcach (nie)znanego ówcześnie świata. Możliwe odczytanie jego Mšḳh jako M[e]š[e]ḳh od razu kojarzy się z obecną w dziesiątowiecznym islamie, judaizmie i chrześcijaństwie biblijną wiedzą o lokowanym na dalekiej północy kraju Meshekh (= Meszek w Biblii Tysiąclecia). Meszek był wnukiem Noego i szóstym synem Jafeta.

W dalszych księgach Starego Testamentu Meszek staje się zamieszkującym na północy ludem rządzonym przez „wielkiego księcia” Goga, tworzącego parę z Magogiem. W końcu I tysiąclecia imię czy etnonim Meszek było więc doskonale znane wykształconym chrześcijanom, żydom i muzułmanom. Ibrahim, udając się na północne krańce świata znanego mieszkańcom Śródziemnomorza, mógł się spodziewać spotkania groźnego ludu lub księcia Meszek. Usłyszawszy w Pradze podobnie brzmiące imię, mógł je uznać za potwierdzenie swojej dotychczasowej wiedzy. Byłaby to psychologicznie zrozumiała racjonalizacja „nieznanego” przez odniesie go do „znanego”. Dla czytelnika z końca X wieku, wykształconego w kulturze intelektualnie wywiedzionej ze Starego Testamentu, informacja o „królu M[e]š[e]ḳh” zamieszkującym północne peryferie Europy nie wymagała dodatkowych objaśnień.

*

Drugą podstawę tych rozważań oferują dość liczne źródła łacińskie. W cesarstwie dopiero po 963 roku zdano sobie sprawę, że za Odrą ujawniła się nowa siła militarna. Podstawowe znaczenie miało zidentyfikowanie nowego przeciwnika. Zdobycie, zapamiętanie i zapisanie jego imienia wcale nie było łatwe. W różnych kopiach kroniki mnicha Widukinda z nadreńskiego klasztoru Corvey znajdziemy Misica/Misico i Misaca/Misaco5, który miał być królem Licicaviców. Gerhard z Augsburga w napisanym w latach 983–993 Żywocie św. Udalryka wspomniał „księcia Wandalów” Misico. Taki zapis powtarzają nekrologi merseburskie, michelsberskie i regensburskie. W Nekrologu fuldajskim pod rokiem 992 zarejestrowano śmierć „margrabiego Misicho„. Na początku XI wieku u Brunona z Kwerfurtu znajdziemy wersje Misico, Miesico i Mesico, zaś w dru-giej dekadzie XI wieku biskup Thietmar użył form Miseco i Misaco.

Ciekawe, że żaden z „niemieckich” autorów nie spróbował objaśnić tego „barbarzyńskiego” imienia, chociaż etymologizowanie (często zgoła fantastyczne) było przecież we wczesnym średniowieczu popularnym sposobem przybliżania nieoczywistych nazw i imion. Albo więc imię wielkopolskiego władcy nie budziło żadnych skojarzeń, albo wręcz przeciwnie — było zrozumiałe dla wykształconego czytelnika.

Tą drugą drogą poszedł w 1939 roku Władysław Semkowicz, kojarząc Misaca/Misaco z biblijnym Misach[em], którego babiloński król Nabuchodonozor ustanowił zarządcą jednej ze swoich prowincji (Dn 1:7; 2:49). W Wulgacie, czyli łacińskim tłumaczeniu Biblii dokonanym w IV wieku przez św. Hieronima, imię to ma formę Misac. Oczywiste jest, że Widukindowe Misaco i Misaca to tylko odmiennie zakończone warianty tego starotestamentowego imienia. Zatem mnich Widukind, jak i pozostali duchowni autorzy „niemieccy”, próbował sobie zracjonalizować obco brzmiące oraz trudne do wymówienia i zapisania słowiańskie imię przez typowe wówczas odniesienie go do kanonu wiedzy starotestamentowej.

Pójście tym tropem wymaga wspomnienia kontekstu wydarzeń politycznych, które komentował Widukind z Corvey. Siła Mieszka, który 22 września 967 roku pokonał armię saskiego buntownika Wichmanna, musiała wzbudzić w cesarstwie respekt. „Elegancja”, jaką wykazał się Mieszko, odsyłając cesarzowi do Rzymu miecz zabitego grafa, także musiała zwrócić uwagę Ottona I, bo Wichmann był jego krewnym. Cesarz był wtedy w dobrym nastroju, gdyż w grudniu 967 roku udało mu się przeforsować w Rzymie cesarską koronację swojego małoletniego syna Ottona II.

Może skutkiem właśnie tego zbiegu korzystnych okoliczności było wysłanie już w 968 roku na piastowski dwór biskupa Jordana, co musiało być zaakceptowane przez Ottona I. Oznaczało to uprawomocnione autorytetem Kościoła i cesarstwa włączenie Mieszka I do grona ważnych władców chrześcijańskich. Trzeba więc było jakoś nazwać tego nowego gracza na środkowoeuropejskiej scenie geopolitycznej i wpasować go w imperialne wyobrażenie o porządku świata. Tymczasem jego „barbarzyńskiego” imienia, przekazanego ustnie przez wysłanych przez niego do Italii posłów, nie dało się ani wymówić, ani zapisać po łacinie.

Zapis Misaca/Misaco mógł więc być sposobem symbolicznego włączenia odległego księcia w ówczesny kontekst polityczny. Cesarza Ottona I, legitymizującego prowincjonalnego władcę, skojarzono więc z biblijnym królem, który uczynił Misacha zarządcą jednej ze swoich prowincji. Takie nawiązanie do historii proroka Daniela nadawało cesarskiej decyzji symbolicznej rangi wypełnienia boskiego planu. Byłby to dobry sposób spacyfikowania wątpliwości panów saskich i tamtejszego Kościoła wobec zbyt szybkiego uznania słowiańskiego „barbarzyńcy” za partnera godnego cesarskiej uwagi. Słowo, choćby wymyślone, ale zapisane i powtarzane w kręgach władzy, miało często sprawczą moc kreowania rzeczywistości, trafiając na podatny grunt pilnego zapotrzebowania nazewniczego. Decydujące dla przyjęcia się nowej nazwy było zawsze zaakceptowanie takiej zewnętrznej propozycji nazewniczej przez samych zainteresowanych. Nawet całe państwa uzyskiwały przecież czasem swoje nazwy właśnie wskutek ich wypromowania w odległych zagranicznych skryptoriach — np. Norvegia „wymyślona” w Londynie, Ruś, która najpierw pojawiła się w Konstantynopolu, czy Polonia zaproponowana w dalekim Rzymie.

*

Niestety nie wiemy, jakiej formy używała pierwsza kancelaria piastowska, bo nie zachował się żaden ślad jej działalności. Mieszko I nie bił też własnych monet, które by utrwaliły pisemną wersję jego imienia. Najstarsze polskie źródło zawdzięczamy dopiero Bolesławowi Chrobremu, który w drugiej dekadzie X wieku wybił dla swojego syna i następcy — Mieszka II — srebrne denary z na-pisem MISICO. Te monety dowodzą, że Bolesław Chrobry (czy też raczej sprowadzony przez niego zagraniczny rytownik) użył pisowni imienia swojego ojca i syna w wersji, którą znajdziemy u Widukinda i Gerharda z Augsburga oraz w „niemieckich” nekrologach. Taki zapis stosował też saski (arcy) biskup misyjny Bruno z Kwerfurtu, który właśnie z cesarstwa wywiózł tę najpopularniejszą wersję piastowskiego imienia dynastycznego. W latach 1005–1008 dwu— lub trzykrotnie przyjeżdżał on do Polski, więc mógł być inspiratorem zastosowania na dworze Bolesława Chrobrego wersji Misico.

Ta pierwotna forma trójsylabowa nie przyjęła się w Polsce na dłużej, już bowiem w kompilowanych około połowy XI wieku tzw. „rocznikach polskich” zapisano krótszą dwusylabową wersję Mesco/Mesko, którą przejął też Anonim Gall — Mescho. Korci mnie podejrzenie, że ta zmiana mogła być skutkiem swoistej gry słów. Mesco jest bowiem oczywistym anagramem dworskiego tytułu comes, który w starożytnym Rzymie oznaczał wysokiego urzędnika cesarskiego, a w państwie ottońskim zarządcę prowincji, czyli grafa lub hrabiego. W Nekrologu fuldajskim Mieszkowi I przydano właśnie ten tytuł — comes. Rytmiczne powtarzanie tego słowa pozwala usłyszeć raz comes, a raz Mesco. Interpretacja zależy tylko od słuchacza: comes, co-mes, co-mes-co-mes-co, mes-co, Mesco!

Długo jeszcze pisownia tego imienia nie była w Polsce jednoznaczna. Nawet w dokumentach innego władcy o tym imieniu.

Kilka(naście) lat wcześniej Chrobry, wybijając monetę z napisem PRINCES POLONIE, analogicznie legitymizował taką wersję nazwy swojego państwa, która też najpierw pojawiła się w Saksonii (por. rozdz. 20).

Mieszka III — występuje kilka wariantów: Mesco (1145 r.), Mescho (1145 r.), Misico (1173 r.), ale też i Mesico (1173, 1181 i 1188 r.). Na wybitych w końcu XII wieku tzw. hebrajsko-polskich srebr-nych brakteatach tego księcia umieszczono napis mšk krl plsk. Konwencjonalnie odczytuje się go jako M[e]šk[o] kr[ó]l p[o]lsk[i], zachowując końcówkę będącą konwencjonalnym w cesarstwie zapisem imion męskich. Są jednak też wersje tych monet, na których umieszczony na końcu hebrajski alef daje wersję M[e]shka. Formy M[i]es[z]ka użył też kilkadziesiąt lat później Mistrz Wincenty zwany Kadłubkiem.

W późniejszych źródłach to tajemnicze imię ulegało wielorakiemu „spolszczaniu”, co przybierało różne formy, na przykład Mieszk, Mieszka, Mieszek. W czasach współczesnych utrwalił się jednak Mieszko, czyli słowiańsko zmiękczona forma zapisu z naj-starszych polskich roczników i z Anonima Galla. Językoznawcy podejrzewają bowiem, że już Gallowe Mescho należy czytać ze słowiańskim zmiękczeniem —šk— a nie twardo —sk—.

*

Ta analiza najstarszych źródeł pozwala zrekonstruować proces „nadawania” Mieszkowi I imienia, które później wielokrotnie przekształcane uzyskało wreszcie współczesną formę Mieszko. Wyjaśnienia najstarszych zapisów arabskich i łacińskich trzeba szukać we wspólnej dla dziesiątowiecznych elit europejskich tradycji starotestamentowej. Skojarzenia biblijne zapewniały bowiem wtedy powszechne porozumienie wynikające z posługiwania się wspólną wykładnią świata. Lingwistom trzeba pozostawić zadanie ustalenia — choć może nigdy się to nie uda — jaki słowiański rzeczownik (niekoniecznie osobowy) został zwokalizowany tak, by dał się zapisać po arabsku i po łacinie oraz skojarzyć z ważnymi postaciami biblijnymi.

Zracjonalizowane w cesarstwie imię słowiańskiego władcy nabrało mocy kreacji nazewniczej, wracając do Polski (za po-średnictwem Brunona z Kwerfurtu?) w już funkcjonującej na zachodzie formie Misico, która została zaakceptowana na dworze Bolesława Chrobrego i zapisana na jego monetach. Późniejsi polscy kronikarze i skrybowie starali się ponownie „zeslawizować” to imię, tak je przekształcając, że wreszcie stało się nieobjaśnialne. Jego pochodzenie jest więc dość niepewnej natury, co oznacza, że Mieszko I nie przestanie być „udręką” (zgodnie z jedną z możliwych lekcji ibrahimowego Mšḳh) polskiej historiografii. Chociaż nie znamy ani oryginalnego imienia naszego pierwszego historycznego władcy, ani jego pierwotnego znaczenia, to zgodnie z utrwaloną tradycją będziemy nazywać go Mieszkiem Pierwszym.

***

Fragment książki „Korzenie Polski” autorstwa Przemysława Urbańczyka opublikowana przez PWN. Tytuły oraz lead od redakcji „Newsweeka”.

Opis od wydawcy:

Czy Mieszko I był pierwszy? Kim byli pierwsi polscy święci? Kiedy był rok 1000? Czy Bolesław Chrobry nawrócił Polaków? Jak chowano władców? I czyje zwłoki wyjęto z najstarszych poznańskich grobowców? Między innymi na te pytania odpowiada wybitny badacz wczesnego średniowiecza profesor Przemysław Urbańczyk w drugim tomie bardzo dobrze przyjętych przez Czytelników Korzeni Polski. Tym razem zagadnienia dotyczące początków państwa polskiego przeplata z tematami skupionymi wokół religijności, nie tylko chrześcijańskiej, i Kościoła, które omawia w 28 krótkich rozdziałach.

Korzenie Polski to doskonała pozycja dla wszystkich pasjonatów historii, szczególnie tych, którzy są zainteresowani tematyką początków państwa polskiego. To książka, która nie tylko w przystępny sposób przekazuje rzetelną wiedzę, lecz także skłania do refleksji i prowokuje do dyskusji.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version