To, co dzieje się obecnie w internecie, jest największym wyzwaniem dla polskich polityków — mówi w „Rachunku sumienia” Michał Fedorowicz z fundacji Res Futura, w której zajmuje się badaniem nastrojów w sieci. Jego zdaniem KO i PiS są największymi ofiarami, ale na dezinformacji przegrywają wszyscy politycy. — Nikt, powtarzam, nikt z taką eskalacją emocji w mediach społecznościowych nie wygra — podkreśla.

Paradoks polega na tym, że obie największe partie w duopolu są ofiarami dezinformacji. To nie jest tylko tak, że dostaje jedna strona. Jeżeli prezes Prawa i Sprawiedliwości otwiera dzisiaj sondaże i widzi, że mu ubywa, to nie ubywa mu dlatego, że nagle coś się wydarzyło — zastrzega Michał Fedorowicz, analityk internetu, współzałożyciel organizacji analitycznej i badawczej Res Futura.

— Ubywa mu, bo rośnie Konfederacji — stwierdza prowadząca podcast Magdalena Rigamonti.

— Jest coś więcej. Ubywa mu tylko i wyłącznie dlatego, że jego partia […] pada ofiarą dezinformacji jeszcze większej niż Koalicja Obywatelska. Dlatego, że główną narracją partii i środowisk skrajnych jest, że to PiS doprowadził do tej sytuacji — mówi Fedorowicz, mając na myśli przyjęcie przez Polskę uchodźców z Ukrainy. Jego zdaniem Ukraińców otacza obecnie „czarna magma złych emocji”.

To według niego dla PiS fatalna sytuacja. — Nie będzie żadnego efektu Czarnka. Nie będzie efektu nikogo. Politykom Prawa i Sprawiedliwości po rozpadzie wydaje się, że będą się z kimś licytować. Nie mają na to kwitów. Mało tego, nie mają dzisiaj nawet możliwości rozmowy z tymi ludźmi [dawnymi wyborcami PiS — przyp. red.], bo oni są już dawno gdzie indziej. Dawno przeszli na drugą stronę — mówi Fedorowicz.

Analityk uważa, że główne siły polityczne muszą uporządkować sytuację w polskim internecie. Jego zdaniem jest on w tym momencie zdominowany przez siły, nie zawsze anonimowe, które prowadzą działalność wrogą wobec państwa polskiego i podważają fundamenty jego bezpieczeństwa. — [Uporządkowanie tego] jest w interesie głównych partii politycznych, ale też w interesie klasy politycznej ogólnie pojętej — mówi Fedorowicz.

— Jeżeli wybuchłby jakiś kryzys, to będziemy walczyć na dwóch frontach. Froncie zewnętrznym i froncie wewnętrznym — tłumaczy Fedorowicz, mając na myśli szerzoną w sieci i mediach społecznościowych dezinformację. — Jeżeli my jako społeczeństwo uważamy i politycy jako klasa uważają, że to jest OK, bo ktoś myśli, że na tym zarobi w lajkach to nie, nie zarobi. Nikt nie zarobi. Więc to jest największe dzisiaj wyzwanie dla państwa polskiego.

I przypomina sytuację z lutego 2022 r. — Grupy, konta, profile, kanały antyszczepionkowe. Setki tysięcy ludzi w tych grupach. Pamiętamy sondaże, blisko połowa badanych mówiła, że [szczepionki to] trucizna, śmierć itd. A na początku [pandemii COVID-19 — przyp. red.] praktycznie wszyscy uznawali, że tylko wariaci mówią, że szczepionki [to trucizna]. I te konta z dnia na dzień, a właściwie w nocy zmieniły się na konta, które zaczęły wspierać […] agresję Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. I teraz co będzie, jeżeli te setki grup nagle zaczną mówić, że w sumie to nie powinniśmy…

— Np. że nie powinniśmy bronić się przed Rosją? — pyta Magdalena Rigamonti.

— Na przykład — przyznaje Fedorowicz. — I teraz: albo nastąpi w tej sprawie pewien rodzaj zgody politycznej, albo wszyscy stracą. I to nieważne, czy to będzie premier, prezydent, szef opozycji, ministrowie itd. Nikt, powtarzam, nikt z taką eskalacją emocji w mediach społecznościowych nie wygra. Bo im na samym końcu chodzi tak naprawdę, żeby polska klasa polityczna przestała zarządzać naszym krajem. I do tego są prowadzone [działania].

— Ukraińców możemy podmienić na kogoś innego. Zobaczmy, jaki jest wizerunek Polski w mediach społecznościowych w Niemczech: piesek NATO, który szczeka i który chce wojny. Róbmy wszystko, żeby im jak najszybciej odciąć fundusze unijne. Róbmy wszystko, żeby nie dostali w ogóle broni, bo tylko prowokują. Musimy się jak najszybciej dogadać z Rosją, bo piesek NATO, piesek Amerykanów absolutnie chce wojny — opisuje narrację o Polsce Fedorowicz. Wskazuje to jako przykład, jak łatwo odwraca się narracje w mediach społecznościowych. Przestrzega, że w momencie kryzysu może się to wydarzyć w Polsce.

— Widzimy dzisiaj problem systemowy. Jest masa instytucji, masa think tanków, masa grantów. Walczymy z dezinformacją… My palimy bez sensu te pieniądze, wydając je na walkę z dezinformacją. Widzę frustrację ludzi, którzy się tym zajmują […] i którzy walczą z wiatrakami. Co z tego, że oni powiedzą, że to konto to fejk, jak ono produkuje cały czas fejki i nikt nie jest w stanie go zamknąć. Więc nie chodzi o to, żeby walczyć z dezinformacją dla samego pokazywania w nieskończoność, że ktoś kłamie — mówi Fedorowicz.

— Mamy kampanię wyborczą, co prawda nie ogłoszoną, ale rozpoczętą. Temat stosunku do Ukraińców to będzie temat przewodni tej kampanii. Jest tak — i to też wynika z raportu Res Futura, Centrum Mieroszewskiego i Press Club Polska — że ten, kto jest przeciwko Ukraińcom, to jest też antyrządowy — zauważa Rigamonti.

— Tak, to wybór ideologiczny — odpowiada Fedorowicz. — Kampania w mediach społecznościowych w 2027 r. będzie kampanią szaloną — dodaje.

— „Szalona” to słowo, które można różnie interpretować. To będzie armagedon? Nigdy takiej nie było? — dopytuje Rigamonti.

— Spójrzmy sobie z technicznego punktu widzenia. To będzie kampania już na doładowaniu AI, sztucznej inteligencji, LLM-ów [wielkich modeli językowych — przyp. red.]. Tak naprawdę to będzie taka prawdziwa kampania mechaniczna. Musimy pamiętać o jednej rzeczy: 12 albo 13 mln dorosłych Polaków używa ChataGPT. Ostatnie badania z Wielkiej Brytanii i z wyborów Walii pokazują, że prawie 30 proc. wyborców pytało chata, na kogo ma zagłosować w wyborach lokalnych. Ciekawy jestem, jaki to będzie odsetek w Polsce. Chat staje się naszym asystentem. W ogóle LLM-y stają się naszym asystentem, więc podpowiadają nam, co mamy robić i na kogo głosować — mówił Fedorowicz.

Podkreślał, że modele są bardzo podatne na propagandę. I często korzystają z propagandowych, rosyjskich źródeł. A sami Rosjanie wydatnie w tym pomagają. — Tam jest wykonywana bardzo duża praca — ocenia Fedorowicz.

A jak to wygląda w przypadku Polski? — Dzisiaj większość polityków — z tego, co widać — opiera się na [programie] ChatGPT. Stamtąd czerpią wiedzę i chat im określa, co jest dobre, a co złe — zauważa Fedorowicz.

Jak w takim otoczeniu będzie wyglądała kampania wyborcza? — Po pierwsze, to będzie kampania 30 mln ekraników, tak byśmy to nazwali. To znaczy, nie będzie jednej, całej kampanii. Jeżeli jakikolwiek sztab myśli, że zrobi jakąś jedną linię kampanijną, to jest w błędzie. Już 2025 r. pokazał, że każdy ma swoją kampanię na dwóch dominujących mediach społecznościowych — mówi Fedorowicz. — To będzie kampania rozproszona. Każdy będzie czerpał informacje ze swoich źródeł. Po drugie, nie będzie to kampania o przekonywaniu. Będzie to kampania o budowaniu emocji. To już widzieliśmy w 2025 r. w czasie wyborów prezydenckich. Nie będzie rozmowy, będzie kampania o performance’ach, o występach, o tym, kto komu bardziej, kto lepiej klika, kto jest bardziej epicki, a kto jest śmieszny — opisuje Fedorowicz.

— Tylko gdzie w tym Ukraińcy? — pyta Rigamonti.

— Ukraińcy będą tą kartą, która będzie oznaczała: jeżeli jesteś za Ukrainą, to tak naprawdę nie jesteś Polakiem, popierasz „Niemca Tuska”, chcesz, żeby polskie państwo upadło itd. Ukraińcy będą jednym z tych głównych czterech-pięciu tematów kampanii — mówi Fedorowicz. I wymienia kolejne, choć zastrzega, że nie układa ich w kolejności ze względu na ich znaczenie. — Zielony Ład i tematy energetyczne to dwa. Tu będą też rachunki. Do tego wszystkiego dochodzi nam paliwo itd. Trzy to są kwestie dotyczące naszego bezpieczeństwa, ale bezpieczeństwa opisanego właśnie przez stosunek do Ukrainy. I cztery — to będą tematy dotyczące służby zdrowia i w ogóle polityk społecznych. Widzimy to w poszczególnych referendach w samorządach, widzieliśmy to w kampanii. Rośnie całe pokolenie użytkowników, którzy mają wszystko w mediach społecznościowych, mają wszystko w komórce. I chcą mieć też państwo w komórce i nie chcą tak naprawdę mieć polityki społecznej. Czyli wraca coś, czego nie było przez długie lata — mówi Fedorowicz.

Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version