Dlaczego tak wielu Polaków żyje z lękiem, którego źródła nie potrafi wskazać? Dlaczego w niektórych domach łatwiej było mówić o bohaterstwie niż o cierpieniu? I co dzieje się z traumą, której nikt nie nazwał i której nigdy nie pozwolono wybrzmieć? O tym opowiada w najnowszym „Rachunku sumienia” Katarzyna Surmiak-Domańska, autorka książki „Świat przed nami nie istniał. Jak wojna została w naszych domach”.
– Człowieka można tresować jak psa, a jeżeli ktoś nie może się pozbyć jakichś cierpień, jakichś wspomnień, to znaczy, że jest chyba chory psychicznie. Ludzie nie mogli liczyć na pomoc, leczenie, tylko na kształtowanie na nowo – mówi o tym, jak podchodzono w PRL do tematu traum wojennych Katarzyna Surmiak-Domańska. To podejście wciąż jest w naszym społeczeństwie obecne. – Ciągle traktujemy traumy jako jakieś fanaberie, z którymi każdy powinien uporać się z tym sam. A nowe traumy powstają i będą się ciągle przenosić na kolejne pokolenia – mówi Katarzyna Surmiak-Domańska.
Jak objawia się trauma?
„Nie trzeba było widzieć wojny na własne oczy, żeby dźwigać jej ciężar. Wystarczyło dorastać w domu kogoś, kto ją pamiętał. To tam wojna zostaje najdłużej: w rodzinnych historiach, w przemilczeniach w sposobie, w jaki kochamy, boimy się” — Tomasz Sekielski, współprowadzący podcast, cytuje fragment książki Surmiak-Domańskiej.
Autorka opowiada w niej o tym, dlaczego niemal co piąta Polka i co piąty Polak doświadczają objawów zespołu stresu pourazowego oraz o tym, jak pamięć o tragediach wpływa na kolejne pokolenia. — Co w nas zostało z tych, którzy przeżyli okupację obozy, wysiedlenia Wołyń, Sybir, powstanie warszawskie czy akcje Wisła? I jak to dziedzictwo działa w nas do dziś? — zastanawia się Magdalena Rigamonti.
Katarzyna Surmiak-Domańska: — Moja książka jest opowieścią o tym, że trauma, która nie została wyleczona w jakimś np. procesie psychoterapii, jest przenoszona z pokolenia na pokolenie. Upraszczając: ludzie po II wojnie światowej nie zostali nauczeni, jak okazywać uczucia, czułość, byli bardziej zamknięci, wychowywanie dzieci wyglądało inaczej. Skutki tego widać do dziś — mówi gościni odcinka.
I wyjaśnia, że często nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak traumy poprzednich pokoleń wpływają na nasze przekonania o świecie, emocje i decyzje, które podejmujemy.
— To nie jest tak, że trauma wojenna nagle objawia się w postaci jakichś wspomnień. Ale można ją zobaczyć np. w tym, że człowiek, który przeżył coś ciężkiego podczas wojny, ma w sobie ogromny strach przed obcymi i wpaja go dzieciom. Uczy dziecko, że nikomu nie wolno ufać, najlepiej zamknąć się w domu, nie zostawać u nikogo na noc. Dziecko tę wiedzę chłonie i nie ma pojęcia, że to ma coś wspólnego z wojną. Wydaje mu się, że tak po prostu jest, tak świat jest stworzony — mówi gościni podcastu. Dodaje też, że niekiedy trauma objawia się np. w nadmiernej opiekuńczości dziecka wobec rodziców. To zaobserwowano np. wśród byłych więźniów obozów koncentracyjnych, a Surmiak-Domańska podaje jako przykład historię Lusi, żydówki mieszkającej w USA i opiekującej się swoją matką.
Trauma, którą dziedziczymy
Twórcy podcastu rozmawiają ze swoją gościnią również o tym, jak traumatyczne przeżycia są wciąż obecne we współczesnym świecie. W badań przeprowadzonych przez prof. Marcina Rzeszutka z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że z objawami stresu pourazowego zmagało się lub wciąż się zmaga nawet 19 proc. polskiego społeczeństwa. Dla porównania: światowa i europejska średnia to zaledwie 5–10 procent.
Surmiak Domańska: — Co istotne, aż 60 proc. Polaków doświadczyło w życiu jakiegoś wydarzenia traumatycznego — wojny, przemocy, gwałtu, katastrofy, informacji o śmiertelnej chorobie. W Stanach Zjednoczonych odsetek ten sięga niemal 90 proc., ale finalny wskaźnik PTSD jest tam znacznie niższy — mówi. Podkreśla, że różnica wynika więc nie ze skali traumatycznych wydarzeń, a z tego, co dzieje się z ludźmi później, np. czy mają przestrzeń, wsparcie i narzędzia, by sobie z tym poradzić.
Dlaczego mamy w Polsce tak duży problem z przepracowaniem traum sprzed 80 lat? Według Surmiak-Domańskiej wynika to z tego, jak wyglądało życie tych, którzy przetrwali wojnę. Głównym celem dla wielu z nich było przetrwanie.
— Trzeba było odbudowywać miasta, domy, jakoś dźwignąć ten kraj ze zgliszczy. Były epidemie, głód, nie było przestrzeni właściwie na to, żeby się jeszcze przejmować psychiką ludzką — mówi gościni. Dodaje, że potem wkroczyła polityka. — I okazało się, że w PRL o wielu doświadczeniach nie wolno mówić, lepiej się do nich nie przyznawać. Tata ci zginął w Katyniu? Nie można o tym mówić. Podobnie o Wołyniu. Ci ludzie dostali bardzo wcześnie mocny komunikat: o tym, co się wydarzyło, nie wolno rozmawiać, bo to śmiertelnie niebezpieczne.
Surmiak-Domańska mówi też o tym, że samo słowo „trauma” dla wielu osób, które jej doświadczyły, byłoby czymś nie na miejscu. — Gdybym użyła go w rozmowie z np. moim ojcem, to by mnie wyśmiał. On by mi powiedział, że za jego czasów nie było czegoś takiego jak trauma. Poza tym nowy człowiek, budowany w duchu socrealizmu, miał być wolny od traum — mówi gościni podcastu. — Dlatego ktoś polecił mi, żebym podczas rozmów w tymi, którzy doświadczyli wojny zamiast o traumę, pytała o „pamięć”. I to była bardzo dobra wskazówka, bo słowo „pamięć” jest dla nich znacznie bardziej otwierające, odblokowujące wspomnienia — mówi Surmiak-Domańska.
Czym jest „Rachunek sumienia”?
Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.

