Chcą poczuć smak słynnej czekolady i zrobić fotkę na tle najwyższego na świecie wieżowca. I czasem tylko się dziwią, że tu nie jest tak jak w „Dziewczynach z Dubaju”.
Wsiadasz do windy w hotelu i spotykasz Polaka. Na ulicy i na plaży słyszysz język polski. Mam wrażenie, że już co trzeci turysta jest z Polski – mówi Ewa Bogusz-Skorupa, mieszkająca w Dubaju przewodniczka i właścicielka biura podróży Ewa Tours. Lokalni sprzedawcy już to zauważyli: na tutejszych bazarach widać reklamy „U nas taniej niż w Biedronce” albo „Żabka price”. – A jak ktoś próbuje się targować, słyszy od sprzedawcy, że „za darmo umarło” – opowiada.
– Polaków jest tu już bardzo dużo – potwierdza Agnieszka, właścicielka warszawskiego biura podróży. Niedawno była z grupą w Dubaju. – Najbardziej spodobały się wszystkim wieczorny rejs po zatoce, kolacja na statku i dyskoteka. A już szczyt szczęścia był, kiedy zamówiłam dla nich u didżeja piosenkę Zenka Martyniuka. Wystarczyło mu pokazać na YouTubie, a on mówi, że zna. Nie pierwszy Polak go o to prosił – mówi Agnieszka.
Gdzie jest szejk?
Najpierw zwykle jest jednak zdziwienie, bo rzeczywistość okazuje się inna niż ta, jaką zapamiętali ze skandalizujących książek i filmów o dziewczynach z Dubaju.
Kulisy pałacu
Foto: Newsweek
– Niektórzy oczekują, że ulicami będą jeździć szejkowie z pięknymi modelkami u boku. Mówią: ojej, myślałem, że zobaczę więcej tych luksusowych samochodów. A mieszkańcy Dubaju wprawdzie mają często po kilka samochodów, ale niekoniecznie jest wśród nich ferrari czy lamborghini, raczej terenowy nissan patrol, którym można pojechać na pustynię – tłumaczy Ewa Bogusz-Skorupa.
– Czasem turyści pytają, dlaczego tutaj jest tak niewielu Arabów. Rzeczywiście, jest ich tam garstka, zaledwie 10-15 proc. z ponad 3,5 mln mieszkańców. Reszta to przyjezdni, którzy tu pracują. To Polaków bardzo zaskakuje. Albo spodziewają się, że wszystko będzie pokryte złotem, a to jest przecież normalne miasto. Żeby w Dubaju zaznać luksusu, trzeba mieć ponadprzeciętne dochody. Więc jak Polak leci na wycieczkę, to tego ociekającego złotem zbytku nie doświadczy – dodaje Agnieszka.
Turyści zadają mnóstwo pytań. Na przykład: czy to prawda, że w czasie ramadanu od świtu do zmierzchu nie można spożywać posiłków na zewnątrz. Albo czy koniecznie trzeba zasłaniać ręce i nogi, bo za nieodpowiedni strój grozi mandat. Trzeba im tłumaczyć, że Dubaj jest pod tym względem liberalny, wystarczy pamiętać, by podczas zwiedzania meczetu zakryć włosy i ramiona, założyć długie spodnie lub spódnicę. Meczet Polaków ewidentnie niepokoi, potrafią się kilka razy upewniać, czy może do niego wejść para, która nie jest w związku małżeńskim. Uspokajają się dopiero, gdy słyszą, że nikt tego nie sprawdza.
Niektórzy przywożą do Dubaju stereotypy. Mówią: ja nie chciałem tu przyjechać, ale żona nalegała. A przecież jest blondynką, więc dla niej jest tutaj niebezpiecznie. Na pewno ją Arabowie porwą, zrobią z niej kolejną żonę.
Każdy się pilnuje
Przewodnicy wszystko cierpliwie tłumaczą. Zwykle zaczynają od lokalnych zasad, w tym najważniejszej: zero tolerancji dla alkoholu. Pić można tylko w hotelach, barach i restauracjach.
– Mówimy turystom: nie możesz przebywać w miejscach publicznych po alkoholu, bo za to grozi grzywna 5 tys. dirhamów, czyli ok. 5,5 tys. zł, a nawet areszt. Jeżeli ktoś jest agresywny, wyląduje w izbie policyjnej i posiedzi tam, aż dojdzie do siebie – opowiada Ewa Bogusz-Skorupa.
O dziwo, ostrzeżenia działają. – Jak nie ma nadmiaru alkoholu, to ludzie się naprawdę zachowują w porządku. Chyba wszyscy uwierzyli, że w Dubaju nie ma żartów, więc każdy się pilnuje – dodaje Agnieszka.
Zdarzają się za to inne problemy. Ostatnio jeden z Polaków rozebrał się do majtek i wszedł do morza. – Problem polegał na tym, że to nie była plaża, tylko park kultury. Nasza przewodniczka musiała mu zwrócić uwagę, ale to tyle – mówi.
Ewa Bogusz-Skorupa opowiada inną historię: oprowadzała grupę po starym Dubaju i zobaczyła pana w koszulce na ramiączkach. – Był cały wytatuowany, a za chwilę zdjął tę koszulkę i paradował z nagim torsem. I mówił po polsku. Takie zachowanie nie jest tutaj tolerowane, ale na szczęście nie zdarza się zbyt często – wzdycha.
Kurs na przewodnika po Dubaju, a potem jeszcze po Abu Zabi, zrobiła 13 lat temu. Wtedy turystów z Polski nie było wielu, wciąż obowiązywały wizy i to był spory koszt. Od 2014 r. obowiązek wizowy zniesiono, ale masowy ruch turystyczny na dobre zaczął się 9-10 lat temu. – Najpierw był klient korporacyjny i zamożny, a teraz Dubaj, który wcześniej był marzeniem, stał się dostępny dla wielu – tłumaczy.
Na własne oczy
Widać to w liczbach: według portalu eSky.pl Dubaj, największe miasto Zjednoczonych Emiratów Arabskich, jest w pierwszej dziesiątce najchętniej wybieranych miejsc na wakacyjne wyjazdy.
– Lot z Polski trwa tylko sześć godzin i jest stosunkowo tani, a na miejscu czekają piękna pogoda, mnóstwo kurortów, hoteli i apartamentów, które są nastawione na turystykę. Dużo osób przyjeżdża, bo to taki trochę instagramowy świat, więc mają poczucie, że dotknęli tego blichtru – mówi Mikołaj Wróbel, który przeprowadził się do Dubaju pół roku temu.
Jest filmowcem, robi reklamówki dla dużego biura turystycznego, więc często ma kontakt z Polakami. Niedawno nagrywał krótką sondę, pytał, co im się tu najbardziej podoba. – Większość powiedziała, że architektura miasta, czyli wieżowce. Widzieli wcześniej w internecie zdjęcia najwyższego budynku na świecie, czyli Burdż Chalifa, i chcieli go zobaczyć na własne oczy – opowiada.
Niektórzy oglądają tylko z zewnątrz, zadzierając głowy i próbując znaleźć miejsce, skąd będzie dobrze widoczny. Inni ustawiają się pod rzeźbą w kształcie anielskich skrzydeł i proszą, by zrobić im fotkę z 800-metrowym budynkiem w tle.
– Obiektywem szerokokątnym można zrobić takie ujęcie, że będzie wyglądało, jakby ich te skrzydła obejmowały – mówi Mikołaj Wróbel.
Większość woli jednak zapłacić za wjazd windą na jeden z sześciu tarasów widokowych, z których rozpościera się niesamowita panorama Dubaju. Tanio nie jest: 124. piętro kosztuje 50 dol., ale często trzeba stać w kolejce. 148. piętro to już 150 dol., a 154. aż 210. Ale tam jest bufet, więc przy okazji można zjeść.
– Bierzemy najtańsze – uzgadnia młode małżeństwo. Na szczęście dziecko jest małe, wjedzie za darmo.
Poczuć dubajski smak
– Magnesem jest też słynna dubajska czekolada. To chyba najpopularniejsza pamiątka, którą turyści kupują w olbrzymich ilościach. Wiedzą, że oryginalną można zamówić tylko przez aplikację, więc biorą zamienniki, żeby poczuć ten dubajski smak – mówi Mikołaj Wróbel.
– Prawdziwa jest tylko czekolada o nazwie Fix, bardzo trudno ją kupić, bo to nie jest masowa produkcja. Ręcznie robiona, obłędnie pyszna. Nie jest za słodka, tak jak podróbki, które smakiem przypominają trochę wyrób czekoladopodobny. Kosztują prawie trzy razy mniej niż oryginał – dodaje Ewa Bogusz-Skorupa.
Tłumaczy, skąd wziął się fenomen dubajskiej czekolady: mieszkająca w Dubaju założycielka firmy Fix Dessert Chocolatier była w ciąży i miała ogromną ochotę na czekoladę. Postanowiła więc stworzyć coś wyjątkowego: czekoladę z nadzieniem z pistacji, kunafy i tahiny. Filmiki na TikToku zamieścili znani influencerzy i tak powstał hit.
– Każdy chciał dubajskiej czekolady spróbować, to było szaleństwo. Kiedy przyleciałam do Dubaju rok temu, kosztowała ok. 150 zł, ale trudno ją było dostać. Teraz można ją kupić wszędzie. O jej walorach smakowych się nie wypowiem, bo każdy ma inne upodobania. Zdecydowanie jednak polecam lokalne specjały, np. daktyle w czekoladzie – mówi Agnieszka.
Turystyczna lawina
Obowiązkowym punktem wizyty w Dubaju jest miejska plaża Jumeirah: kilkukilometrowy pas białego piasku z widokiem na Zatokę Perską i z drapaczami chmur, które piętrzą się tuż za nadmorskim bulwarem. W tym ten najważniejszy: siedmiogwiazdkowy Burdż al-Arab w kształcie żagla.
– Są turyści, którym zależy tylko na tym, by poleżeć na plaży. Nie są zainteresowani profesjonalnym oprowadzaniem, tylko jadą do największego centrum handlowego Dubai Mall, robią zakupy i wydaje im się, że nic ciekawego w Dubaju nie ma. Ale większość turystów chce poznać tutejszą kulturę. Pamiętam grupę nauczycieli, którzy lecieli na Bali z przystankiem w Emiratach. Kupili dwie wycieczki: zwiedzanie Dubaju i Abu Zabi. Mieszkali w hotelu kapsułowym, takim jak w Japonii, po 16 dol. za noc. Kilkanaście kabin w jednej sali, wspólna łazienka. Chcieli zaoszczędzić, bo ich celem było zwiedzanie. Nie żałowali sobie na atrakcje – wspomina Ewa Bogusz-Skorupa.
Ma teraz klienta, który przyjechał na wakacje z rodziną i zamówił wszystko, co tylko można. – Najpierw ma wjazd na wieżę widokową na sztucznej Wyspie Palmowej. Później lot helikopterem nad zatoką i Dubai Mall, gdzie wjedzie na 154. piętro. Dwa dni później ma safari, potem jedzie do Ferrari World, bo jest z dziećmi. A później do Aquaventure, czyli największego parku wodnego w hotelu Atlantis. No i jeszcze jest rejs łodzią po zatoce – wylicza.
– Turyści bardzo chętnie robią sobie zdjęcie pod napisem Dubai Marina, bo wtedy widać te wszystkie wieżowce. A tam, kawałek dalej, jest największy na świecie diabelski młyn Ain Dubai – opowiada Mikołaj Wróbel.
Zauważył, że Polacy są zaszokowani tutejszymi cenami, bo wakacje w Dubaju bywają tańsze niż w Zakopanem lub nad polskim morzem. – Wracają do kraju i opowiadają, że było fajnie i tanio. I tak się napędza turystyczna lawina – mówi.
– Tam jest bezpiecznie, spokojnie, nikt nikogo nie obraża, nie popycha, bo za to też są kary – dodaje Agnieszka. Ostatnio była z grupą na targu i zobaczyła, że przewodniczka włożyła telefon do tylnej kieszeni. Zapytała ją, czy się nie boi, że ktoś go ukradnie. A ona: gdybym zgubiła telefon, to będą mnie szukać, żeby mi go oddać.
Wyprawa życia
– Bardzo długo Polakom się wydawało, że Emiraty to jest arabski kraj, w którym nie będzie czysto ani bezpiecznie. I są zaskoczeni, że dostają tu obsługę na wysokim poziomie, wszyscy starają się, żeby wyjechali stąd zadowoleni, jest bardzo czysto i bezpiecznie – mówi Ewa Bogusz-Skorupa.
Klienci często proszą, by pokazała im jak najwięcej. Mówią: my już tu pewnie nigdy więcej nie wrócimy. Odpowiada im, że 90 proc. turystów wraca do Dubaju. – Ciągnie ich tu ład i poczucie bezpieczeństwa. I to, że jest tak ładnie, ludzie są mili – opowiada.
Jest wczesne popołudnie, przyjechała do hotelu, w którym mieszka jej grupa: emeryci z Mazur. Wszyscy stoją już na zewnątrz, czekając na wyjeżdżające po kolei z garażu samochody terenowe. Zaraz wyruszą na safari po pustyni. Będą jeździć po wydmach, a kto zechce, wsiądzie na wielbłąda. Będzie też pokaz sokołów, tańca derwisza.
Wrócą zachwyceni późnym wieczorem, opowiadając, że pustynia jest przepiękna, ciemnożółtopomarańczowa, bezkresna. Na razie kobiety wiążą na głowach chustki i smarują policzki kremem z filtrem, bo słońce pali. Są podekscytowane. Proszą: – Niech pani koniecznie napisze, że to dla nas wyprawa życia.
