Polskie miasta mają wszystkie plusy zachodnich stolic. I bardzo mało minusów — mówią cudzoziemcy osiedlający się w Polsce. Jest ich coraz więcej.

Polska miała być rajem. „Piękny kraj, demokratyczny. Ludzie kolorowo ubrani, kobiety najpiękniejsze w całej Europie, a może i na świecie” — mówili w Wietnamie. Tôn Vân Anh, wtedy nastolatka, była tego raju bardzo ciekawa.

Lądują w Warszawie, a wkrótce potem osiedlają się w Sosnowcu. Jest rok 1992. Wszystko szare. Puste ulice, na parkowych ławkach śpią pijani faceci. W sklepach brakuje warzyw i owoców. Ciotka przysyła z Wietnamu imbir. Zimno.

— Idealizowaliśmy Polskę — wspomina dziś Anh. — To było w czasach przed internetem, więc nie mogliśmy wiedzieć, jak wygląda naprawdę. A była krajem dopiero budzącym się po czasach PRL. Pamiętam, jak usiadłam w naszym pierwszym polskim mieszkaniu. Wyglądam przez okno na pustą ulicę. Gdzie ci Polacy? Włączam telewizor, a tam Grażyna Torbicka. Bardzo się ucieszyłam. Pomyślałam, że przynajmniej z urodą Polek się nie pomyliliśmy.

1.

Gloria przyjechała do Polski przez przypadek. Wychowała się w małym miasteczku na granicy włosko-francuskiej, studiowała w Mediolanie, a na Erasmusa chciała pojechać do Hiszpanii. Ale ktoś na uczelni popełnił błąd.

— Nie mamy już wolnych miejsc na Hiszpanię. Jest Kraków.

— Kraków?

— To piękne miasto.

— Byłam strasznie zdołowana — wspomina Gloria — ale postanowiłam pojechać. Po miesiącu pobytu wiedziałam, że już tu zostanę. Polska to świetny kraj. Wszystko działa. Wiele osób, które tu przyjeżdżają, mówi, że tu jest jak dawniej.

— To znaczy?

— Studia w Mediolanie zaczęłam w 2020 r. Była pandemia, kolejne lockdowny, wszyscy w maseczkach. Dramat. Ale było bezpiecznie, na ulicach mnóstwo policjantów. Wtedy mi to przeszkadzało. Ale kiedy policjanci zniknęli, wróciły przemoc, kradzieże, bójki na ulicach. Moim polskim znajomym trudno jest zrozumieć, jak niebezpieczne potrafią być ulice włoskich miast. W autobusie, w metrze, na ulicy — wszędzie musisz mieć oczy z tyłu głowy. Polska jest bardzo bezpiecznym krajem, nie mam problemu z późnym powrotem do domu po spotkaniu z przyjaciółmi. Nikt mnie nie zaczepia, a kiedy jedziesz autobusem, nie musisz się bać, że ktoś ci wyciągnie portfel czy telefon z kieszeni. I ludzie tu lubią Włochów.

— No jasne! Wszyscy w Polsce kochają Włochy, waszą kulturę, ludzi, jedzenie. Każdy chce jechać na wakacje do Włoch.

— Ludzie często nie rozumieją tej różnicy: to jedno, kiedy jesteś we Włoszech na wakacjach, a co innego, kiedy tam mieszkasz. Jako miejsce na wakacje Włochy są cudowne, jeździmy tam z Karolem, moim chłopakiem. Ale prawda o życiu tam jest bardziej skomplikowana: pensje nie wzrosły od lat. Młodym ludziom trudno jest wyprowadzić się od rodziców. To bardzo powszechne, że ktoś ma 30 lat i mieszka z rodzicami, bo nie stać go na wyprowadzkę. Założenie rodziny, kupno domu jest bardzo trudne, więc wielu młodych Włochów wyjeżdża za granicę. Ja nie mam zamiaru się wyprowadzać z Krakowa — jest tu wysoka jakość usług publicznych, dużo łatwiej jest prowadzić własną działalność. Lubię mentalność Polaków, są bardzo podobni do mnie. Są mili, lubią pogadać, każdy mówi po angielsku. Zawsze będę kochała Włochy, ale żyć chcę w Krakowie. To najlepsze miasto na świecie.

— Serio?!

— Mhm. Duże, ale nie tak jak Warszawa czy Mediolan. Jest tu wielu młodych ludzi z różnych stron świata, wszystko jest blisko, wsiadasz w tramwaj i w ciągu 20 minut możesz być w dowolnym miejscu. Są turystyczne miejsca, jak stare miasto, jest Kazimierz, możesz się tam zabawić, spotkać z przyjaciółmi, a potem możesz wrócić do domu i się nie przejmować, że ktoś będzie chciał ci zrobić krzywdę.

2.

Jeszcze niedawno Polacy jeździli na Zachód po lepsze życie. A teraz to do nas zaczęli przyjeżdżać. Może po prostu sami staliśmy się Zachodem? — pytam prof. Piotra Kulasa, socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego.

— W pewnym sensie zawsze nim byliśmy — mówi. — Bardzo silnie ku niemu ciążyliśmy, zwłaszcza w sensie kulturowym. Patrzyliśmy na Zachód z mieszaniną zazdrości i fascynacji, dzięki temu dobrze go rozpoznaliśmy. Inteligencja wysyłała tam swoje dzieci na studia, jeździła na uczelnie. Klasa ludowa jeździła do pracy. Owszem, zależało nam na zachowaniu jakiejś odrębności, a jednak niemal od zawsze kierowaliśmy nasze marzenia i aspiracje ku Zachodowi. Przekonanie, że tam jest bezpieczniej i swobodniej, wciąż jest u nas bardzo silne. Zachód jest nam nie tylko kulturowo bliski, wydaje się także atrakcyjny, seksowny, kojarzy się z możliwością szybkiego awansu.

— To rozumiem. Ale teraz to na Zachodzie coraz częściej mówią: Polska jest super, jedziemy do was.

— Polska ma dziś bardzo wiele atutów. Jest tu bezpiecznie, często wciąż taniej niż na Zachodzie. Jednocześnie ludzie tu przyjeżdżają i mówią: u was jest tak, jak u nas 30 lat temu.

— To dobrze?

— I tak, i nie. Z jednej strony może to być konserwatywne, często skażone ksenofobią, marzenie o świecie minionym. Z drugiej strony może chodzić o bardzo realne korzyści z życia w miejscu nieco spokojniejszym, które nie musi jeszcze mierzyć się z niektórymi wyzwaniami zachodnich państw. Polskie miasta — niemniej nowoczesne od europejskich — są bezpieczniejsze, tańsze, często przyjemniejsze do życia.

3.

Zachód ma bardzo realne problemy. Prawica je wykorzystuje, a lewica w ogóle nie chce o nich rozmawiać, bo nie wie jak — mówi David. 38 lat, w Warszawie od trzech. Przyjechał tu po życiowej wywrotce: rozwód, utrata pracy. Uczy angielskiego. — Europejczycy z krajów zachodnich od lat mówią: ulice naszych miast nie są bezpieczne. Mainstreamowi politycy długo nie chcieli ich słuchać albo wręcz — za pośrednictwem mediów — zawstydzali. Jeśli narzekasz na bezpieczeństwo, to jesteś ksenofobem, rasistą, faszystą. „Musisz się nauczyć żyć w nowej rzeczywistości”. „To mi pomóżcie!”. „Zapomnij”. To na tym wyrosła faszyzująca prawica, która dziś rozdaje karty w wielu krajach dawnego Zachodu. Nie na tym, że pojawili się imigranci, tylko na tym, że nie próbowano rozwiązywać bieżących problemów związanych z ich pojawieniem się. A teraz na wiele rzeczy jest już za późno. O całe zło świata obwinia się imigrantów. A wystarczyło nie mówić, że imigracja nie jest problemem, tylko zobaczyć w niej największe wyzwanie od II wojny światowej. A potem spróbować mu sprostać.

David przez całe dorosłe życie głosował na Partię Pracy. Był przeciwny brexitowi. Od kilku lat w ogóle nie głosuje. Mówi, że z frustracji. — Mainstreamowa, liberalna polityka ma dla takich ludzi jak ja prosty przekaz: zamknij się i nie zadawaj pytań. Z kolei prawicowi populiści mają mnie za frajera. To, że wciąż wierzę, a przynajmniej próbuję wierzyć w multikulti, czyni ze mnie postać tragiczną.

— To nie wielokulturowość zawiodła — dodaje Sarah, 29 lat. Od półtora roku mieszka w Warszawie ze swoim polskim chłopakiem. Czasem śmieją się, że Polacy lubią narzekać, choć wcale nie mają tak źle. — To hipokryzja tych, którzy promowali tę ideę. Prawdziwie wielokulturowe społeczeństwo miałoby prosty przekaz do imigrantów: zapraszamy was, byście byli jak my. Mieli te same prawa i te same obowiązki. Ale to było zbyt trudne. Znacznie prostsze okazało się powiedzenie: damy wam troszkę socjalu, ale za mało, żebyście mogli godnie żyć. Nie stworzymy prawdziwie inkluzywnej polityki, nie pomożemy wam się zasymilować. Damy wam nisko płatną pracę, której sami nie chcemy wykonywać, i zaprosimy was do zostania obywatelami drugiej kategorii. A potem zamkniemy was w gettach.

4.

Taryn Adams wyjechała z Wielkiej Brytanii po brexicie. Przez trzy lata zdążyła poznać co najmniej dwie twarze Polski. Wyszła za mąż za Polaka, chwilę pomieszkali razem w Warszawie, a potem przeprowadzili się do jego domu rodzinnego na Podlasiu. Życie bardzo tradycyjne: drewniana chata, piec kaflowy, rodzina — żarliwi katolicy.

— Podobało mi się wiele elementów tego życia — wspomina Taryn. — Nie wiedziałam tylko, jakie ono będzie w sensie politycznym. Zamieszkaliśmy z rodzicami mojego partnera. Ksiądz był częstym gościem, wszyscy byli za PiS albo Konfederacją. A ja pochodzę z lewicowego domu. Poznałam wiele lokalnych zwyczajów, bardzo ich byłam ciekawa. Ale różnice kulturowe, wyraźny podział ról, bardzo konserwatywne wyobrażenie o roli kobiety — to wszystko zaczęło mnie przytłaczać.

Taryn mieszkała na Podlasiu przez dwa lata. Po rozwodzie przeniosła się do Warszawy: wsiąkła w środowisko warszawskich artystów, zaczęła pracować jako dziennikarka kulturalna.

— Wychowałam się wśród artystów, to moje środowisko naturalne. Przez ostatnie lata poznałam dwie Polski: liberalną scenę artystyczną, w której połowa osób to osoby LGBT. I Podlasie, które istnienia LGBT nie podejrzewa. Ale muszę przyznać, że w jakimś sensie zazdrościłam rodzicom mojego byłego męża. Byli bardzo konserwatywni, wydawali się zadowoleni. Zadowolenie to nie jest coś, co się zbyt często odczuwa w liberalnym świecie.

Taryn urodziła się w Luton, mieście, które ostatnio rozsławia Tommy Robinson — ulubieniec brytyjskiej skrajnej prawicy. Jeśli wierzyć Robinsonowi, Wielka Brytania jest na skraju wojny domowej. Powód? Imigranci i muzułmanie. Pewną popularnością wśród co skrajniejszych prawicowców w UK cieszy się ostatnio Dominik Tarczyński, od pewnego czasu chętnie pozujący w krajach anglosaskich na bojownika o tradycyjne wartości.

— Tarczyński, za pośrednictwem Robinsona, sprzedaje Brytyjczykom — głównie białym mężczyznom w średnim wieku — opowieść o Polsce jako ostatnim prawdziwym bastionie europejskiego konserwatyzmu. A mówiąc prościej: tęsknisz za homogenicznym, białym i konserwatywnym miejscem na ziemi? Wielka Brytania może być chwilowo nie dla ciebie, ale w Polsce poczujesz się szczęśliwy. Sądząc po internetowych forach dla Brytyjczyków w Polsce, jego opowieść jest całkiem popularna. Chętnie przyjeżdżają do Polski, która stała się dla nich rodzajem fantazji o konserwatywnym życiu.

5.

Nie możemy oddawać idei zachodniości prawicowym politykom, zwłaszcza tym o autorytarnych, antyliberalnych, często antydemokratycznych skłonnościach — mówi prof. Piotr Kulas. — Próbują ją przeinaczyć i zabrać. Wielu z nich, Viktor Orbán jest klasycznym przykładem, udaje obrońców Zachodu, ale utożsamiają go z pewnym dawno minionym momentem w jego historii. Nie dostrzegają tego, co jest istotą Zachodu. Politycy w rodzaju Orbána, ale też Nigela Farage’a, Marine Le Pen, Putina mówią: Zachód zaprzeczył swoim wartościom.

— Co im odpowiadać?

— Że istota Zachodu polega na emancypacji wykluczonych. Kolejne grupy upominają się o swoje prawa i te prawa są im w końcu przyznawane. Poszerzane jest pole wolności. Każdy może się domagać praw. To ten proces jest właściwą istotą zachodniości. To, że doceniamy, iż w Polsce jest bezpieczniej niż w innych miejscach, iż zdajemy sobie sprawę, że jednorodna kulturowo Warszawa ma inne wyzwania niż np. Berlin czy Londyn, nie oznacza, że się automatycznie zgadzamy z prawicowcami, którzy mówią: to wszystko wina imigrantów.

Ale jest też wiele krytycznych rzeczy, które można powiedzieć o Zachodzie. Choćby to, że używał swojej potęgi kulturowej do tego, by wywierać polityczny wpływ, czasem dość bezwzględnie. Po 1989 r. polskie elity, które długo były w dużej mierze bezkrytyczne w stosunku do Zachodu, nie zadały wielu ważnych pytań. Na przykład, jakie konsekwencje polityczne i ekonomiczne ma kulturowe zbliżenie z Zachodem? Wprowadzając zachodnie rozwiązania i kulturę w Polsce, w pewnym sensie pomagały one eksploatować tutejszych ludzi.

Oczywiście ostateczny bilans jest korzystny dla Polski — lepiej nam przynależeć do zachodniego centrum, nawet jeśli nie jesteśmy głównym rozgrywającym. Polska się bardzo pod wpływem zachodnich inwestycji, polityki zmieniła — materialnie, infrastrukturalnie — i tę zmianę widać tak naprawdę dopiero w ostatnich 10-15 latach.

6.

W Polsce mieszkam 34 lata, w Warszawie — 25 — mówi Anh. Uczy dziś polskiego, opracowała własny kurs nauki języka dla obcokrajowców. — Fajnie było obserwować, jak wszystko się zmienia. Czuję się tu bezpiecznie, mogę się poruszać o dowolnej porze, nikt mnie nie zaatakuje. Warszawa ma swoją specyfikę, nie próbuje naśladować innych europejskich miast, unowocześnia się po swojemu. Wciąż możesz się tu dobrze odnaleźć, nie mając wielkich zasobów finansowych. Sosnowiec w 1992 i Warszawa w 2026 r.? Dwa różne światy. Ale i Sosnowiec jest dziś całkiem inny, kolorowy, weselszy. Warszawa — i cała Polska — mają w sobie coś światowego, europejskiego, wielkiego i jednocześnie małego, lokalnego. Dzięki temu bardzo komfortowo się tu mieszka.

W 1999 r. Dunia miała 13 lat i po raz pierwszy w życiu zobaczyła Warszawę: bloki szare, drzewa smutne, bez liści. Ludzie milczący, trzymający dystans. Przyjechali całą rodziną z Angoli, ojciec dostał pracę w ambasadzie.

— Brakowało koloru, dosłownie i w przenośni — wspomina. — Byliśmy przekonani, że Polska to Europa, a Europa to raj. W Angoli były chaos, słońce, kolory, kontrasty. Kobiety wyprostowane, rano pracują, noszą kosze na głowach. Od godz. 17-18 — wystrojone, wypachnione. W Polsce kobiety chodziły zgarbione, zamknięte w sobie. Tam ekspresja, wyrażanie siebie, a tutaj — cisza. Kobiecie nie wypada, kobieta nie powinna. Tutaj widzę chyba największą zmianę w Polakach. Wiadomo — są nowe budynki, jest pięknie, kolorowo, ludzie świetnie ubrani. Ale największa zmiana jest w tym, jak się otworzyli na innych. Ludzie zaczęli się do siebie uśmiechać, stali się mniej podejrzliwi. Zaczęli dbać o wygląd. Nie tylko kobiety. W przypadku mężczyzn to jest jeszcze wyraźniejsze. Kiedyś normą było to, że piękna, ładnie ubrana kobieta szła za rękę z koszmarnie zaniedbanym facetem. Wielu mężczyzn uważało, że w życiu liczy się wyłącznie to, jaki kto ma dyplom i jakie wykształcenie, a nie jak wygląda. To się totalnie zmieniło. Wciąż jest dużo wstydu wokół kobiecości. Wokół męskości też. Tylko my, kobiety, mówimy dziś głośniej, bo się dusimy. My między sobą rozmawiamy, mężczyźni niekoniecznie — pograją, napiją się, nie dzielą się intymnymi tematami — tak było. Teraz jest inaczej. Ale wciąż jest tak, że jeśli twój kolega ma problem, to zanim się o tym dowiesz, to on już się rozstał z dziewczyną, dostał zawału. Kobiety najpierw 15 razy o tym opowiedzą.

7.

Wszystko tu jest dla mnie jeszcze trochę nowe — mówi Tom. Trzy lata po studiach na ASP. Projektuje grafiki, dorabia w IT, wcześniej uczył niemieckiego i pracował w gastronomii. W Warszawie od półtora roku.

— Zarabiam trochę w Polsce, a trochę globalnie — tłumaczy, prostując się na leżaku stojącym przed knajpą w centrum Warszawy. — Mam biuro w laptopie. Najlepiej, jak przychodzą zlecenia w euro, z Hiszpanii, wtedy nie mam zmartwień finansowych. Powiem ci, dlaczego Polska robi się popularna wśród osób z zachodu Europy. Polskie miasta, szczególnie Warszawa, mają wszystkie plusy zachodnich stolic, a prawie żadnych minusów. Kiedy idziesz ulicą, nie idziesz w tłumie. Kiedy jedziesz metrem, możesz wygodnie usiąść. Praktycznie wszędzie dojedziesz komunikacją miejską. Jest dużo parków, mnóstwo przestrzeni. Komfort życia jest naprawdę wysoki. A do tego wszyscy mówią po angielsku, z każdym się dogadasz. Mieszkania ostatnio bardzo zdrożały, ale wciąż jest tu dużo taniej niż w innych miejscach. Wynajmuję dwupokojowe mieszkanie z balkonem, blisko centrum. Moi znajomi z Londynu daliby się za takie pokroić.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version