Prezydent kraju i prezes NBP na konferencji prasowej oznajmili, że mają lepszy pomysł na sfinansowanie programu zbrojeń niż tania pożyczka z UE. Nie dodali tylko, że patronem akcji SAFE 0 proc. jest Nikodem Dyzma.
Na biurku prezydenta czeka na podpis ustawa o wdrożeniu unijnego mechanizmu SAFE, w ramach którego Polsce już przyznano 43,7 mld euro korzystnych pożyczek. To ponad 180 mld zł, które lada dzień mogłyby trafić na zakupy dla polskiej armii. Plan został zaaprobowany przez polskich wojskowych, państwa Unii Europejskiej już zgodziły się na konkretny podział tych środków, a ponad 80 proc. pieniędzy ma trafić do firm zbrojeniowych w Polsce. Wisienką na torcie jest to, że pożyczka SAFE rozłożona jest na 45 lat, z czego pierwsze 10 to okres karencji, kiedy spłacamy tylko odsetki. A propos odsetek – mają wynieść ok. 3,5 proc., znacznie korzystniej niż przy emisji polskich obligacji. Ministerstwo finansów szacuje, że oszczędności wynikające z samych kosztów odsetek mogą sięgnąć nawet 60 mld zł.
Wiemy, ale nie powiemy
Prezydent Nawrocki, naciskany przez PiS, wije się jak piskorz, by nie poprzeć wprost programu SAFE. Wprawdzie on i jego otoczenie używają nieco bardziej wyrafinowanych argumentów niż posłowie PiS i prezes Jarosław Kaczyński, którzy mówią o „niemieckim bucie” w programie zbrojeń czy zablokowaniu zakupów w USA (co jako żywo nie ma miejsca). Jako zwierzchnik sił zbrojnych prezydent Nawrocki musiał wymyślić sprytniejszy plan na wyjaśnienie weta do SAFE, stąd środowa wspólna konferencja z prezesem NBP Adamem Glapińskim, na której obaj przedstawili pomysł o nazwie „SAFE 0 procent”. W skrócie: po co mamy pożyczać w Unii na 3 proc., skoro sami możemy sfinansować te 180 mld zł i to nie płacąc żadnych odsetek.
Jak? No właśnie – tego akurat panowie nie ujawnili. Pozwolę sobie zacytować cały komunikat NBP, jaki ukazał się po tej konferencji: „W Pałacu Prezydenckim odbyło się spotkanie Prezydenta RP Karola Nawrockiego z Prezesem NBP Prof. Adamem Glapińskim ws. możliwości finansowania potrzeb zbrojeniowych Polski. Prezes NBP: „Obronność Polski, przetrwanie polskiego kraju suwerennego, niepodległego jest ponad wszystko. Kiedy nikną podziały polityczne, możemy bardzo dużo – jesteśmy potężni wtedy jako naród i jako państwo. Narodowy Bank Polski staje w gotowości do takiej pracy na rzecz Ojczyzny”.” I już, koniec. Można się rozejść.
Prezes NBP chce gmerać przy rezerwach
Nieco więcej o kulisach i szczegółach planu, a właściwie planów dowiedzieliśmy się w czwartek rano z tekstu w Business Insiderze. Z grubsza pomysł polega na tym, żeby wykorzystać zaproponowany przez rząd fundusz – Finansowy Instrument Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE, ale nie zasilać go kredytem z UE tylko – no właśnie, skąd wziąć 185 mld zł w kraju, w którym dochody całego budżetu w 2026 r. sięgną niespełna 650 mld zł, a dziurę w finansach państwowych zaplanowano na ponad 270 mld zł?
Według Business Insidera w NBP wymyślono, żeby na chwilę sprzedać część rezerw złota, a powstały w ten sposób „papierowy” zysk banku centralnego przekazać do budżetu państwa. Papierowy, bo przecież złota w banku nie przybędzie, a NBP jedynie będzie mógł zaksięgować różnicę między niższą ceną zakupu złota, a obecną – wyższą – ceną sprzedaży.
Jest tylko mały kłopot: NBP od trzech lat ma znaczne straty bilansowe: 13,3 mld zł w 2024 r., 20,8 mld zł w 2023 r., blisko 17 mld zł w 2022 r. Ostatni zysk – blisko 11 mld zł NBP wykazał w 2021 r. Wynik za ubiegły rok też nie zapowiada się dobrze – do tego stopnia, że w grudniu prezes NBP w liście do sekretarza Komitetu Stałego Rady Ministrów Mariusza Skowrońskiego pisał, że po 2025 r. łączne straty bilansowe banku centralnego mogą przekroczyć 100 mld zł. „Nie można również wykluczyć straty NBP w kolejnych latach, w sytuacji, gdy utrzymają się obecnie dominujące tendencje aprecjacyjne kursu złotego do walut obcych” – czytamy w liście Adama Glapińskiego. – „Z tego względu, wskazanie szerszych niż obecnie istniejące możliwości pokrywania przez NBP strat bilansowych, które na koniec 2024 r. przekroczyły już 60 mld zł, a na koniec 2025 r. prawdopodobnie zbliżą się do 100 mld zł, jest sprawą niezwykle pilną i ważną”.
Podkreślmy, sam prezes NBP dostrzega problem z coraz większą dziurą we własnym bilansie (wynikającą głównie z umacniania złotego). Co to oznacza? Że nawet gdyby według swego planu sprzedał i szybko odkupił złoto, odnotowując papierowy zysk, to żeby mieć zysk w bilansie i wpłacić coś rządowi (NBP ma obowiązek odprowadzać do budżetu 95 proc. zysku), powinien najpierw pokryć straty z poprzednich lat. Rozmówca Business Insidera przyznaje jednak szczerze, że nikt się tym nie przejmuje: „Do dzisiaj mamy niepokrytą stratę z 2007 r. NBP przetarł już w tej sprawie szlak”.
Wygląda to zatem na kreatywną księgowość, w której realne koszty „Safe 0 proc.” będzie się ukrywać w stratach bilansowych NBP za poprzednie lata, aż wszyscy w końcu o nich zapomną. Chyba że dociekliwi inwestorzy zobaczą, że NBP coś kombinuje w bilansie i przy swoich rezerwach, czyli osłabia potencjał stojący za polską walutą. Wtedy mogłoby się to odbić na kursie złotego i owe obiecane 185 mld zł przełoży się na mniejszą sumę w dolarach czy euro. O ryzyku podbicia inflacji nie warto nawet wspominać. Ale przynajmniej bilans NBP wypadnie lepiej, bo jego aktywa w obcych walutach będą warte więcej w złotych.
Prezydent chce obejść konstytucję
Według doniesień Business Insidera jest jeszcze drugi pomysł, który z kolei powstał w Pałacu Prezydenckim, by fundusz SAFE zasilić obligacjami, które emitowałoby państwo, a NBP skupowałby potem na rynku. „Obligacje mogłyby być emitowane także w walutach obcych, a jeden z wariantów pomysłu zakłada nawet obligacje detaliczne, czyli dla klientów indywidualnych. Obligacje miałyby mieć oprocentowanie zbliżone do skarbowych”. Uważny czytelnik zapyta – zaraz, to gdzie te 0 proc., skoro mają to być obligacje i to oprocentowane wyżej niż unijna pożyczka SAFE?
Genialny pomysł, gdyby nie dwa drobne problemy
Po pierwsze, państwo jest zadłużone prawie pod konstytucyjny limit, więc emisja obligacji na 185 mld zł mogłaby oznaczać przekroczenie tego pułapu i konieczność przygotowania budżetu bez deficytu, czyli z drastycznymi cięciami wydatków, także socjalnych. Tymczasem, jak oficjalnie informuje resort finansów: „Pożyczki z programu SAFE nie będą wliczane do państwowego długu publicznego według polskiej definicji”. Czyli formalnie rząd ma finansowy oddech.
Po drugie, pomysł by to NBP skupował obligacje wyemitowane przez państwowe instytucje, to nic innego jak obchodzenie konstytucyjnego zakazu finansowania budżetu bezpośrednio z pożyczek w NBP. Tę drogę rząd PiS z prezesem NBP przetestowali już w pandemii COVID-19: rząd emitował obligacje, skupowały je banki komercyjne, a potem na rynku wtórnym odkupował je NBP. W ten sposób finansowano pozabudżetowe fundusze na walkę z COVID-19 i nie tylko. To zresztą jeden z zarzutów, jaki pojawił się we wniosku o Trybunał Stanu dla prezesa Glapińskiego: „W latach 2020-2021 działając wspólnie i w porozumieniu z przedstawicielami Rady Ministrów, przedstawicielami Polskiego Funduszu Rozwoju, przedstawicielami Banku Gospodarstwa Krajowego oraz przedstawicielami niektórych banków komercyjnych, inicjował i uczestniczył w podejmowaniu przez zarząd NBP oraz w wykonaniu decyzji o skupie skarbowych papierów wartościowych Skarbu Państwa oraz nieskarbowych papierów wartościowych gwarantowanych przez SP emitowanych przez PFR i BGK, przez co zapewniał pośrednie finansowanie deficytu budżetowego w łącznej kwocie 144 mld zł.” Dodajmy, że ten skup obligacji odbywał się bez poinformowania Rady Polityki Pieniężnej – i to jest kolejny zarzut dla Glapińskiego. Postępowanie przed komisją odpowiedzialności konstytucyjnej w Sejmie formalnie wciąż się toczy, choć zostało „uśpione”.
Profesor Dariusz Rosati bierze kalkulator
Bezlitośnie z opowieścią o „zero procent” rozprawił się w czwartek rano prof. Dariusz Rosati, europoseł, ekonomista i były członek RPP. Na swoim profilu na Facebooku najpierw rozprawił się ze sztuczkami o wpłacie z zysku NBP i obchodzeniu konstytucyjnego zakazu finansowania wydatków rządowych, a potem zabrał się do konkretnych wyliczeń: „Pozostaje więc wykorzystanie rezerw walutowych zarządzanych przez NBP. Na koniec stycznia ich wartość wynosiła 1040 mld zł, z czego złoto 313 mld zł, oraz papiery wartościowe i lokaty 700 mld zł. Upłynnienie złota na kwotę 185 mld zł jest oczywiście możliwe, ale oznacza utratę przyszłego dochodu z rosnącej wyceny złota. Jaki to dochód? Tego nie wiemy, ale za to wiemy, że tylko w okresie ostatniej dekady złoto zdrożało z 1200 $/oz do 5100 $/oz, czyli cena złota rosła średnio o ponad 15 proc. rocznie. Nawet zakładając, że w przyszłości ten wzrost będzie wolniejszy, to jest mało prawdopodobne, że będzie niższy niż 6-8 proc. rocznie. To oznacza, że wykorzystanie rezerw złota do sfinansowania programu obronnego będzie kosztować dwa razy więcej niż oprocentowanie pożyczek SAFE (3,5 proc. rocznie).”
Prof. Rosati nie zapomina też, że w rezerwach NBP ma oprócz złota także papiery wartościowe. Ale czy ich sprzedaż się opłaca? „Obecnie przynoszą one średnio dochód w wysokości ok 3,8-4 proc. rocznie. To nadal jest więcej o ok. 60 pkt bazowych niż oprocentowanie unijnego SAFE. Wykorzystanie rezerw walutowych NBP jest więc droższe.”
Warto nadmienić, że prof. Rosati nie odżegnuje się całkowicie od sięgania do rezerw NBP, zwłaszcza że „są [one] obecnie za wysokie w stosunku do potrzeb polskiej gospodarki. Ale najpierw wykorzystajmy tańsze źródło finansowania, jakim jest SAFE.”
Po tych bezlitosnych wyliczeniach można jedynie dodać: panie prezydencie, prace nad SAFE trwają od czasu polskiej prezydencji w UE. Owszem, pan nie był jeszcze wtedy prezydentem, ale od sierpnia zeszłego roku miał pan czas jako zwierzchnik sił zbrojnych, żeby przedstawić ten alternatywny plan, skoro jest on taki prosty i genialny.
I jeszcze podobne pytanie do prezesa NBP: skoro pomysł na finansowanie pożyczek zbrojeniowych jest tak prosty i genialny, to czemu nie zaproponował go pan rządowi PiS, który zaciągał kredyty na czołgi, samoloty i armatohaubice w wonach na 6,5 proc. albo kiedy zadłużał się w dolarach na zakup amerykańskiego sprzętu? Ciekawi mnie też jeden drobiazg: czy miał pan w głowie zręby tego genialnego planu, kiedy 25 lutego spotkał się pan z ambasadorem USA Tomem Rose i panią Ashley Bartlett, szefową działu handlu i inwestycji ambasady USA, by omówić „zmiany zachodzące w gospodarce globalnej i finansach międzynarodowych” i podkreślić „rosnącą rolę złota w rezerwach banków centralnych na całym świecie”?

