Sytuacja na Bliskim Wschodzie już wcześniej była zła, ale po ataku Izraela na irańskie złoże gazowe South Pars znacznie się pogorszyła. Nieco paniczna reakcja Donalda Trumpa na to wydarzenie pokazuje nie tylko, że przestraszył się konsekwencji, ale także, że z wojny z Iranem prezydent USA nie ma już dobrego wyjścia.
„Stany Zjednoczone nie wiedziały nic o tym konkretnym ataku”. „IZRAEL NIE PRZEPROWADZI WIĘCEJ ATAKÓW na to niezwykle ważne i cenne złoże”. „Jeśli LNG Kataru zostanie ponownie zaatakowane, nie zawaham się”. To fragmenty wpisu, w którym Donald Trump próbuje uciec od odpowiedzialności za jedną z najpoważniejszych dotychczasowych eskalacji w wojnie z Iranem. Eskalacji, na którą — jak wszystko wskazuje — sam się zgodził.
Po ataku na złoże South Pars Irańczycy natychmiast zapowiedzieli odwet. I groźby zrealizowali. W nocy rakiety i drony atakowały cele energetyczne w Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze. W najważniejszej katarskiej instalacji gazowej Ras Laffan wybuchł pożar. Zniszczenia są poważne. To fatalna wiadomość także dla Polski, bo Katar jest drugim co do wielkości dostawcą skroplonego gazu dla naszego kraju.
Jeszcze gorszą wiadomością są jednak manewry Trumpa wokół tego ataku. Pokazują, że prezydent USA albo nie rozumie sytuacji na Bliskim Wschodzie, albo eskaluje ona zupełnie poza jego kontrolą. I coraz głębiej wplątuje USA w wojenne sidła.
Czy Donald Trump wiedział o ataku Izraela? Sprzeczne sygnały
O jakie manewry chodzi? Niedługo po ataku Izraela na South Pars amerykański portal Axios napisał, że prezydent USA o wszystkim wiedział. I zgodził się na bombardowanie irańskiej infrastruktury.
Efekty izraelskich uderzeń były łatwe do przewidzenia — ceny ropy i gazu poszybowały w górę. Z kolei Iran odpowiedział groźbami, opublikował listę celów, w które zamierza atakować w ramach odwetu i niedługo później groźby zrealizował.
A wtedy Donald Trump zaczął zapewniać, że nie miał pojęcia o izraelskim ataku, nie zgadzał się na niego i że więcej takich ataków nie będzie. Zrobił to w długim i dość dziwacznym wpisie na swoim serwisie społecznościowym Truth Social:
„Izrael, rozzłoszczony tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, agresywnie uderzył w duży obiekt znany jako złoże gazowe South Pars w Iranie. Została zaatakowana stosunkowo niewielka część całości. Stany Zjednoczone nie wiedziały nic o tym konkretnym ataku i Katar w żaden sposób ani w żadnej formie nie był w to zaangażowany, ani nie miał pojęcia, że do tego dojdzie” — napisał Trump.
„Iran nie wiedział ani o tym, ani o żadnych innych istotnych faktach dotyczących ataku na South Pars i w sposób nieuzasadniony i niesprawiedliwy zaatakował część obiektu gazowego LNG Kataru. IZRAEL NIE PRZEPROWADZI WIĘCEJ ATAKÓW na to niezwykle ważne i cenne złoże South Pars, chyba że Iran nierozsądnie zdecyduje, by zaatakować bardzo niewinny w tym przypadku Katar. W takim przypadku USA, za pomocą i zgodą Izraela albo bez, wysadzą w powietrze całość South Pars z taką siłą i mocą, jakich Iran nigdy wcześniej nie widział” — dodał.
„Nie chcę autoryzować tego poziomu przemocy i zniszczenia ze względu na długoterminowe skutki dla przyszłości Iranu, ale jeśli LNG Kataru zostanie ponownie zaatakowane, nie zawaham się” — zakończył swój wpis prezydent.
Co z tego wszystkiego wynika? Możliwości są dwie. Pierwsza: Trump kłamie. Wiedział o planach Izraela, ale przestraszył się konsekwencji. Druga: kłamią źródła, które wskazywały, że Trump wiedział o planach Izraela.
Jeśli prawdziwa jest ta pierwsza opcja, to Trump kompletnie nie rozumie sytuacji na Bliskim Wschodzie. Było jasne, że ataki na irańską infrastrukturę energetyczną wymuszą odwet reżimu w Teheranie. Tym bardziej że strategią Iranu w tej wojnie jest wywoływanie jak największego zamętu na rynkach energetycznych — temu służyć ma np. zamknięcie cieśniny Ormuz. Chodzi o to, by cena dalszego trwania konfliktu była tak wysoka, że USA nie będą gotowe dalej jej ponosić.
Z kolei, jeśli prawdziwa jest opcja druga, to prezydent USA jawi się jako słaby gracz. W tej sytuacji to Izrael — państwo liczące mniej niż 10 mln mieszkańców — sprawia wrażenie wiodącej potęgi. A USA — w końcu globalne mocarstwo — muszą się dostosować do polityki Benjamina Netanjahu, nie zaś odwrotnie. I to Netanjahu, a nie Donald Trump wyznacza rytm eskalacji w wojnie z Iranem.
Jest też jednak trzecia możliwość, łącząca obie powyższe opcje. W tej interpretacji Trump pozwala Izraelowi na eskalowanie działań, bo sam nie ma pojęcia o Bliskim Wschodzie i nie potrafi przewidzieć skutków eskalacji. Portal Axios, który ma bardzo dobre źródła w izraelskich kręgach rządowych i administracji Trumpa, mimo wpisu prezydenta nie wycofał się ze swoich rewelacji. Autor tekstów o ataku na South Pars twierdzi, że Trump wiedział o wszystkim, a kurs zmienił, dopiero kiedy okazało się, jak poważne są skutki ataku.
Trump w sidłach. Nie ma dobrego wyjścia
Cała ta sytuacja pokazuje też, ja głęboko Trump wplątał się w bliskowschodnie sidła. Ataki na infrastrukturę energetyczną i blokada cieśniny Ormuz bardzo podnoszą ceny energii. Dla Trumpa to skrajnie niekorzystne, bo oznacza wysokie polityczne koszty. Ale gdyby prezydent USA teraz spróbował się wycofać, Iran — mimo potężnych strat — ogłosiłby zwycięstwo w wojnie. I miałby po temu mocne powody: reżim przetrwał próbę obalenia i udało mu się odstraszyć agresorów, którzy nie byli w stanie zapłacić prawdziwej ceny wojny.
Aby tego uniknąć, Trump musiałby się zaangażować jeszcze bardziej. Kontynuować ataki z powietrza, licząc na upadek władz w Teheranie i spróbować szybko odblokować cieśninę Ormuz. To ostatnie jest kluczowe, a jednocześnie bardzo trudne. Wymagałoby najpewniej użycia sił lądowych i opanowania wybrzeży cieśniny. Tyle że wysłanie amerykańskich żołnierzy do Iranu jest skrajnie niepopularne w USA — na to wskazują wszystkie dostępne sondaże. Gdyby prezydent się na to zdecydował, polityczne straty byłyby zapewne potężne.
Jednak kontynuowanie wojny bez przełomu też będzie kosztowne. „Washington Post” doniósł, że Pentagon zamierza poprosić Kongres o dodatkowe 200 mld dol., by sfinansować atak na Iran. To gigantyczna suma i na pewno wywoła opór nie tylko demokratów, lecz także wielu republikanów. Problemem są też wysokie ceny ropy — im dłużej będą się one utrzymywać, tym większe ryzyko poważnych kłopotów gospodarczych. Nie tylko zresztą w USA.
Coraz wyraźniej widać, że Donald Trump nie ma dobrego wyjścia z irańskiej awantury. I wszyscy za to zapłacimy.