Donald Trump poleciał do Pekinu, aby spotkać się z Xi Jinpingiem. To szansa dla obydwu przywódców na ułożenie burzliwej relacji między ich państwami, a także rozpoczęcie potencjalnej współpracy — od handlu aż po wojnę w Iranie.
Amerykański prezydent ląduje w Pekinie w środę ok. godz. 14. To druga wizyta Donalda Trumpa i zarazem pierwsza wizyta amerykańskiej głowy państwa w Chinach od prawie dziewięciu lat. Trump chętnie podkreśla swoją „świetną relację” z Xi i często przedstawia USA i Chiny jako „G2” — Grupę Dwóch.
Uściśnięte dłonie Donalda Trumpa i Xi Jinpinga
— Trudno przecenić, jak niezwykłe jest to, że amerykański zwierzchnik sił zbrojnych użył tego określenia, de facto uznając Chiny za niemal równego partnera — zwraca uwagę Ali Wyne, doradca w International Crisis Group, który od ponad dekady zajmuje się amerykańską polityką wobec Chin.
Bezpośrednie negocjacje między przywódcami mogą poprawić relacje, które dotąd cechowała rywalizacja: od kwestii handlu, poprzez sztuczną inteligencję, aż po wzmacnianie sił zbrojnych na terenie Indo-Pacyfiku. Jak podkreślają jednak analitycy, każda ze stron ma własne cele, które najprawdopodobniej nie zostaną zrealizowane podczas trzydniowej wizyty.
Jak zwraca uwagę Henry Wang, założyciel i prezes pekińskiego think tanku Center for China and Globalization, Trump liczy, że Chiny pomogą mu w zawarciu pokoju w wojnie z Iranem, natomiast Xi będzie zabiegać o amerykańską deklarację sprzeciwu wobec niepodległości Tajwanu. W rozmowie z „Newsweekiem” Wang podkreśla ogromne znaczenie tej wizyty. Zdjęcia przywódców ściskających sobie dłonie w momencie, w którym na świecie toczy się tyle wojen, mogą zapewnić społeczeństwu pewne poczucie stabilności.
Od wojen celnych do współpracy
Rok temu dwie największe gospodarki świata były pogrążone w wojnie celnej. W ramach kampanii „Dnia Wyzwolenia” z kwietnia 2025 r. Trump nałożył 145-procentowe cła na chińskie towary, aby — jak to określił — ukarać nieuczciwe praktyki handlowe i kradzież własności intelektualnej.
Pekin odpowiedział cłami w wysokości 125 proc., oskarżając USA o protekcjonizm. Co kluczowe, zagroził też ograniczeniem dostępu Waszyngtonu do metali ziem rzadkich niezbędnych przy produkcji zaawansowanych technologicznie urządzeń (od smartfonów po systemy naprowadzania rakiet), które Stany Zjednoczone sprowadzają niemal wyłącznie z Chin.
Jednak niedługo potem obie strony rozpoczęły nieoficjalne rozmowy handlowe i już w październiku — podczas szczytu APEC w Korei Południowej — krajom tym udało się osiągnąć tymczasowe roczne „zawieszenie broni”. Chiny wycofały się z groźby ograniczenia eksportu metali ziem rzadkich i zadeklarowały zwiększenie zakupów amerykańskiej soi oraz innych produktów rolnych. Jak ogłosił w tym tygodniu Biały Dom, Trump „zawrze kolejne korzystne umowy” dla USA. Wiceszefowa biura prasowego Anna Kelly wskazała, że priorytetami będą rolnictwo, przemysł lotniczy i energetyka.
Do delegacji Trumpa dołączą prezesi takich firm jak Boeing czy Cargill, a także szefowie technologicznych gigantów, m.in. Elon Musk i Tim Cook. Jednak — jak podkreśla jeden z wysokich rangą urzędników — nowe kontrakty będą mieć stosunkowo niewielką wartość, sięgającą najwyżej kilkudziesięciu miliardów dolarów.
Analitycy podkreślają, że pozycja Trumpa w negocjacjach handlowych jest osłabiona po orzeczeniach amerykańskich sądów, że wiele z nałożonych przez niego ceł było bezprawnym przekroczeniem uprawnień prezydenta. W odpowiedzi na agresywną politykę Trumpa Chiny dywersyfikują swoje rynki zbytu i po cichu wprowadzają ograniczenia eksportu najważniejszych produktów z branży zaawansowanych technologii i odnawialnej energii do USA.
— Najlepszy scenariusz, na jaki Trump może realnie liczyć podczas pobytu w Pekinie, to przynajmniej częściowy powrót do sytuacji sprzed Dnia Wyzwolenia — mówi „Newsweekowi” Sean King, ekspert ds. Azji i wiceprezes firmy Park Strategies.
Wedługa Kinga Xi może zaproponować chińskie inwestycje w USA, jednak niesie to ryzyko kradzieży własności intelektualnej pod dyktando władz w Pekinie. Ekspert zwraca bowiem uwagę na to, że „chińskie firmy mają ustawowy obowiązek odpowiadać przed rządem”. I choć mogą pojawić się nowe ustalenia dotyczące wołowiny i zbóż, analitycy przewidują, że szczyt raczej nie przyniesie przełomu w kluczowych dziedzinach, w których rywalizacja się zaostrza.
Waszyngton zwiększył poziomy kontroli nad eksportem zaawansowanych chipów, sztucznej inteligencji i inwestycji zagranicznych, a Pekin stara się zapobiec przejmowaniu przez Amerykanów wrażliwych technologii i talentów. W zeszłym miesiącu Chiny zablokowały przejęcie chińskiego start-upu AI przez firmę Meta, co — zdaniem analityków — miało na celu uniemożliwienie wycieku tej technologii do USA.
Chiny chcą końca wojny w Iranie
Jak mówi Ali Wyne, zarówno Pekin, jak i Waszyngton liczą na zmniejszenie napięć wokół Iranu. Trump najprawdopodobniej zdał sobie sprawę z tego, że nie uda mu się zmusić Iranu do uległości poprzez użycie siły. Jest też świadomy zakulisowego zaangażowania Chin w doprowadzeniu do pierwszej tury negocjacji USA-Iran na początku kwietnia.
Xi zaczął natomiast prowadzić dużo bardziej aktywną politykę mediacyjną — w zeszłym miesiącu ogłosił czteropunktowy plan pokojowy, który Iran zdążył już poprzeć, a także pięciopunktową inicjatywę wspólnie z Pakistanem, który pośredniczył w rozmowach USA–Iran. Ponad 40 proc. importowanej przez Chiny ropy przepływa przez cieśninę Ormuz, a Pekin wielokrotnie deklarował, że wojna USA z Iranem jest nielegalna i potępiał blokadę irańskich statków przez Stany Zjednoczone. Chińscy urzędnicy od początu konfliktu nieprzerwanie utrzymują kontakty z Iranem i innymi partnerami w Zatoce Perskiej, jednak Pekin wyraźnie unika bezpośredniego zaangażowania, które mogłoby wzbudzić gniew USA.
— Pekin woli pozwolić Waszyngtonowi zmagać się z kryzysem, niż wziąć problem na siebie — mówi „Newsweekowi” Heidi Crebo-Rediker z Center for Geoeconomic Studies przy Radzie Stosunków Międzynarodowych.
Zdaniem ekspertki Pekin raczej przeczeka konflikt, niż wyda dyplomatyczny kapitał, by go rozwiązywać. Dla Xi ważniejsze jest ustabilizowanie szeroko rozumianych relacji USA–Chiny.
— Przekształcenie wojny z Iranem w główną arenę konfrontacji nie służyłoby temu celowi — mówi.
Trump bezskutecznie próbował nakłonić Chiny i inne kraje do wysłania marynarki wojennej, która mogłaby eskortować statki handlowe po marcowych atakach Iranu na jednostki w cieśninie. W kwietniu stwierdził, że Pekin jest „bardzo zadowolony” z tego, że USA otwierają cieśninę Ormuz, co w rzeczywistości nie miało miejsca. Trump przekonywał jednocześnie, że podczas bezpośrednich rozmów telefonicznych poprosił Xi Jinpinga o zaprzestanie dostarczania broni Iranowi, jednak chiński prezydent zaprzeczył tym oskarżeniom.
Postępów w sprawie porozumienia pokojowego na razie nie widać. W niedzielę Trump odrzucił 14-punktową propozycję pokojową Iranu, we wpisie na platformie Truth Social nazywając ją „całkowicie nie do przyjęcia”.
Wizyta Trumpa w Chinach i problem Tajwanu
Za czasów pierwszej kadencji Trumpa jego administracja zdecydowanie zwiększyła wsparcie dla Tajwanu, gdy napięcia między wyspą a Chinami osiągnęły apogeum na wielu frontach. Po pierwszym roku drugiej kadencji Trumpa obserwatorzy sytuacji zaczęli obawiać się, że polityka USA wobec wyspy może stać się przedmiotem negocjacji — zwłaszcza po tym, gdy w lipcu 2025 r. odmówiono tranzytu dla prezydenta Lai Ching-te, który próbował dostać się do Ameryki Łacińskiej przez Nowy Jork.
Kluczową kwestią pozostaje dostawa broni. W grudniu administracja Trumpa zgodziła się na wart 11 mld dol. pakiet dla Tajwanu, co wywołało gwałtowną reakcję Chin i odpowiedź w postaci manewrów wojskowych w pobliżu wyspy. Kongres zatwierdził także kolejną transzę wsparcia w wysokości 14 mld dol., jednak Trump wstrzymuje ostateczną decyzję w tej sprawie.
Prezydent USA w lutym ujawnił, że podczas rozmów telefonicznych z Xi omawiał przyszłość dostawy broni. To budzi niepokój, ponieważ przeczy starej zasadzie amerykańskiej polityki zagranicznej mówiącej o tym, że Stany Zjednoczone nie konsultują się z Chinami w sprawie sprzedaży broni Tajwanowi. Jak mówi „Newsweekowi” Lyle Goldstein, dyrektor programu azjatyckiego w Defense Priorities i szef China Initiative na Brown University, sytuacja wokół Tajwanu pozostaje „skrajnie niebezpieczna”. Jak twierdzi, szybka rozbudowa chińskiej armii wyraźnie poprawia pozycję Pekinu w razie konfliktu o wyspę, a sprzedaż broni powinna pozostać elementem gry na rzecz pokoju.
— O sprzedaży broni rozmawia się od czasu trzeciego komunikatu z lat 80. — wyjaśnia, nawiązując do wspólnego, chińsko-amerykańskiego komunikatu z 1982 r., w którym USA zobowiązały się ograniczyć i stopniowo zmniejszać sprzedaż broni w odpowiedzi na pokojowe podejście Chin do kwestii Tajwanu. — Uważam więc, że to uzasadniony temat do rozmów, a Trump znów narobił zamieszania, mówiąc, że się nad tym zastanawia. To może być przedmiot negocjacji.
Goldstein proponuje, że „logiczną granicą” mogą być systemy rakietowe, takie jak Army Tactical Missile System, czyli naddźwiękowe pociski zdolne sięgnąć wybrzeży południowo-wschodnich Chin. Zatwierdzony przez Waszyngton grudniowy pakiet obejmuje 400 takich wyrzutni.
Jak mówi Wang, istnieją także inne możliwości „łatwych zwycięstw” dyplomatycznych, takie jak powołanie rady ds. inwestycji i handlu czy zniesienie 10-procentowego amerykańskiego cła, nałożonego na Chiny rok temu w związku z produkcją fentanylu. Szansą na poprawę relacji może być także ponownie otwarcie konsulatów w Houston i Chengdu, a także wprowadzenie 30 dni bezwizowego pobytu dla obywateli USA, by zrównać chińską politykę wizową dla Amerykanów z tą prowadzoną wobec innych państw G7.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




