Też jest po 40., też ją boli, ciało ma pełne szwów i blizn, fizycznych i psychicznych. Ale wciąż jej się chce i udowadnia, że nadal może być lepsza od dwudziestolatek. Skoro Lindsey Vonn przyjechała na igrzyska zdobywać medale, nas, również milenialsów, też stać na wszystko.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Nie skoczę już wyżej, nie pobiegnę szybciej, nie wycisnę więcej — dla czterdziestolatków czas rekordów się skończył, teraz będzie nam tylko trudniej. Wiem, co piszę. Mam 43 lata, góry, pod których podjechanie rowerem nie sprawiało wielkiego problemu, przestają być osiągalne. Teraz wyzwaniem samym w sobie stało się dojście na trening. Ciężko się zebrać, choć ćwiczę w świetnej grupie, z rozsądnym trenerem. Ale przecież wszystko boli, pogoda jest zła, a w ogóle to miałem trudny dzień i mi się nie chce.

Właśnie dlatego ta historia jest tak inspirująca.

41-letnia Lindsey Vonn — pierwszy start we Włoszech, w zjeździe, już w niedzielę rano — pojedzie w Lombardii po medal dla siebie, to jasne. Ale pojedzie także, by pokazać, że hasło „czterdziestka to nowa trzydziestka” nie jest pustym frazesem, a ludzi urodzonych w latach 80. wciąż stać na wszystko, co sobie wymyślą.

Jej miało tu nie być. Kiedy w 2019 r. ogłaszała zakończenie kariery, miała opinię jednej z najlepszych alpejek wszech czasów, długaśną listę zwycięstw oraz rekordów i jeszcze dłuższą — kontuzji. Zerwane więzadła, połamane ręce i nogi, blizny, brak czucia w ręce, przejmujący ból — Vonn płaciła olbrzymią cenę za wyczynowe uprawianie sportu od 16. roku życia. Nic już nie musiała, od zawsze była ulubienicą kibiców i sponsorów, miliony zarobione na stoku zapewniłyby luksusowe życie nie tylko jej, lecz także jej potomkom.

Częścią tej opowieści jest oczywiście rozwój nauki, gdyby nie tytanowa proteza kolana, Vonn nie miałaby żadnych szans na medal w Mediolanie. Ta operacja miała kapitalne znaczenie, dzięki niej Amerykanka w końcu przestała czuć ból. Ale przecież to nie ortopedzi wygonili ją na stok, to nie rehabilitanci narzucili jej treningowy kierat, to nie lekarze zdecydowali, że po pięciu latach wróci do wyczynowego uprawiania sportu.

— Byłam gotowa poświęcić więcej. Byłam gotowa pracować ciężej — tłumacząca źródła sukcesów Vonn brzmi jak coacherka z taniej książki typu „Jak osiągnąć sukces w weekend”. Ale ona naprawdę była gotowa poświęcić więcej i pracować ciężej niż inni, co podkreślają rywalki, trenerzy, wszyscy, którzy z nią pracowali. — Fizycznie jestem w najlepszej formie w życiu — mówi Amerykanka. Żeby przygotować się do igrzysk, zatrudniła Aksla Lunda Svindala, legendarnego norweskiego alpejczyka. Od sierpnia nabrała ponad 5 kg masy mięśniowej.

W tej opowieści jest 100 proc. sportu w sporcie, walki z samą sobą, przekraczania granic. Ale jest też coś więcej. Vonn wniesie na start zjazdu nie tylko setki przejechanych kilometrów na nartach, często z prędkością przekraczającą 120 km na godzinę, ale także doświadczenie życiowe 41-letniej kobiety. Amerykanka ma za sobą ciężką depresję po rozwodzie z byłym trenerem Thomasem Vonnem i koszmarny związek z Tigerem Woodsem, dokumentowany przez paparazzich. Była też ofiarą przemocy seksualnej, gdy hackerzy wykradli z jej telefonu nagie zdjęcia i opublikowali w internecie.

Igrzyska olimpijskie — w USA stawiane zdecydowanie wyżej niż mistrzostwa czy Puchary Świata — zawsze były dla niej trudne. A to uszkodziła biodro na treningu (Turyn 2006), a to wylatywała z trasy (Vancouver 2010), a to przez kolano w ogóle na najważniejsze zawody nie przyjechała (Soczi 2014). Złoto i dwa brązy to dla większości ludzkości wyniki kosmiczne. Ale dla Vonn igrzyska zawsze wiązały się z niedosytem.

Kilka dni temu opatrzność jeszcze raz postanowiła z niej zadrwić. Podczas zjazdu w Crans-Montanie Vonn wypadła z trasy, wylądowała na siatce bezpieczeństw i uszkodziła kolano. Wypadek wyglądał bardzo źle, zawody zostały przerwane. Gdy pierwsi sportowcy przyjeżdżali do Lombardii, ona chodziła o kulach.

Ale kilka dni później opublikowała już filmik, na których normalnie trenuje, w czwartek wzięła już udział w treningu zjazdu. „Nikt by nie uwierzył, że tu będę… Ale udało mi się!” — napisała na Instagramie Amerykanka. Vonn pojedzie na tych igrzyskach nawet na jednej narcie, nawet pod górę.

Nieważne, czy z Lombardii wyjedzie z medalem. Trzy zwycięstwa w zawodach Pucharu Świata wystarczą, by uznać jej powrót za udany. Ona już wygrała. A przynajmniej pokazała nam, że można. Wciąż jeszcze wszystko można.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version